Grozi mu deportacja do Chin. Ujgurski chrześcijanin: Wierzę, że Bóg nie zostawi mnie samego

Chrześcijanie ujgurscy z jednej strony są prześladowani przez chiński rząd, z drugiej dyskryminowani, narażani na niebezpieczeństwo ze strony innych Ujgurów, zwłaszcza muzułmańskich radykałów. Nie twierdzę, że każdy Ujgur muzułmanin to radykał. W większości Ujgurowie są tolerancyjni. Z Aronem Tarim, ujgurskim chrześcijaninem, rozmawia Hanna Shen.

Zdjęcie ilustracyjne
By SFT HQ (Students for a Free Tibet) - https://www.flickr.com/photos/sfthq/3947356261/in/set-72157622315193655, CC BY 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=35633863

Jak doszło do Pana aresztowania w Chinach?
Moje życie zmieniło się w 2005 r., kiedy przyjąłem chrzest. Byłem pełen radości, nadziei i chciałem innym opowiadać o Jezusie. W 2008 r. mój przyjaciel, dzięki któremu się nawróciłem, został porwany przez chińskie władze. Przestraszyłem się i zacząłem ukrywać swoją wiarę. Zająłem się robieniem interesów, ale Bóg zawsze był w moim życiu. Nie wiem, w jaki sposób władze dowiedziały się, że jestem chrześcijaninem. Przesłuchała mnie lokalna policja, a bezpieka ciągle wypytywała o moje relacje z obcokrajowcami i chrześcijanami, zwłaszcza o mojego przyjaciela, któremu udało się wyjechać za granicę. W 2015 r. chińska polityka paszportowa w Xinjiangu uległa uproszczeniu i mogłem wyjechać do Singapuru, ale wkrótce wróciłem do Chin. Tego samego roku udało mi się wyjechać na stałe do Turcji. Po czterech miesiącach dołączyła do mnie żona z dziećmi. Zamierzałem zająć się tu handlem, a następnie udać się do innego, bezpieczniejszego kraju. Niestety w 2017 r. moja żona została uprowadzona, kiedy pojechała do Chin w celach biznesowych i rodzinnych. Była przetrzymywana w chińskim obozie koncentracyjnym w Xinjiangu do maja 2019 r. Zabrano jej paszport i nie może do nas dołączyć. Ja i nasze dzieci zostaliśmy w Turcji.

Czyli opuścił Pan Chiny z obawy przed prześladowaniem religijnym?
Tak, chciałem wyjechać z Chin, by zamieszkać z rodziną w bezpiecznym kraju, gdzie bez narażania życia możemy wyznawać naszą wiarę.

Co teraz dzieje się z Pańską żoną?
Długi czas nie wiedziałem, co dzieje się z moją żoną. Poprzez internet pytałem wiele osób, ale bały się mówić. Wiem tylko, że została porwana do obozu koncentracyjnego. Udało się do niej dotrzeć jej krewnym, pozwolono im się z nią spotkać. Kiedy żona wyszła na wolność w maju 2019 r., początkowo bała się ze mną skontaktować, a ja o jej sytuacji dowiedziałem się od innych. Mój przyjaciel, chrześcijanin, informował mnie o tym. Jej obecny stan jest lepszy niż wcześniej, ale nie idealny. Nie mogę powiedzieć, że jest wolna. Teraz mogę z nią czasami porozmawiać przez WeChat. Moje dzieci nie widziały matki od ponad czterech lat.

Teraz na Zachodzie dużo się mówi o chińskich obozach koncentracyjnych w Xinjiangu. Wiemy, że więzieni są tam Ujgurzy wyznania muzułmańskiego. Ale trafiają tam też chrześcijanie. Jaka jest sytuacja chrześcijan w Xinjiangu?
Według chińskiego prawa propagowanie chrześcijaństwa wśród Ujgurów jest przestępstwem, wszyscy Ujgurowie są uważani za muzułmanów. Biblia również jest uważana za nielegalną publikację, a jej czytanie i noszenie uważane jest za przestępstwo.

Dlatego kiedy się nawróciłem na wiarę chrześcijańską i chciałem się dzielić Dobrą Nowiną, także z siostrą, bratem i żoną, musieliśmy być bardzo ostrożni. Jednak nasza społeczność szybko się rozrastała, niektórzy z naszych przyjaciół zostali przyjęci i potajemnie ochrzczeni. Kiedy jednak mój przyjaciel wyjechał za granicę po tym, jak stał się celem KPCh, baliśmy się otwarcie się spotykać. Czasem się zbieraliśmy, ale nie mogliśmy otwarcie czytać Biblii ani rozmawiać o Jezusie. Nasze spotkania wyglądały jak spotkania przyjaciół i rozmawialiśmy, używając szyfru. Na przykład nazwaliśmy Jezusa naszym „starszym bratem”, Boga „naszym ojcem”, a Biblię nazwaliśmy „księgą opowieści”. Obawialiśmy się, że trafimy do obozów koncentracyjnych, tak jak członkowie podziemnych kościołów ujgurskich w Xinjiangu. Moja żona, gdy znalazła się w obozie, widziała tam niektórych z nich. Chrześcijanie ujgurscy z jednej strony są prześladowani przez chiński rząd, z drugiej dyskryminowani przez innych Ujgurów, zwłaszcza muzułmańskich radykałów. Nie twierdzę jednak, że każdy Ujgur muzułmanin to radykał, bo w większości Ujgurowie są tolerancyjni.

Patrząc na moje życie, można wywnioskować, jaka jest ogólna sytuacja chrześcijan ujgurskich. My, jako Ujgurowie, jesteśmy ofiarami represji wobec Ujgurów ze strony chińskiego rządu. Ponadto tak jak inni chrześcijanie w Chinach jesteśmy prześladowani z powodu naszej wiary. Myślę, że sytuacja chrześcijan ujgurskich należy do najgorszych na świecie. Jednak dziękujemy Bogu za wybranie nas. Wierzę, że On nas ochroni. Ale nie zapominajcie o modlitwie za nas, potrzebujemy pomocy naszych braci i sióstr na całym świecie.

Mieszka Pan teraz w Turcji, ale nie czuje się Pan tu bezpiecznie?
Stosunki między Chinami a Turcją są coraz cieplejsze. Strona chińska podpisała już umowę o ekstradycji z Turcją i obawiam się, że Turcja wkrótce ją ratyfikuje, ponieważ Chiny korzystają z dyplomacji szczepionkowej i dyplomacji gospodarczej, a władze Turcji uważają, że potrzebują wsparcia Chin, bo stoją obecnie przed nimi dwa główne wyzwania: pandemia i kryzys gospodarczy.

Pekin wywarł presję na Turcję w polityce wobec Ujgurów. W poprzednich latach Ujgurowie mogli swobodnie protestować przeciwko Chinom, ale teraz Ujgurowie mają ograniczony lub w ogóle zakaz swobodnego protestowania w Turcji. Ujgurowie protestujący ostatnio w Stambule i Ankarze zostali rozproszeni przez turecką policję, a część nawet podobno zatrzymano.

Moja sytuacja jest o tyle gorsza, że z jednej strony grozi mi deportacja do Chin, a z drugiej radykalni islamiści w ujgurskiej diasporze. Staram się zachować wiarę w tajemnicy, ale niektórzy otwarcie powiedzieli mi, że wiedzą, iż jestem chrześcijaninem. Grozili mi nawet, mówiąc: „Podejrzewam, że jesteś chrześcijaninem. Jeśli to się potwierdzi, moim obowiązkiem jest odebrać ci życie. Nie możemy pozwolić, aby odstępcy zatruli wiarę naszych krewnych”. Niedawno ktoś zadzwonił do mnie i powiedział: „Jeśli jesteś chrześcijaninem, Ujgurowie nic ci nie zrobią, bo nikt nie musi zanieczyszczać swoich rąk. Ale nie świętuj zbyt wcześnie, bo weźmie się za ciebie policja turecka. Cały świat wie, że Ujgurowie są prześladowani za bycie muzułmanami, więc byłoby w porządku, gdybyśmy odesłali apostatów takich jak ty do Chin i nikt by się tobą nie przejmował. Nikt nie musi cię zabijać, wracaj do Chin, jedz wieprzowinę i pij alkohol w obozach”.

