Jabłoński był pytany w TVP Info o apel Komisji Europejskiej do władz białoruskich o wycofanie zarzutów postawionych członkom Związku Polaków na Białorusi, w tym Andżelice Borys, Andrzejowi Poczobutowi i Irenie Biernackiej oraz o niezwłoczne i bezwarunkowe ich uwolnienie.

- Ponawiamy apel szefa unijnej dyplomacji i wiceprzewodniczącego KE Josepa Borrella z jego oświadczenia z 25 marca do Białorusi, aby dotrzymała swoich międzynarodowych zobowiązań w zakresie poszanowania praw człowieka i podstawowych wolności. Wzywamy białoruskie władze do wycofania zarzutów postawionych członkom Związku Polaków na Białorusi, w tym (Andżelice) Borys, (Andrzejowi) Poczobutowi i (Irenie) Biernackiej, oraz o niezwłoczne i bezwarunkowe uwolnienie ich wraz z pozostałymi zatrzymanymi więźniami politycznymi

- poinformował rzecznik Komisji Europejskiej.

Wiceminister był pytany, jak skuteczne mogą być takie apele. - Myślę, że same apele nie są nigdy wystarczające, jeżeli za nimi nie idą konkretne działania. Sądzę, że także w tej sprawie nie skończy się na apelach dlatego, że z inicjatywy Polski i kilku innych państw naszego regionu i Unia Europejska i inne organizacje międzynarodowe bardzo jednoznacznie działają, by wpływać na metody postepowania władz białoruskich - powiedział.

Wskazał, że narzędziem nacisku są przede wszystkim sankcje, które od sierpnia 2020 r. są nakładane na reżim Aleksandra Łukaszenki.

- Te sankcje będą kontynuowane, dopóki postępowanie ludzi rządzących Białorusią się nie zmieni

- stwierdził Jabłoński.

Pytany o skuteczność sankcji w związku z tym, że reżim Łukaszenki stosuje coraz większe represje, odparł:

"Te działania, zwłaszcza ta bardzo nerwowa reakcja, z jaką mieliśmy do czynienia wczoraj; te obelgi, obraźliwe wypowiedzi Alaksandra Łukaszenki, z którymi coraz częściej mamy do czynienia, to najlepszy dowód na to, że te sankcje są skuteczne i są bolesne". Jak dodał, "te sankcje uderzają w prywatne interesy finansowe ludzi, którzy dzisiaj sprawują faktyczną władzę na Białorusi".

Według Jabłońskiego władze w Mińsku, dążąc do zaostrzenia sporu, chcą doprowadzić do wycofania obowiązujących wobec nich sankcji. Zaznaczył, że reżim w Miński "nie ma co liczyć, że polityka Polski czy Unii Europejskiej w stosunku do nich się zmieni, a jeśli już to w ten sposób, że będą nakładane kolejne sankcje, jeśli będzie taka potrzeba".



"Ostatnią kroplą" w stosunkach Białorusi z Polską nazwał we wtorek Alaksandr Łukaszenka "próby heroizacji bandytów i przestępców wojennych". Na naradzie dotyczącej polityki zagranicznej ocenił, że Polska prowadziła wobec jego kraju podwójną grę.

Strona białoruska twierdzi, że do "heroizacji zbrodniarzy" doszło na wydarzeniu poświęconym obchodom Dnia Żołnierzy Wyklętych, organizowanym przez organizację polską z Brześcia, ponieważ rzekomo miał być w jego trakcie wychwalany Romuald Rajs ps. "Bury", jeden z "wyklętych", który odpowiada za zbrodnie na białoruskich cywilach na Podlasiu w 1946 r.

W związku z udziałem w tym wydarzeniu białoruskie MSZ poleciło polskiemu konsulowi w Brześciu Jerzemu Timofiejukowi opuścić Białoruś. W odpowiedzi Polska uznała za persona non grata dyplomatę z ambasady Republiki Białorusi w Warszawie. Potem białoruskie MSZ poleciło, by dwóch polskich dyplomatów - konsul generalny w Grodnie i konsul z tej samej placówki - opuściło terytorium Białorusi. W odpowiedzi MSZ wydaliło dwoje białoruskich konsulów z placówek w Białymstoku i Warszawie.

Łukaszenka powiedział we wtorek, że stosunki polityczne z Polska nigdy nie były idealne, ale strona białoruska przez długi czas tolerowała "napaści i zarzuty" pod swoim adresem oraz dążyła do kompromisu, wykazując się elastycznością. "Wychodziliśmy z założenia, że sąsiadów się nie wybiera. A oni są dla nas rzeczywiście ważni" – oznajmił.