- Działania przeprowadzone na terytorium Białorusi nie tyle były głupie, co w ogóle nie rozumiem, jak ktoś mógł wpaść na pomysł, żeby organizować w naszym kraju, który stracił podczas II wojny światowej jedną trzecią ludności, podobne wydarzenia: uczczenia w ich mniemaniu bohaterów, których u nas całkowicie zasadnie uważa się za przestępców

- powiedział Makiej.

Podkreślił, że władze Białorusi były zmuszone podjąć w odpowiedzi zdecydowane kroki i poprosić o opuszczenie kraju kilku pracowników polskich konsulatów, którzy uczestniczyli w podobnych wydarzeniach.

Makiej oznajmił, że ponad 500 różnych „firemek” na Białorusi, znajdując luki w ustawodawstwie, zajmowało się „tak zwaną działalnością edukacyjną” - na zasadach „kompletnie obcych” białoruskiemu społeczeństwu.

- Będziemy zmuszeni nadal badać tę kwestię i podejmować konkretne kroki w celu zaprowadzenia porządku w naszym ustawodawstwie i zlikwidowania takich luk

 oznajmił.

Szef MSZ dodał, że szereg struktur i osób zajmowało się na Białorusi destruktywną działalnością, otrzymując finansowanie z zagranicy. Oświadczył, że sprawą tą zajmują się obecnie Prokuratura Generalna i Komitet Śledczy. - Będziemy bardzo ostro reagować na wszelkie podobne zjawiska związane z gloryfikowaniem nazizmu, faszyzmu i ich popleczników - powiedział Makiej.

Strona białoruska twierdzi, że do „heroizacji zbrodniarzy” doszło na wydarzeniu poświęconym obchodom Dnia Żołnierzy Wyklętych, zorganizowanym przez organizację polską z Brześcia, ponieważ rzekomo miał być w jego trakcie wychwalany Romuald Rajs ps. "Bury", który odpowiada za zbrodnie na białoruskich cywilach na Podlasiu w 1946 roku. Spotkanie było poświęcone lokalnym działaczom, którzy po wojnie w Brześciu i okolicach pielęgnowali ślady polskości i byli za to represjonowani.

W związku z udziałem w tym wydarzeniu białoruskie MSZ poleciło w marcu polskiemu konsulowi w Brześciu Jerzemu Timofiejukowi opuścić Białoruś. W odpowiedzi Polska uznała za persona non grata dyplomatę z ambasady Republiki Białorusi w Warszawie. Potem białoruskie MSZ poleciło, by dwóch polskich dyplomatów - konsul generalny w Grodnie i konsul z tej samej placówki - opuściło terytorium Białorusi. Polskie MSZ wydaliło z kolei dwoje białoruskich konsulów z placówek w Białymstoku i Warszawie.