"Dyr. Szkoły Samorząd. im. Boh. W-wy w Podkowie Leśnej, ul. Jana Pawła II (...) doprowadziła do podjęcia przez Radę Pedagog. uchwały ZOBOWIĄZUJĄCEJ nauczycieli, by zwracali się do 10-letniego ucznia, CHŁOPCA per AGNIESZKA, jak chcieli rodzice"

- poinformowała we wtorek na Twitterze Pawłowicz. "Dane aktów stanu cywil. zlekceważono" - dodała.

W reakcji na jej wpis, w środę w mediach społecznościowych rozgorzała dyskusja. Artur Tusiński, burmistrz Podkowy Leśnej napisał na Facebooku, że tweet sędzi TK Krystyny Pawłowicz jest "obrzydliwy". Podkreślił przy tym, że uderza on w dobro dziecka, ale także w dobro szkoły i jej dyrektora.

"Ze względu na małą społeczność i dobro dziecka staraliśmy się uniknąć rozgłosu, niemniej jednak stało się, mamy już dyskusje w przestrzeni publicznej, także na lokalnych grupach"

- zaznaczył. Zapewnił też, że zarówno władze szkoły, jak i miasta są, i będą otwarte na potrzeby każdego ucznia, także uczniów transpłciowych.

"Rolą dyrekcji i grona pedagogicznego w szkole jest stworzenia przyjaznego środowiska, wspierającego edukację i zdrowy rozwój dzieci"

- podkreślił. "Obowiązkiem dorosłych jest ochrona dzieci, o czym zdaje się zapomina Pawłowicz i osoba, która wyniosła informację poza szkołę" - dodał.

Jego słowa zacytował w środę na Twitterze rzecznik Platformy Obywatelskiej, Jan Grabiec. "Próba zaszczucia dziecka, to chyba jedno z najobrzydliwszych zachowań jakie można sobie wyobrazić w życiu publicznym" - podkreślił.

"Brawo dla burmistrza Artura Tusińskiego za stanowcze stanięcie po stronie dziecka, które krzywdzi funkcjonariuszka obecnej władzy"

- dodał.

"Podkowa Leśna jest małą społecznością, gdzie większość mieszkańców się zna"

Burmistrz Podkowy Leśnej przyznał, że jego reakcja na tweet Pawłowicz jest "stonowana", biorąc pod uwagę napędzającą się po tym wpisie spiralę hejtu i nienawiści. Zwrócił przy tym uwagę, że Podkowa Leśna jest małą społecznością, gdzie większość mieszkańców się zna.

- Fatalnie się stało, że osoba z kręgu władzy, zajmująca eksponowane stanowisko, mająca oddziaływanie na opinię publiczną, wyraża swój pogląd w formie hejtu i stygmatyzacji dziecka, które już i tak poprzez sytuację, w której się znajduje, ma wystarczającą ilość problemów na głowie

- zaznaczył Tusiński.

- I pewnie, gdyby nie nagłośnienie tej sprawy przez panią Pawłowicz, dziecko by spokojnie skończyło tę szkołę, a teraz, to ja nie wiem, jak będzie - przyznał. Nie chcąc zdradzać szczegółów, powiedział jedynie, że sprawa jest "poważna" i odnosi wrażenie, że rodzice dziecka po informacji opublikowanej przez Pawłowicz wpadli w panikę. Podobnie, jak środowisko szkoły.

Zgodnie z relacją burmistrza, szkoła już godzinę po opublikowaniu wpisu Pawłowicz otrzymała z kuratorium telefon zapowiadający "narzuconą z góry" kontrolę, która została przeprowadzona następnego dnia w środę. Burmistrz podkreślił, że kontrola ta została przeprowadzana z uwagi na "nieprawdziwe informacje" podane przez Pawłowicz.

- Nieprawdziwe było chociażby to, że rada pedagogiczna podjęła uchwałę w tej sprawie, czy też informacje o naciskach dyrekcji

- wyjaśnił dopytywany, co było niezgodne z prawdą we wpisie sędzi TK. Ponadto, jak dodał burmistrz, nieprawdziwe były także wiek dziecka oraz imię.

- Ale to akurat bardzo dobrze się stało, bo trudniej tę osobę zidentyfikować

- zaznaczył.

Tusiński podkreślił także, że o historii dziecka wie mniej więcej od półtora roku. Od tego czasu dziecko uczy się w tej szkole. - Natomiast nigdy się nie interesowałem, jak dokładnie nazywają się rodzice tego dziecka, gdzie mieszkają, ponieważ nie docierały do mnie sygnały, by konieczne było włączanie się w te sprawy burmistrza, który być może miałby się gdzieś wstawić lub w jakiś sposób interweniować - powiedział. - W związku z tym uznawałem, że cała ta sytuacja idzie w dobrym kierunku - dodał.