Rosja i Białoruś zamierzają jesienią tego roku przeprowadzić ćwiczenia wojskowe u granic Polski. Były wiceszef Ministerstwa Obrony Narodowej Romuald Szeremietiew stwierdził nawet, że Rosjanie otwarcie przygotowują się do wojny z Polską.

Wczoraj opublikowaliśmy pierwszą część analizy Krzysztofa Zielke, która ukazała się w najnowszym numerze "Gazety Polskiej". Dzisiaj przedstawiamy ciąg dalszy tekstu, który spotkał się z ogromnym zainteresowaniem naszych Czytelników.

Rosja ćwiczy wojnę na zachodzie – Jesień 2009

Choć wejście Polski do NATO w 1999 r. radykalnie poprawiło naszą sytuację militarną, to od czasów wojny rosyjsko-gruzińskiej w 2008 r. nie można wykluczyć czarnego scenariusza konwencjonalnego ataku Rosji na Polskę i kraje bałtyckie. Jako plan rosyjskiej wojny na zachodzie można uznać scenariusz trzech rosyjskich ćwiczeń wojskowych przeprowadzonych w ramach jednego cyklu operacji pod kryptonimem Jesień 2009. Już rosyjskie manewry Kaukaz 2008 zwano ćwiczeniami w czasie rzeczywistym. Uczestniczące w nich jednostki zamiast wrócić do koszar z pozycji, w których zakończyły ćwiczenia, niemal zaraz podjęły działania bojowe przeciwko Gruzji.

Rosyjscy wojskowi uznali, że w przypadku ewentualnego konfliktu na zachodzie prezydent Gruzji Michael Saakaszwili wykorzysta sytuację, aby odbić Osetię Południową i Abchazję, tak jak próbował to zrobić w 2008 r. Dlatego cykl ćwiczeń rosyjskich wojsk pod kryptonimem Jesień 2009 rozpoczął się już na przełomie czerwca i lipca ćwiczeniami Kaukaz 2009, które były powtórzeniem scenariusza wojny z Gruzją. W manewrach Kaukaz 2009 wzięło udział ok. 8,5 tys. żołnierzy z kaukaskiego okręgu wojskowego.

Rosyjscy planiści wyciągnęli też wnioski z wyprawy zorganizowanej przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego do Gruzji. Uznali, że jeśli przywódcy krajów bałtyckich i Polski są gotowi ryzykować życie, lecąc rządowym Tu-154 w rejon konfliktu w trakcie toczących się walk, to będą również solidarni i wyślą do walki swoich żołnierzy. Dlatego od sierpnia do końca września Rosjanie zaplanowali ćwiczenia Ładoga 2009, w których jako linię frontu przyjęto granicę między Rosją a Łotwą, Estonią i Finlandią. Rosyjski plan przypominał uderzenie ZSRS na kraje bałtyckie w czasie II wojny światowej. Rosyjscy wojskowi obawiali się, że w obronie Estonii stanie związana z nią językowo i gospodarczo Finlandia. Dlatego w scenariusz ćwiczeń włączono też atak na Finlandię, przypominający początek wojny zimowej 1939/1940. Spowodowało to rozciągnięcie ćwiczeń aż do Murmańska i zaangażowanie wszystkich jednostek leningradzkiego okręgu wojskowego i kilku z syberyjskiego. W sumie według ujawnionej przez WikiLeaks depeszy ambasadora USA przy NATO Ivo Daaladera na posiedzeniu Rady Północnoatlantyckiej szacowano, że w ćwiczeniach Ładoga 2009 miało wziąć udział nawet 15 tys. rosyjskich żołnierzy. Dopiero po planowanej neutralizacji Gruzji w czerwcu i lipcu oraz od 10 sierpnia Łotwy, Estonii i Finlandii Rosjanie przewidzieli konfrontację z Polską i Litwą w dniach 8–29 września.

Konflikt zbrojny z Polską i Litwą został przećwiczony w ramach największych od końca zimnej wojny ćwiczeń Zachód 2009, które odwoływały się do dawnej konfrontacji Sowietów z NATO nawet w nazwie. Scenariusz ćwiczeń Zachód 2009 zakładał, że wojska rosyjsko-białoruskie odpierają interwencję Polski w obronie powstania mniejszości polskiej w Grodnie. W odpowiedzi wojska rosyjsko-białoruskie miały przez terytorium Polski i Litwy przebić korytarz do obwodu kaliningradzkiego, tak aby oddzielić bałtycki teatr działań bojowych od operacji w Polsce. Nie można wykluczyć, że tak jak w dawnych sowieckich planach interwencji wojska rosyjsko-białoruskie z rejonu Grodna i Brześcia ćwiczyły 250-km marsz na Warszawę, a jednostki z Kaliningradu – desant w Zatoce Gdańskiej. Według NATO, w manewrach Zachód 2009 ćwiczyło 11 tys. wojsk rosyjskich z moskiewskiego i uralskiego okręgu wojskowego oraz 7 tys. wojsk białoruskich. W sumie w cyklu ćwiczeń Jesień 2009 wzięło udział 34,5 tys. żołnierzy rosyjskich ze wszystkich, poza dalekowschodnim, okręgów wojskowych.