Od tamtej pory niechętnie wychodzę z domu. Boję się. Myślę o moich dzieciach, modlę się godzinami każdego dnia i płaczę. Czuję, że żyję w ostatnich dniach mojego życia. Nie chcę, by moje dzieci widziały mnie płaczącego.

Święta Wielkanocne to czas chrześcijańskiej nadziei. Nawet najmniejsza oznaka wiary stawia chińskich i ujgurskich chrześcijan w ogromnym niebezpieczeństwie. Czy ma Pan jeszcze nadzieję?
Bez względu na to, gdzie mieszkamy na świecie, jako chrześcijanie stoimy przed różnymi wyzwaniami. Nie wiem, jakie wyzwania stoją przed ludźmi na Zachodzie, ale mój przyjaciel mówi, że chrześcijanie na Zachodzie mają inne problemy niż my. Wiem, że chińscy chrześcijanie też są w trudnej sytuacji, zdają sobie sprawę, że będą bardzo cierpieli z powodu wiary w Jezusa, a niektórzy nawet trafiają do więzienia. Często modlę się za prześladowanych, w tym chińskich chrześcijan, i modlę się, aby Bóg użył ich do zbawienia ludzi w Chinach i aby wielu Chińczyków rozpoznało Jezusa i przyjęło Go jako osobistego Zbawiciela.
Dużo rozmawiałem z moim partnerem biznesowym o chińskich chrześcijanach, odwiedzałem inne chińskie prowincje i chodziłem tam do kościołów i tam się modliłem. Chociaż chińscy chrześcijanie są prześladowani, to ich sytuacja jest lepsza niż chrześcijan ujgurskich. Prześladowania, jakich doświadczają chińscy chrześcijanie, są wielokrotnie bardziej dotkliwe niż prześladowania chrześcijan w innych krajach, a jeszcze bardziej bolesne są te, które spotykają ujgurskich chrześcijan. Kiedy jednak przyjęliśmy Jezusa jako naszego Pana i Zbawiciela, byliśmy świadomi nadchodzących prześladowań. Nasza wiara w Jezusa oznacza, że możemy podnieść nasz krzyż i podążać za Nim.

Skąd moja nadzieja? Powiedziałbym, że sam Bóg jest nadzieją! Przyjście Boga w ciele Jezusa na ziemię za nasze grzechy i poświęcenie swojego życia, aby zapłacić okup za nasze grzechy, jest początkiem nadziei, a wiara w Niego czyni nas udziałowcami tej nadziei.

Oczywiście, niepokoi mnie cierpienie na ziemi i moja obecna sytuacja. Nie mogę pominąć faktu, że moje życie jest teraz w bezpośrednim niebezpieczeństwie. Szczególnie boję się o moje dzieci. Wierzę jednak, że Bóg nie zostawi mnie samego. Niezależnie od tego, co się wydarzy, jestem tym, który zostanie zbawiony, i modlę się, aby spełniła się wola Boża, cokolwiek Bóg zechce dla mnie. Nawet jeśli jest to los, którego nie chcę, akceptuję go, chociaż się boję. Jeśli to naprawdę ostatnia stacja mojego losu, modlę się, aby zobaczyć Jego twarz w ostatnich minutach mojego życia.

 


Źródło: Gazeta Polska Codziennie

#Gazeta Polska Codziennie

Hanna Shen
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo