Dramatyczny apel ukrywającego się działacza ZPB: Ufamy, że rząd polski robi wszystko, co w jego mocy

- Możemy tylko ufać, że rząd polski, tak jak deklaruje premier Morawiecki, robi wszystko, co w jego mocy. Polacy na Białorusi potrzebują nie tylko wsparcia moralnego, ale chcieliby odczuć, że coś konkretnego się dzieje w ich obronie – powiedział w rozmowie z Niezalezna.pl ukrywający się przed milicją, dziennikarz, członek Rady Naczelnej ZPB Andrzej Pisalnik. Jak dodał, on sam w obawie przed aresztowaniem, cały czas zmienia miejsca swojego pobytu. - Zachowuje się jak rekin, czyli przemieszczam się cały czas, żeby nie utonąć – przekazał.

Andrzej Pisalnik
Autorstwa BelSHARP - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org

Andrzej Pisalnik przekazał, że rewizja w centrali ZPB już się skończyła. -Zabrali twarde dyski z komputerów, wszystkie nośniki informacji elektronicznej. Zabrali też wydawane przez ZPB gazety. -Zrobili harmider w biurze i poszli – powiedział nasz rozmówca.

Stwierdził, że nie można wykluczyć kolejnych aresztowań działaczy ZPB. – Każdy z nas jest teraz narażony na zatrzymanie, aresztowanie, czy postawienie zarzutów – mówił.

Pisalnik przekazał też ostatnią informację od córki Ireny Biernackiej (prezes oddziału ZPB w Lidzie), że po dowiezieniu jej matki do Mińska na przesłuchanie, została ona aresztowana. – Nie wiemy, jaki jest powód jej aresztowania, ani, czy jest to aresztowanie do czasu rozpatrzenia jej sprawy w sądzie – powiedział.

- Pewne informacje dotyczą jedynie skazania na 15 dni aresztu pani prezes Andżeliki Borys i osadzenia w areszcie prezes oddziału w Lidzie pani Ireny Biernackiej. Co do reszty działaczy zatrzymanych dzisiaj, niestety nie mamy jeszcze potwierdzonych informacji ze źródeł wiarygodnych

- relacjonował Andrzej Pisalnik.

Podkreślił też, że działacze ZPB, ani ich bliscy nie mają dostępu do dokumentów procesowych. – Z tego, co udaje się zbierać, „po okruchach”, wiemy tyle, co przekazałem – wskazał.

- Pani Maria Tiszkowska (prezes oddziału ZPB w Wołkowysku) była dowieziona na przesłuchanie do Mińska z poślizgiem, więc być może jeszcze jej przesłuchanie się nie skończyło, więc prawdopodobne jest, że też dowiemy się wkrótce, jaki środek zapobiegawczy władze dla niej wybiorą

- opowiadał Andrzej Pisalnik.

Potwierdził, że nie ma żadnych informacji o losach Andrzeja Poczobuta i wiadomo jedynie, że po rewizji w mieszkaniu został zabrany przez milicjantów, ale „gdzie, w które miejsce nie wiadomo” – Wiadomo tylko, że milicjanci kazali mu zabrać ze sobą rzeczy osobiste. To może znaczyć, że po przesłuchaniu mogą go osadzić w areszcie. Ale to są na razie spekulacje – podkreślił.

Odpowiadając na pytanie, jakiej pomocy od polskiego rządu i Unii Europejskiej oczekują Polacy mieszkający na Białorusi, Pisalnik powiedział, że docierają do niego informacje o „zajęciu przez polskie władze i UE stanowiska w tej absolutnie dzikiej sytuacji”, ale ocenił, że trudno powiedzieć, czy „to wystarczy”. 

- Ja jestem małym człowiekiem i nie wiem, jakie instrumenty wpływu mają władze polskie i władze Unii Europejskiej na reżim Łukaszenki. Gdybym znał te instrumenty, to mógłbym doradzać jak ich użyć, a tak, to mogę jedynie powiedzieć, że ufamy, że rząd polski robi wszystko, co w jego mocy, żeby tę sytuację zażegnać

- zadeklarował.

- Możemy tylko ufać, że rząd polski, tak jak deklaruje premier Morawiecki, robi wszystko, co w jego mocy. Nie mamy powodu, żeby nie ufać tym oświadczeniom i deklaracjom. Polacy na Białorusi potrzebują nie tylko wsparcia moralnego, ale chcieliby odczuć, że coś konkretnego się dzieje w ich obronie

- dodał.

Na pytanie, czy spodziewa się aresztowania, Pisalnik przyznał, że się ukrywa i „zachowuje się jak rekin” – Czyli przemieszczam się cały czas, żeby nie utonąć – zakończył Andrzej Pisalnik.

 

 



Źródło: niezalezna.pl

#Białoruś #Andrzej Pisalnik

albicla.com@ Przemysław Obłuski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo