Żołnierze niezłomni wygrali

Wyklęci zwyciężyli w walce ze złem, z sowieckim totalitaryzmem. Dziś już widać, że dzięki młodym Polakom pamięć o żołnierzach antykomunistycznego podziemia będzie trwała, a życiorysy tych, którzy nigdy się nie poddali, będą inspirowały następne pokol

Wyklęci zwyciężyli w walce ze złem, z sowieckim totalitaryzmem. Dziś już widać, że dzięki młodym Polakom pamięć o żołnierzach antykomunistycznego podziemia będzie trwała, a życiorysy tych, którzy nigdy się nie poddali, będą inspirowały następne pokolenia.

Czy III RP czci swoich bohaterów? Powstańców warszawskich, żołnierzy AK, Żołnierzy Wyklętych? W przeciwieństwie do II RP, która powstańców styczniowych wynosiła na piedestał, w III RP tych, co walczyli o wolność, się nie rozpieszcza, nie obejmuje szczególną opieką finansową, medyczną ani specjalnie nie honoruje. Tymczasem ich oprawcy nie dość że nie są ścigani, to cały czas otrzymują dużo wyższe emerytury niż zwykły obywatel. Możemy mieć wrażenie, że w takim razie przegrali. Tylko czy na pewno?

Odkopywana prawda

Przy bierności polityków, urzędników i związanych z nimi mediów wciąż obrażani są AK-owcy, szczególnie Żołnierze Wyklęci. Tacy jak 17-letnia Danuta Siedzikówna „Inka”, zamordowana 28 sierpnia 1946 r. w więzieniu przy ul. Kurkowej w Gdańsku. Nieznani sprawcy oblali ostatnio czerwoną farbą jej pomnik w krakowskim parku Jordana. Tak za jej walkę odwdzięcza się wolna Polska. Postkomuniści, a nawet lewicowe środowiska postsolidarnościowe, otwarcie nazywają „Inkę” i innych Wyklętych „bandytami”. Cały czas – tak jak w PRL‑u – zamiast o powstaniu antykomunistycznym kłamie się o wojnie domowej.

Powtórzmy więc: czy żołnierze niezłomni przegrali? Czy pozostaną „brakującym ogniwem” naszej historii? Bo jeśli zapomnimy o nich, o ich walce i ofierze – tak jak tego chcieli komuniści – nie zrozumiemy powojennej tragedii Polski ani naszej, jakże ułomnej, współczesności. Bo świadectwo Wyklętych to jeden z najważniejszych składników budujących naszą tożsamość. To kręgosłup narodu.

I w kontekście odzyskiwania naszej własnej historii powinniśmy patrzeć na ekshumacje w kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie. Podczas ubiegłorocznych prac Instytut Pamięci Narodowej wydobył z ziemi szczątki 109 polskich patriotów. Do dziś zidentyfikowano siedmiu z nich, zamordowanych przez komunistów i wrzuconych jak worki ze śmieciami do dołów na „Łączce”. Potajemnie, pod osłoną nocy. Najczęściej zupełnie nago, czasem w więziennych butach. Ze związanymi rękami. Aby bohaterowie tej prawdziwej Polski nigdy nie zostali odnalezieni, doły śmierci zasypano grubą warstwą ziemi. Czasem dodatkowo wapnem, aby zatrzeć wszelkie ślady. Komunistyczny mord miał na zawsze pozostać tajemnicą.

Siedmiu bohaterów

Pierwszy zidentyfikowany na „Łączce” to Edmund Bukowski, wilnianin, porucznik Armii Krajowej, uczestnik Powstania Warszawskiego. Po 1945 r. nie złożył broni, by przez całą Europę wozić rozkazy i fundusze służące walce o wolną Polskę. Wielokrotnie odznaczony, m.in. Krzyżem Walecznych. W ciężkim śledztwie prowadzonym przez UB nie przyznał się do „antypolskiej działalności”. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 13 kwietnia 1950 r. Miał 32 lata.

– Gdy zabrali mi ojca, miałem osiem miesięcy. Nie było też mamy, która jako łączniczka odsiadywała wyrok 15 lat więzienia. Wychowywali mnie dziadkowie. Z naszej rodziny komuniści aresztowali 16 osób – mówi Krzysztof Bukowski, syn porucznika Bukowskiego. – Przez lata nie wiedziałem, co się stało z ojcem. Teraz, dzięki IPN‑owi, już wiem.

Drugi to Eugeniusz Smoliński, wybitny chemik, którego wiedza z zakresu materiałów wybuchowych służyła Komendzie Głównej AK. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 9 kwietnia 1949 r. Miał 44 lata.

Gdy córki Eugeniusza Smolińskiego straciły ojca, jedna miała trzy lata, druga 11 miesięcy. – Mama całe swoje długie życie czekała na tatę, do końca nie wierzyła w jego śmierć – wspominają. – Przecież obiecał, że wróci. Wrócił do nas teraz.

