Hubert Hurkacz na Florydzie czuje się jak w domu. W tym roku nasz tenisista jeszcze tam nie przegrał. W styczniu triumfował w turnieju w Delray Beach, a turniej w Miami również rozpoczął znakomicie. Polak przez kolejne rundy prestiżowych rozgrywek przechodził jak burza, zmiatając z kortu znacznie wyżej notowanych rywali. Poradził sobie między innymi z piątą rakietą świata Stefanosem Tsitsipasem, a także ósmym w rankingu ATP Andriejem Rublowem.

Hurkacz nie był faworytem finału

Teoretycznie "Hubi" w finale miał trochę łatwiejszego przeciwnika, ale to 19-letni Jannik Sinner był faworytem bukmacherów. Włoch jest również o sześć pozycji wyżej notowany w rankingu tenisistów od Polaka. Co ciekawe obaj doskonale się znają ze wspólnych występów deblowych, ale dopiero po raz pierwszy stanęli naprzeciwko siebie w oficjalnym meczu. Hurkacz pojedynek rozpoczął znakomicie. Przy pierwszej okazji przełamał rywala i szybko wyszedł na prowadzenie 3:0. Sinner niestety doprowadził do wyrównania, a obaj gracze zdradzali oznaki zdenerwowania rangą spotkania.

Później tenisiści utrzymywali swoje podanie. W jedenastym gemie Włoch wykorzystał jednak break-pointa i Polak znalazł się pod ścianą. Wyszedł z kłopotów znakomicie, wygrał gema serwisowego Sinnera do zera, a dobrą grę kontynuował w tie-breaku. Uderzał regularnie i celnie, a z drugiej strony mnożyły się pomyłki. Jannik posyłał piłkę to w siatkę, to w aut i tak zakończył tego seta. Hurkacz wytrzymał ciśnienie w długiej wymianie, a Sinner nie trafił w kort.

Hurkacz grał coraz lepiej

24-letni wrocławianin kapitalnie otworzył drugą partię. Kolejna długa wymiana zakończyła się błędem Włocha i Polak od razu wykorzystał break-pointa.  "Hubi" po chwili obronił swój serwis, a przy podaniu przeciwnika odważnie zaatakował. Opłaciło się. Potężny forhend poparł skutecznym wolejem przy siatce i w mgnieniu oka prowadził 3:0. Hurkacz w tym momencie dzielił i rządził na korcie, a Sinner powoli gasł. Po morderczej walce wyszarpał jeszcze gema, ale to Polak prowadził 4:1.

Niestety karta się odwróciła i w szóstym gemie drugiego seta Włoch odrobił stratę przełamania, a później świetnie serwował i błyskawicznie zrobiło się 4:3. To była kluczowa faza meczu, a Hubert utrzymał nerwy na wodzy i wygrał swojego gema serwisowego. Polak prowadził 5:4 i przy swoim podaniu mógł postawić kropkę nad "i". Wykorzystał okazję fenomenalnie.

Po trwającym nieco ponad godzinę i czterdzieści minut spotkaniu Hurkacz wzniósł ręce w geście triumfu. To jego trzecie turniejowe zwycięstwo w karierze, ale dotychczas wygrywał w znacznie mniej prestiżowych zawodach rangi ATP 250. Turniej w Miami ma oznaczenie ATP Masters 1000 i nazywany jest "piątą lewą Wielkiego Szlema".

Jannik Sinner (Włochy, ATP 31) - Hubert Hurkacz (Polska, ATP 37) 6:7 (4), 4:6