Miesięcznik „Nowe Państwo”, którego najnowszy numer można już kupić, publikuje niezwykłą rozmowę z Georgem Ratzingerem, bratem Benedykta XVI. Georg Ratzinger nie tylko otwarcie mówi o najważniejszych sprawach związanych z pontyfikatem swojego brata, ale przytacza też anegdoty z młodości i dzieciństwa ostatniego papieża. Poniżej krótki fragment tego wyjątkowego wywiadu - całość w miesięczniku „Nowe Państwo”!

Nie brał Monsignore pod uwagę możliwości opuszczenia Ratyzbony i przeniesienia się do Watykanu? Bylibyście razem. Można by spacerować i rozmawiać godzinami. Bez konieczności sięgania po słuchawkę telefonu.
Starych drzew się nie przesadza. Ja mam 89 lat, to nie jest wiek, w którym myśli się o tak dużych zmianach. Przeprowadzka nie wchodzi w grę. Nie opuszczę Niemiec. Planuję za to kilka razy do roku odbyć podróż do Watykanu. To będzie czas na serdeczne spotkanie z bratem, pobędziemy razem. To musi wystarczyć.

Kiedy pierwszy wyjazd?
Najprawdopodobniej już po konklawe, kiedy poznamy imię nowego papieża.

Podczas studiów teologicznych koledzy nadali księdzu przydomek Orgel-Ratz (organowy Ratzinger). To zasługa talentu muzycznego, były nawet światowe tournée z chórem Regensburger Domspatzen. Czy Georg Ratzinger jeszcze czasem zasiada do swoich organów?
Boleję nad tym, ale nie. Podeszły wiek wprowadza pewne ograniczenia. Mam trudności w poruszaniu się, nie jestem w stanie wejść po schodach, by dostać się do kościelnych organów. Poza tym nawet gdybym zasiadł do instrumentu, to i tak miałbym trudność z odczytaniem nut. W ostatnich latach mój wzrok się pogorszył, nie widzę najlepiej.

W niemieckiej prasie dość często przewija się temat legendarnej sympatii rodziny Ratzingerów do kotów. Dziennikarze przesadzają, twierdząc, że zarówno Benedykt XVI, jak i jego starszy brat wprost przepadają za dachowcami?
Nie ma w tym żadnej przesady. Koty są wspaniałe i faktycznie bardzo je lubimy. To wyjątkowe istoty, kryją w sobie pewną tajemniczość. Zawsze chętnie otaczaliśmy się różnymi zwierzętami, nie tylko kotami, psy są również miłe. Ojciec Święty nie miał jednak w Watykanie kota. Myślę, że żałował, że nie ma. Chociaż trzeba powiedzieć, że te niemieckie są sympatyczniejsze, lubią być z ludźmi. Włoskie są zimne, zdystansowane, niechętnie dają się głaskać.

Kilkuletni Mozart zachwycał swoją grą na klawesynie, John Stuart Mill jako malec znał kilka języków obcych. Historia zna przypadki małych geniuszy. Joseph Ratzinger też był wyjątkowym dzieckiem – podobno jako pięciolatek zapowiedział, że chce zostać kardynałem. To prawda?
Kiedyś takie życzenie wyrwało mu się, kiedy witał kwiatami arcybiskupa Monachium, był malutki, więc wolałbym tego jakoś nie wyolbrzymiać. Pamiętam jednak, że jego słowa bardzo mi wtedy zaimponowały, byłem trzy lata starszy i sam również chciałem zostać kardynałem, ta deklaracja młodszego brata zrobiła więc na mnie spore wrażenie. Koniec końców, i bratu, i mnie szybko przeszło. Dzieci wpadają na różne, czasem osobliwie brzmiące pomysły. Tak naprawdę brat nigdy nie snuł wielkich planów. Poświęcał za to dużo czasu na modlitwę, czytanie książek i pisanie.

Całość rozmowy Olgi Doleśniak-Harczuk z Georgem Ratzingerem w miesięczniku „Nowe Państwo”. Już w kioskach i salonach prasowych!