Trzecia z rozpoznanych ofiar to Stanisław Łukasik ps. Ryś, kapitan AK, żołnierz września 1939 r., dowódca partyzantki na Lubelszczyźnie. Po 1945 r. w zgrupowaniu mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Odznaczony Orderem Virtuti Militari V klasy i Krzyżem Walecznych. Zatrzymany 16 września 1947 r. wraz z innymi „zaporczykami” w wyniku prowokacji UB podczas próby przekroczenia granicy. Przeszedł okrutne śledztwo. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 7 marca 1949 r. Miał 32 lata. Aby jeszcze bardziej pohańbić Łukasika, pogrzebano go (i zapewne wcześniej zamordowano) w mundurze Wehrmachtu. – Miałem wtedy cztery lata. Aż do dziś nie wiedziałem, gdzie pogrzebali ojca. Kwiaty składałem w kilku symbolicznych miejscach. Nie spodziewałem się, że będę miał go kiedykolwiek obok siebie – mówi ze łzami w oczach Stanisław Łukasik, syn kapitana Łukasika.

Czwarta ofiara to Tadeusz Pelak „Junak” – także żołnierz „Zapory”. Wyrokiem tego samego krzywoprzysiężnego sądu – razem ze swoim dowódcą i pozostałymi „zaporczykami” – skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 7 marca 1949 r. Miał 27 lat. – Nie było dnia, by mama go nie wspominała. Nie doczekała jego odnalezienia, ale doczekałyśmy my, jego siostry – mówi Marianna Gawlik, jedna z sióstr zamordowanego porucznika.

Piąty zidentyfikowany – Stanisław Abramowski ps. Bury, członek Armii Krajowej, Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, Narodowych Sił Zbrojnych (po 1945 r. Narodowego Zjednoczenia Wojskowego). Uczestniczył w wielu akcjach samoobrony przed komunistycznym aparatem represji. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 30 lipca 1948 r. Miał 26 lat. Materiał genetyczny, który pozwolił zidentyfikować „Burego”, przekazali IPN‑owi jego bracia Władysław i Henryk.

Szósty – Bolesław Budelewski ps. Pług, członek AK i NZW. Podobnie jak pozostali – żołnierz dwóch okupacji. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 15 lipca 1948 r. Miał 38 lat. Jego syn Edmund miał wtedy cztery lata. – Do dziś pamiętam moment, jak zabierali mi ojca. Potem mamę przez wiele lat wyzywano, że była żoną bandyty. Rodzina wiedziała, że tata został zabity, ale nie wiedziała, gdzie go pochowano. Baliśmy się, że tego nigdy nie uda się ustalić. Jestem szczęśliwy, że dzięki IPN‑owi tata będzie miał swój grób.

Siódmy – Stanisław Kasznica, „Stanisław Wąsacz”. Żołnierz września 1939 r. i Powstania Warszawskiego. Prawnik, działacz narodowy, porucznik Wojska Polskiego, podpułkownik i komendant NSZ-etu, po 1945 r. w NZW. Kawaler orderu Virtuti Militari i Krzyża Walecznych (dwukrotnie). Torturowany w śledztwie. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na czterokrotną karę śmierci i stracony na Mokotowie 12 maja 1948 r. Miał 40 lat.

Przywracanie wolności

Bukowski, Smoliński, Łukasik, Pelak, Abramowski, Budelewski i Kasznica. Oni już wygrali. Wygrali walkę ze złem, z sowieckim totalitaryzmem. Z fizyczną eliminacją i niepamięcią. Mieli zniknąć na zawsze – zamordowani fizycznie, z oplutymi życiorysami, przemilczani. Dziś są wydobywani z ziemi. Wkrótce doczekają się godnych pochówków. Przede wszystkim czekają na to ich rodziny. Ale czekamy też i my. Czekamy na kolejne identyfikacje i ekshumacje, które mają być wznowione w kwietniu.

I co nie mniej ważne – oni muszą wrócić do naszej pamięci zbiorowej. Na należne im, zaszczytne miejsce. Tym niezłomnym – Żołnierzom Wyklętym – wbrew salonowym, postkomunistycznym „elitom” – należy się nasz szacunek. Bo to im zawdzięczamy wolną Polskę, której mamy dziś zręby. Pamiętajmy o nich wbrew włodarzom III RP, którzy nie chcą czcić bohaterów walki o niepodległość, bo zamiast prawdziwej wolności wolą poddaństwo europejskim i azjatyckim stolicom.

Ale był w 23-letnich już dziejach III RP krótki moment, kiedy mogliśmy poczuć się jak w wolnym kraju, jak w II RP. To prezydentura śp. Lecha Kaczyńskiego, który był kustoszem narodowej pamięci, szczególnie tej heroicznej, powstańczej, a Żołnierzy Wyklętych i ich rodzin nie bał się honorować.

Dziś ekshumacje na „Łączce” śledzi cała Polska, śledzą szczególnie ludzie młodzi. To oni przede wszystkim organizują obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, wyręczając w tym polityków, urzędników i związane z nimi media. I to głównie dzięki młodym Polakom pamięć o żołnierzach antykomunistycznego podziemia będzie trwała, a życiorysy tych, którzy nigdy się nie poddali, będą inspirowały następne pokolenia. Dlatego niezłomni wygrali. I nic już tego nie zmieni.

Autor jest szefem działu opinie „Super Expressu”, autorem książek „Bestie”, „Bestie 2” i „Oprawcy. Zbrodnie bez kary”

 

Źródło:

Tadeusz Płużański
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo