Samolot podobnej wielkości jak rządowy Tu-154M spada na ziemię, kosząc skrzydłem wieżę kościoła. To katastrofa lotnicza przedstawiona w filmie „Lot” w reżyserii Roberta Zemeckisa. Trudno nie mieć skojarzeń ze Smoleńskiem. Film to fikcja. Tyle że scenarzysta przez 12 lat pracował z pilotami, analizując katastrofy lotnicze.

Bohater filmu, znakomity pilot Whip (Denzel Washington) nieświadomie wsiada do uszkodzonego samolotu. Katastrofa jest nieunikniona. I dochodzi do niej, tyle  że ginie sześć osób, a przy życiu pozostaje 96. A wszystko za sprawą odwagi, doświadczenia i intuicji pilota, który wykonuje niezwykły manewr. Samolot kosząc skrzydłem wieżę kościoła, spada na ziemię. Skrzydło jednak nie odpada, a maszyna nie ulega totalnemu zniszczeniu. Po prostu zderzając się z ziemią pęka na pół.

Prawica dopatruje się wątków smoleńskich w filmie »Lot« z Denzelem Washingtonem” – czytamy na tzw. parówkowym portalu Tomasza Lisa. Naprawdę trudno nie dokonać porównania tych dwu katastrof. Skojarzenie jest oczywiste. Polski widz, bombardowany przez ostatnie blisko trzy lata symulacjami pokazującymi, jak brzoza łamie skrzydło tupolewa, który następnie wznosi się w powietrze, odwraca i rozpada niemal w drobny mak, uderzając w ziemię, choć przez moment musi poczuć się w kinie nieswojo.

Bohaterski pilot, jak się okazuje, prowadził maszynę pod wpływem alkoholu i narkotyków. Zapanowanie nad poważnie uszkodzonym samolotem jest dla niego pestką w porównaniu z zapanowaniem nad uzależnieniem. Niestety musi dotrzeć do samego dna, by dopiero wtedy się od niego odbić. A to dno w jego wypadku jest tragicznie nisko.

Dla filmowego pilota największym wyzwaniem okazuje się trzeźwość. Tak samo jak dla widza, z tą tylko różnicą, że chodzi o trzeźwość umysłu.

Zobacz zwiastun filmu na którym widać moment katastrofy: