Od dnia inauguracji w styczniu br. Biden ostro zabrał się za realizację swojego programu wyborczego. Często decyzje, które podejmował, były bardzo kontrowersyjne. Jedną z nich było na przykład wstrzymanie budowy rurociągu Keystone XL, czym równocześnie zdenerwował mieszkańców stanów, przez które miał przechodzić, Republikanów, Kanadyjczyków i związki zawodowe. Drugą było moratorium na deportacje nielegalnych imigrantów i inne decyzje dotyczące południowej granicy, które razem z jego proimigrancką retoryką doprowadziły do kryzysu imigracyjnego.

Od początku główny ciężar walki z jego lewicową agendą spadł na prawicowe władze stanowe. Od marca dołączyli do niego republikańscy prokuratorzy generalni – w USA to stanowisko polityczne i w większości stanów są oni wybierani w wyborach – którzy próbują zablokować decyzje Bidena przy pomocy pozwów sądowych.

Wspomniani prokuratorzy powiedzieli ostatnio portalowi Daily Caller, że planują robić to do skutku. „Napełniamy kałamarze i ostrzymy pióra” - skomentował prokurator generalny Luizjany i były przewodniczący Stowarzyszenia Republikańskich Prokuratorów Generalnych Jeff Landry, który obecnie prowadzi dwie sprawy przeciwko administracji Bidena: o zakaz wynajmowania federalnej ziemi pod eksploatację ropy i gazu i o decyzje, które doprowadziły do wypuszczania na wolność złapanych imigrantów-przestępców. Twierdzi, że takich spraw będzie dużo więcej – i w wielu z nich mają duże szanse na zwycięstwo. „Demokratom bardzo zależy na nadużywaniu władzy, nadmiernych wydatkach i nadmiernej liczbie regulacji” - stwierdził - „Wszystko to będzie miało negatywny wpływ długoterminowy na tworzenie miejsc pracy i stabilność kraju”.

Prokurator generalny Montany Austin Knudsen powiedział, że są przekonani, że przy sparaliżowanym kongresie to właśnie władze stanowe są ostatnią obroną przed łamaniem przez Bidena i jego ludzi konstytucji. W marcu Knudsen pozwał administrację Bidena w sprawie zablokowania budowy Keystone XL, do którego to pozwu dołączyli prokuratorzy z 21 innych stanów. Knudsenowi szczególnie nie podoba się nadużywanie przez Bidena rozkazów prezydenckich. „Kiedy obejmujesz władzę i już pierwszego dnia zaczynasz wydawać edykty i rozkazy jak król Jerzy ja i wielu innych Republikanów zaczynamy mieć z tym problemy” – powiedział.

Rozkazy prezydenckie dają lokatorowi Białego Domu ogromną władzę i wpływ na rzeczywistość, jednak ich nadużywanie jest w USA bardzo źle widziane. W czasach Donalda Trumpa lewicujące media bardzo krytykowały za to polityka i zarzucały mu nawet, że chciałby być dyktatorem. Biden najwyraźniej nie przejmuje się takimi oskarżeniami gdyż stosuje je na potęgę. W ciągu pierwszych 11 tygodni swoich rządów wydał ich już 38 – dla porównania w tym samym okresie Trump wydał ich 23, Barack Obama 18 a George W. Bush 8. Co więcej tylko w ciągu dwóch pierwszych dni w Białym Domu Biden podpisał więcej rozkazów niż Trump w ciągu pierwszych dwóch miesięcy swojej kadencji. 

Rzucanie Bidenowi prawnych kłód pod nogi przez prokuratorów generalnych to nie jedyna sztuczka, którą amerykańska prawica podłapała od lewicy. W czasach Trumpa bardzo popularne stały się tzw. miasta-sanktuaria czyli takie miasta, których lewicowe władze w żaden sposób nie pomagają rządowi federalnemu w pilnowaniu prawa imigracyjnego. Joe Biden wydał ostatnio kilka kontrowersyjnych rozkazów prezydenckich dotyczących broni palnej w cywilnych rękach i władze kilku republikańskich stanów – Alaski, Kansas, Idaho, Wyoming, Arizony i Teksasu – ogłosiły się już „sanktuariami drugiej poprawki”, w których władze stanowe w żaden sposób nie pomogą rządowi federalnemu w pilnowaniu przestrzegania nowych przepisów. Skądinąd prokuratorzy zapowiadają, że ich kolejne pozwy będą najprawdopodobniej dotyczyć właśnie tych rozkazów.