Sztab wojskowy NATO uznał, że Rosja zademonstrowała, że może reagować na jeden mały lub średni regionalny konflikt na zachodzie. Jednak zdaniem NATO rozciągnięcie sił rosyjskich od Kaukazu po Murmańsk w cyklu Jesień 2009 pokazało, że Rosja nie jest w stanie poradzić sobie jednocześnie z dwoma małymi konfliktami w odległych od siebie regionach. O słabości Rosji miało też świadczyć zniszczenie Warszawy na zakończenie ćwiczeń za pomocą taktycznej broni jądrowej. Wszak według symulacji z początków lat 90. powinna ją łatwo zająć.

Przebieg Jesieni 2009 pokazał, jak wartościowym sojusznikiem dla Polski była Gruzja. Nie tylko wiązała na Kaukazie 25 proc. wojsk rosyjskich użytych w kampanii Jesień 2009, ale też w praktyce utrudniała jednoczesne prowadzenie skutecznych operacji na zachodzie i północy. Niestety, w wyniku ostatnich wyborów w Gruzji Rosjanom udało się metodami politycznymi pozbawić władzy Saakaszwilego, którego prezydencka kadencja kończy się w październiku br. Pod wodzą premiera Bidziny Iwaniszwilego, udziałowca Gazpromu, Gruzja przechodzi z obozu zachodniego do rosyjskiego. Rosja nie musi już obawiać się uderzenia z południa i może większość swoich sił skoncentrować na zachodzie. Na jesieni br. Moskwa zaplanowała tylko ćwiczenia Zachód 2013, które odbędą się na dwóch poligonach na Białorusi.

Strażnik Orła

Podstawowym problemem w czasie tworzenia przez NATO planów obronnych w latach 2009–2010 była kwestia, czy należy bronić Polski i krajów bałtyckich osobno, czy stworzyć jeden plan dla całego regionu. Sceptycyzm wobec wspólnego z krajami bałtyckimi planu obrony wyrażał początkowo Stanisław Komorowski (zginął w Smoleńsku w 2010 r.), ówczesny wiceminister obrony narodowej i kuzyn obecnego prezydenta. Ostatecznie w grudniu 2010 r. NATO zaakceptowało kompromisowy plan rozszerzenia planu obrony Polski pn. Eagle Guardian (Strażnik Orła) na kraje bałtyckie. Uznano, że do obrony Polski wystarczy 9 dywizji (4 polskie oraz amerykańskie, niemieckie i brytyjskie).

Wydaje się, że Polska niepotrzebnie obawiała się rozszerzenia planu obrony Polski na kraje bałtyckie. Już z rosyjskiej kampanii Jesień 2009 wynikało, że Łotwa, Estonia i Finlandia wiążą aż 43 proc. wojsk rosyjskich uczestniczących w całym cyklu ćwiczeń. Dzięki związaniu sił na innych frontach przeciwko Polsce i Litwie Rosjanie mogli rzucić tylko 30 proc. wojsk zaangażowanych w cyklu Jesień 2009. Dzięki włączeniu krajów bałtyckich do NATO-wskiego planu to one biorą na siebie pierwszy impet przeciwnika, zwiększając szanse Polski na skuteczną obronę.

Potwierdzeniem strategii obrony regionalnej będą największe od czasów zimnej wojny ćwiczenia NATO, które na początku listopada odbędą się w Polsce oraz na Litwie i Łotwie. W Polsce na poligonie w Drawsku Pomorskim k. Szczecina odbędą się ćwiczenia Steadfast Jazz 2013, w których weźmie udział 3 tys. żołnierzy polskich oraz co najmniej 2 tys. żołnierzy z innych krajów NATO. W manewrach tych nie wezmą udziału Niemcy. Dzięki powrotowi do struktur militarnych NATO w 2009 r. mogą ich zastąpić Francuzi, którzy przyślą do Polski dowództwa dwóch brygad w sile 1200 żołnierzy. W ćwiczeniach wezmą też udział żołnierze z USA, Czech, Węgier, Estonii i być może z Wielkiej Brytanii. Jednocześnie odbędą się manewry Baltic Host 2013, w których kraje bałtyckie będą ćwiczyć przyjęcie wojsk z innych krajów Sojuszu.

Bałtycka tarcza

Jak wynika ze wszystkich omówionych wyżej scenariuszy, najważniejsze dla bezpieczeństwa Polski jest odrzucenie złudzenia, że obronimy się sami. W imię polskiego interesu narodowego musimy postawić na współpracę z sojusznikami w NATO. Obok sojuszu z USA najważniejszym warunkiem militarnej obrony Polski jest współpraca polityczna, gospodarcza i strategiczna z krajami bałtyckimi, a zwłaszcza z Litwą.

Im szybciej uświadomimy sobie, że wbijanie klina między Polskę a Litwę służy głównie interesom Moskwy, tym lepiej. W interesie Polski jest bowiem zacieśnianie związków z Litwą szczególnie w przedsięwzięciach, które ułatwiają przemieszczanie materiałów i wojsk między Polską a krajami bałtyckimi. Konieczne jest zatem zbudowanie nie tylko połączenia kolejowego RailBaltica, ale przede wszystkim drogi ekspresowej Via Baltica, która łączyłaby Warszawę z Kownem, Rygą, Tallinem i Helsinkami. Należy jak najszybciej zbudować obwodnice Augustowa i Suwałk, i to w wariancie naziemnym.

Trzon polskich wojsk lądowych powinien znajdować się nie przy granicy z Niemcami, lecz bliżej teatru ewentualnego konfliktu, tak aby naszej wojska mogły wziąć udział w obronie Warszawy, a w razie potrzeby wesprzeć Litwę. W szczególności 11. dywizja pancerna powinna być przesunięta z Żagania np. do Zambrowa, aby w razie konfliktu mogła iść na odsiecz Warszawie lub Wilnu albo kontratakować w kierunku Kaliningradu lub Białorusi.

Decydujące dla bezpieczeństwa regionu jest jednak utrzymanie przez NATO panowania w powietrzu i możliwości bezpiecznego przerzutu wojsk USA do Polski i krajów bałtyckich. Tymczasem od początku tego roku Rosja rozmieściła w Kaliningradzie i w okolicach jeziora Pejpus rakiety typu Iskander-M, które ze względu na zasięg ponad 500 km mogą razić cele na bez mała całym terytorium Polski, wszystkich krajów bałtyckich i południowej Finlandii za pomocą głowic konwencjonalnych i nuklearnych o mocy 5–50 kiloton. Jak zauważa estoński ekspert Kaarel Kaas, iskandery i rosyjski system obrony powietrznej mogą w razie kryzysu skomplikować i spowolnić przerzut NATO-wskich sił wsparcia do krajów bałtyckich.

W odpowiedzi na to zagrożenie Polska i kraje bałtyckie powinny zbudować wspólny system obrony powietrznej i antyrakietowej pn. „bałtycka tarcza” pod patronatem Stanów Zjednoczonych. Pierwsze kroki zostały już w tej sprawie podjęte. Dotychczas tymczasowe patrole myśliwców z Polski i innych krajów NATO nad krajami bałtyckimi zostały przekształcone w stałą misję Sojuszu. Należy także rozważyć stworzenie polskiej bazy lotniczej w Estonii lub na Łotwie. Trzeba również dopingować Amerykanów, aby zgodnie z planami rozbudowali obecnie mikroskopijną bazę lotniczą w Łasku k. Łodzi w dwie bazy z 250 żołnierzami, odpowiednio dla myśliwców F-16 i transportowców Herkules C-130. Kolejna baza amerykańska w Redzikowie k. Słupska powinna od 2018 r. być nie tylko częścią tarczy antyrakietowej dla całego NATO, ale jej elementy, takie jak np. radar, mogłyby służyć też bałtyckiej tarczy, czyli regionalnemu systemowi obrony powietrznej i antyrakietowej.

Największe od 20 lat napięcia amerykańsko-rosyjskie, których wyrazem są plany budowy trzech baz amerykańskich w Polsce, dają nam największą od czasu wejścia do NATO szansę na skokowe zwiększenie bezpieczeństwa. Obecną koniunkturę powinniśmy jednak wykorzystać także w celu uzyskania najsilniejszych gwarancji bezpieczeństwa, jaką daje broń nuklearna. Jak sugeruje Kaas, w związku ze wzrostem konwencjonalnego potencjału Rosji w rejonie Morza Bałtyckiego i osłabieniem potencjału NATO rola taktycznych broni jądrowych w strategii obronnej NATO będzie w najbliższej dekadzie wzrastać. Nie oznacza to, że Polska powinna – jak to kiedyś sugerował Lech Wałęsa – kupić gdzieś pokątnie posowiecką bombę. Takie rozważania mogą jedynie podważyć naszą wiarygodność sojuszniczą. Nie należy jednak wykluczyć wysunięcia koncepcji, aby w jednej z baz amerykańskich na terenie Polski i/lub krajów bałtyckich rozmieszczone zostały taktyczne bronie jądrowe, np. wycofywane z Europy Zachodniej. Uzyskalibyśmy wtedy najwyższe gwarancje bezpieczeństwa, gdyż jak pokazała historia NATO, Rosja nigdy nie zaatakuje konwencjonalnie lub nuklearnie kraju, który mógłby odpowiedzieć bronią jądrową. Żadne zdobycze terytorialne lub polityczne w Polsce i krajach bałtyckich nie są warte ryzyka przeciwuderzeń, eskalacji nuklearnej i zniszczenia rosyjskich miast.