Wicepremier swoje pożegnanie Krzysztofa Krawczyka w łódzkiej archikatedrze rozpoczął od cytatu z przeboju artysty "Życia mała garść" ze słowami Jerzego Dąbrowskiego, do którego Jarosław Kukulski skomponował muzykę. "Oto jest życia mała garść, Pochyl się nad nią... oceń... patrz! Czy jest tak jak człowiek chciał?" - przypomniał fragment utworu Gliński.

Z wielkim smutkiem przyjęliśmy wszyscy wiadomość o śmierci śp. Krzysztofa Krawczyka, który dzięki swojej wybitnej twórczości i wyjątkowej osobowości stał się osobą bliską wielu Polakom, którą kochała publiczność i podziwiały wszystkie pokolenia słuchaczy

- podkreślił wicepremier.

"Żegnamy dzisiaj bowiem nie tylko wielką postać polskiej muzyki rozrywkowej i – trzeba to podkreślić – po prostu polskiej kultury, wspaniałego piosenkarza, kompozytora, gitarzystę, ale też wrażliwego człowieka i podziwianego artystę, osobowość wielkiego formatu, pełną wiary i optymizmu, mającą niezwykły dar przyciągania ludzi różnych generacji i gustów muzycznych" - zaznaczył.

Szef resortu kultury przypomniał też niektóre momenty artystycznej drogi wokalisty. Początki kariery Krzysztofa Krawczyka - mówił - sięgają lat sześćdziesiątych i "łączą się z zespołem Trubadurzy, którego był współzałożycielem i wokalistą". "I który do dnia dzisiejszego związany jest z miastem, w którym żegnamy Krzysztofa Krawczyka – z Łodzią" - przypomniał.

Wyjątkowe warunki wokalne, charakterystyczny głos i charyzma sprawiły, że po dziesięciu latach Krzysztof Krawczyk wybrał drogę solową, którą zapoczątkowała płyta "Byłaś mi nadzieją". Z sukcesami występował na największych festiwalach w kraju oraz w Europie, Australii, na Alasce, Jamajce, na Kubie. Dwukrotnie wyjeżdżał na dłuższe tournee po Stanach Zjednoczonych

- wspominał.

Jego piosenki: "Jak minął dzień", "Parostatek", "Pamiętam ciebie z tamtych lat", 'Ostatni raz zatańczysz ze mną", "Rysunek na szkle" i wiele, wiele innych zapisały się na zawsze w historii muzyki rozrywkowej i w osobistych wspomnieniach wielu słuchaczy

 - zaznaczył.

"To chyba największe szczęście i satysfakcja dla twórcy, gdy ludzie uśmiechają się – tak jak teraz – na sam dźwięk tych tytułów, gdy automatycznie przypominamy sobie melodię tych utworów i chcielibyśmy je tutaj od razu – Panu Krzysztofowi, tym razem My-Jemu – zanucić" - powiedział wicepremier.

"Sam będąc doświadczonym przez los, Krzysztof Krawczyk kochał ludzi i chętnie im pomagał, wielokrotnie angażując się w działania charytatywne i duchowe, którymi nie epatował opinii publicznej – bo były dla niego ważne przede wszystkim w wymiarze osobistym" - mówił Gliński.

"Doświadczenia życiowe, bardzo niekiedy ciężkie i traumatyczne, owocowały z czasem piękną i głęboką egzystencjalną pointą: łaską wiary, której świadectwo niósł odważnie pan Krzysztof Krawczyk, wraz ze swą żoną Ewą, przez ostatnich niespełna 40 lat swojego życia"

- przypomniał.

"Śp. Krzysztof Krawczyk pozostawia nam bogaty plon swej artystycznej aktywności, która kształtowała muzyczną wrażliwość i przynosiła radość, a niejednokrotnie także ukojenie, kilku pokoleniom Polaków. Ten ogromny dorobek będzie stanowił inspirację dla kolejnych wokalistów oraz źródło estetycznych doznań dla miłośników wspaniałego głosu i niepowtarzalnej scenicznej charyzmy Artysty" - podsumował wicepremier.

"Po Tobie Krzysiu nie pozostanie milczenie"

Andrzej Kosmala, przyjaciel i menadżer Krzysztofa Krawczyka, pożegnał artystę także w imieniu jego żony Ewy. - W takiej chwili niech pozostanie milczenie - mówił Kosmala nawiązując do słów papieża św.Jana Pawła II.

- Po Tobie Krzysiu nie pozostanie milczenie

- podkreślił. - Pozostaną cudowne nagrania śpiewane niepowtarzalnym głosem. Pan Bóg dał Ci talent, a Ty tego daru nie zmarnowałeś - dodał.

- Non omnis moriar, nie wszystko umiera, kiedy odchodzi taki wielki artysta - powiedział przyjaciel Krzysztofa Krawczyka podczas mszy żałobnej.

Przy wyprowadzeniu trumny z archikatedry, setki fanów Krzysztofa Krawczyka żegnały wokalistę brawami. Na samochód przewożący trumnę spadały kwiaty.