To przykra informacja, choć wpisująca się w biografię pana Donalda Tuska. Przynajmniej z okresu pełnienia przez niego funkcji premiera - tak prof. Jan Żaryn, historyk, przewodniczący Społecznego Komitetu Obchodów Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, komentuje zachowanie polskiego premiera.

Premier Donald Tusk z braku czasu nie weźmie udziału w obchodach Dnia Żołnierzy Wyklętych...
Jest to przykra informacja, choć wpisująca się w biografię pana Donalda Tuska. Przynajmniej z okresu pełnienia przez niego funkcji premiera. Jest to kwestia wrażliwości, która powinna towarzyszyć politykowi wysokiej rangi i łączyć z tymi, dzięki którym pośrednio jest premierem w niepodległej Polsce. Niestety takiej więzi brak.

Jednocześnie „Gazeta Wyborcza” w aktualnym dodatku „Ale historia” nie pisze nic o Żołnierzach Wyklętych? Czego boi się gazeta?
Mam wrażenie, że środowisko twórców i odbiorców „GW” to pewnego rodzaju kogel-mogel, w którym zmieszali się przedstawiciele przynajmniej dwóch środowisk. Po pierwsze - osoby i środowiska, które nie są w stanie pogodzić się z werdyktem, że PRL nie był żadną alternatywną państwowością Polski, że PRL powstał na gruzach autentycznej aspiracji narodu do niepodległości, że PRL był zainstalowany przez siły obce, antypolskie oraz że towarzyszyły tej instalacji straszne zbrodnie - seria zabójstw, skrytobójczych i sądowych mordów.
Drugie środowisko wiąże się z mglistą, nie do końca wyobrażoną także przez nich samych, nową tożsamością, w której polskość jest „obciachem”, obciążeniem. Jest nie do pogodzenia z aspiracjami i niepoukładanymi koncepcjami nowej wizji wolności Polski. To wszystko się mieści w nic nieznaczącym w słowie „europejskość”.

Jednak w uroczystościach związanych z Dniem Żołnierzy Wyklęty zaangażowało się wiele Polaków. Czy można to uznać za zwycięstwo środowisk patriotycznych?
Przede wszystkim jest to objaw zdrowia narodu polskiego. O to niewątpliwie chodziło tym osobom, które zainicjowały to święto. Czyli śp. prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, śp. prezesowi IPN Januszowi Kurtyce. Ale również myślę tu o tysiącach i milionach Polaków, którzy zostali wciągnięci w tę pozytywną pamięć o bohaterach Polski podziemnej. O bohaterach zarówno z czasów wojny, jak i o tych, którzy pozostali w konspiracji w 1944 r. i na Kresach Wschodnich oraz dzisiejszym terytorium Polski walczyli aż do 1949 r. O tych, którzy w beznadziejnej rzeczywistości geopolitycznej uznali, że nie ma wyjścia, że trzeba walczyć, bo poddanie jest de facto skazaniem siebie na śmierć z rąk siepaczy.