Szczepionką wyrywamy wirusowi kły - mówi nam szef Polskiego Towarzystwa Wakcynologii

- Czy szczepienie zawsze chroni przed zachorowaniem? Nie! Takich danych nie ma. Ale daje nam coś znacznie ważniejszego, pewność, że nie ma zgonów na COVID-19 oraz hospitalizacji związanej z koronawirusem. On staje się wówczas przeziębieniem. Wyrywamy mu zęby, kły! Tępimy pazury! Jeżeli osoba, która była szczepiona, się zakazi i nawet leży tydzień w domu, to nie jest to problem. Ważne, że nie musi iść do szpitala i nie umiera, więc w tym momencie choroby się już nie boi. A my lekarze mamy ją pod kontrolą - mówi nam prof. Ernest Kuchar, specjalista chorób zakaźnych, prezes Polskiego Towarzystwa Wakcynologii, kierownik Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.


Czy jest szansa na opracowanie polskiej szczepionki na COVID-19? 

Mamy naprawdę spore osiągnięcia, jeśli chodzi o polskie badania nad szczepionkami. Np. gdy wszyscy zajmowali się terapią DNA w kwestii walki z nowotworami (co okazało się ślepym zaułkiem), w Polsce biochemik prof. Jacek Jemielity z Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego postawił na terapeutyczne mRNA (zupełnie inny nośnik) i okazało się, że to była dobra droga. Jego odkrycie posłużyło do znaczących osiągnięć w badaniach nad lekiem na raka. Wróćmy jednak do kwestii COVID-19. Dla ciekawostki powiem, że firma Biontech z Niemiec badała szczepionki przeciwrakowe, ale gdy Chińczycy opublikowali cały genom wirusa (jego wzór), podjęto decyzję, żeby wyprodukować szczepionkę i - jak widać - to się udało. Szczepionka Pfizer-Biontech była na rynku pierwsza. Biontech musiał jednak poszukać wsparcia doświadczonej firmy globalnej, jaką jest Pfizer, bo sam nie dałby rady szybko uruchomić produkcji. Prof. Jemielity powiedział mi, że jest w stanie zrobić szczepionkę na COVID-19 w ciągu dwóch tygodni, ale będzie to tylko sama cząsteczka. Natomiast aby uruchomić produkcję, potrzebne są rozległe badania kliniczne. To może być kwestia około miliarda dolarów oraz doświadczenia. Żadna polska firma tego nie zrobi. Nie da się przejść z epoki kamienia łupanego wprost do epoki postindustrialnej, a Polska jest krajem technologicznie zapóźnionym, co jest spuścizną po rozbiorach i komunie, która u nas panowała. 

Jeśli chodzi o farmację, jest inaczej. Podczas badań klinicznych trzeba udowodnić, że szczepionka lub lek są: po pierwsze, bezpieczne, po drugie skuteczne. Substancje czynne do szczepionek to stosunkowo najmniejszy problem (dawka takiej substancji w produkcie Pfizera to 30 mikrogramów - to znaczy, że 1 mln dawek, to... 30 gramów produktu). Produkt jest dzielony i "paczkowany".

Czy szczepienie chroni nas przed zakażeniem koronawirusem?

Nie zawsze chroni. Takich danych jeszcze nie ma, ale chroni nas przed czymś znacznie ważniejszym, przed zgonem. Po zastosowaniu żadnej szczepionki nie było zgonów na COVID-19, w 100 proc. To jest najważniejsze. Jeśli nie ma zgonów, pobytów w szpitalu, hospitalizacji, koronawirus staje się przeziębieniem. Wyrywamy mu zęby, kły i pazury!

Nie ma w ogóle problemu przepełnionych szpitali i o to chodzi. Dzięki szczepieniom mamy częściową ochronę przed zakażeniem i zachorowaniem. Uzyskujemy złagodzenie przebiegu choroby. Jeżeli osoba, która była szczepiona się zakazi i nawet niech leży tydzień w łóżku w domu, to nie jest to problem. Ważne, że nie musi iść do szpitala i nie umiera, więc w tym momencie choroby się już nie boi. A my lekarze mamy COVID-19 pod kontrolą.

Czy za rok będziemy musieli się szczepić ponownie?

Raczej nie, bo koronawirus to nie grypa. On mutuje znacznie wolniej, 2 do 5 razy wolniej niż grypa. A druga rzecz: biologia koronawirusa jest taka, że on ma dłuższy okres wylęgania. Grypa wylęga się w ciągu w  1-2 dni, a koronawirus w 6-7 dni. To ma ogromne znaczenie, dlatego że przy takim dłuższym okresie wylęgania choroby nasz organizm (jeżeli ma pamięć immunologiczną), zdąży się przygotować. Przy grypie nie zdąży, tu gotowość układu odpornościowego musi być natychmiastowa. Przy koronawirusie układ odporności człowieka ma 5 dni, żeby się przygotować na atak. Szacuję, że odporność poszczepienna powinna być aktywna 3 do 5 lat, choć oczywiście pewności całkowitej w tej kwestii mieć nie można.

Powiedzmy Czytelnikom, choć już częściowo na pewno o tym wiedzą, że nie należy się bać AstraZeneki...

Absolutnie nie. Proszę zwrócić uwagę, mamy teraz ogromny wzrost zachorowań w trakcie trzeciej fali, a na Wyspach Brytyjskich już liczba zachorowań wyraźnie spada.

Szczepili się AstraZeneką. W przypadku szczepionek Pfizer-Biontech czy Moderna funkcję platformy technologicznej pełnią nanocząsteczki lipidowe i mRNA. W szczepionce AstraZeneca jako platformę wykorzystano szympansiego adenowirusa, ale tak zmodyfikowanego, aby nie wywoływał zakażenia u człowieka. Ten adenowirus jest dla człowieka nieszkodliwy, mało tego "ma wyrwane" geny odpowiadające za jego replikację, dlatego się nie namnaża. Ma natomiast włożony gen białka "S". (Wszystkie szczepionki mają ten sam cel, wszystkie są nastawione na białko "S"). Różnica między AstrąZeneką a produktem Pfizera jest niewielka. Każda szczepionka jest dobra, jeśli jest. A szczepionek brakuje na rynku....

 

 

Źródło: niezalezna.pl

#szczepionka #szczepienia #koronawirus

albicla.com@ Agnieszka Kołodziejczyk
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo