"To prawda, że więcej osób w grupie dzieci i młodzieży po zakażeniu koronawirusem SARS-CoV-2 ma objawy. Nie jest jednak prawdą i nie notujemy u mnie w szpitalu, ani w Poznaniu, Bydgoszczy, Gdańsku, ciężkich przebiegów COVID-19 w tej grupie wiekowej. Chciałabym uspokoić rodziców, bo na ten temat trzeba wyjaśnić wszelkie niuanse, a nie tylko rzucić hasło, że dzieci mocniej chorują na COVID-19"

- mówiła prof. Marczyńska, specjalistka od chorób zakaźnych wieku dziecięcego.

W piątek wieczorem przekazała, że Rada Medyczna otrzymała szczegółowe dane o liczbie zakażeń w każdej grupie wiekowej, o które członkowie Rady prosili rząd.

"Te dane nie są jednak proste w interpretacji. Po pierwsze, wynika z nich, że wzrosła liczba zakażeń w każdej grupie wiekowej w porównaniu do jesieni. Nadal najwięcej jest zakażeń wśród dzieci i młodzieży od 10 do 18 lat. Przedszkolaki i dzieci poniżej trzech lat zakażają się ok. 2,5 razy częściej, a dzieci w wieku 6-10 lat nieco częściej niż te młodsze. W porównaniu z październikiem ok. 2 razy częściej. W tym tygodniu wydaje się, że zakażeń jest nieco mniej w porównaniu z poprzednim. Przypominam, że mówimy o liczbie rozpoznań zakażenia SARS-CoV-2. Problem polega na tym, że jesienią dzieci się w zasadzie nie testowało. Trudno więc te liczby ze sobą zestawiać - wskazała prof. Marczyńska.

Przyznała, że jesienią dzieci rzadziej miały jakiekolwiek objawy, a teraz pojawią się np. gorączka, biegunka czy inne infekcje górnych dróg oddechowych. To wpływa na większą liczbę testów, a także znacznie lepsza jest ich dostępność niż jesienią.

Nie siejmy panik

"Trzeba jednak uspokoić rodziców i nie siać paniki na ten temat. Z tych danych można wywnioskować rzecz najważniejszą - niejako pomimo dostępności testowania. Dzieci młodsze w porównaniu do dzieci powyżej 10 roku życia chorują rzadziej, a w porównaniu z dorosłymi znacznie rzadziej"

- wskazała ekspertka.

Od soboty rząd w związku z pogarszającą się sytuacją epidemiczną zdecydował o zamknięciu żłobków i przedszkoli do 9 kwietnia.

"Ponieważ dzieci zakażają tak samo jak wszyscy inni, chodzi o zapobieganie każdemu wzrostowi nowych zakażeń. Ograniczenie kontaktów powinno zmniejszyć ryzyko zakażeń rodzinnych. Trudno mówić, kto częściej jest źródłem infekcji. Czy rodzic zdalnie pracujący, ale robiący zakupy, czy przedszkolak. Rodzice nie mają jeszcze możliwości zaszczepienia się. Jedynie dystans, izolacja stanowią profilaktykę. Obserwujemy wzrost zakażeń młodszych dorosłych, na szczęście zdecydowana większość z nich jeśli choruje to rzadko wymaga hospitalizacji. Nie można mówić o masowych ciężkich przebiegach 30-40 latków i licznych zgonach z powodu COVID w tej grupie wiekowej. Tak się nie dzieje. Nadal ryzyko dotyczy osób w wieku 60+. Dlatego tak bardzo wszystkim zależy na zaszczepieniu tej grupy. Wracając do przedszkoli i żłobków mam nadzieję, że po dwóch tygodniach nastąpi spadek trzeciej fali. Grupy żłobkowe i przedszkolne są małe, personel zaszczepiony i wierzę że placówki te zostaną otwarte"

- powiedziała prof. Marczyńska.