28 kwietnia 2010 r. Tusk przekonywał, że współpraca z Rosjanami ws. badania katastrofy smoleńskiej jest wręcz wzorowa. I zapewniał, że nie otrzymał żadnego sygnału i nieprawidłowościach.

- Współpraca ze strony Rosjan jest lepsza, niż wymaga tego konwencja chicagowska. A więc ponadstandardowa. Tak czy inaczej, Prokuratura Generalna czy inni urzędnicy, którzy pracują nad wyjaśnieniem sprawy, wiedzą, że jakiekolwiek ze strony rosyjskiej działania, które my byśmy uznali za utrudniające nam pracę, będą mnie natychmiast o tym informowali i będę też natychmiast interweniował, jeśli będzie taka potrzeba, u premiera i prezydenta Rosji. Na razie nie było takiego przypadku

- podkreślał Tusk.

Ale prawda wygląda zupełnie inaczej. Z nagrania ujawnionego w programie Anity Gargas wynika, że już pięć dni wcześniej Tusk wiedział, iż strona rosyjska uniemożliwia polskim ekspertom badanie katastrofy. Rosjanie  - jak informował Tuska na naradzie 23 kwietnia 2010 r. akredytowany przy MAK Edmund Klich - zakazali nawet fotografować Polakom... lotnisko w Smoleńsku.

Mimo to Tusk - wbrew temu, co deklarował parę dni później - nie interweniował u rosyjskich władz.