Michał Listkiewicz dla niezalezna.pl: Największy ból Węgrów to Lewandowski. Boją się, że Robert sam jest w stanie ich ograć

Były prezes PZPN Michał Listkiewicz jest z wykształcenia hungarystą, a prywatnie wielkim przyjacielem Węgrów i dobrym znajomym premiera Viktora Orbana. - Mimo całej sympatii do naszych bratanków uważam, że zdecydowanym faworytem czwartkowego meczu , otwierającego eliminacje do mistrzostw świata 2022 roku, w Budapeszcie będą Biało – Czerwoni. Każdy inny wynik, niż wygraną naszych piłkarzy odbiorę w kategoriach sensacji – twierdzi w rozmowie z niezalezna.pl były międzynarodowy sędzia piłkarski.

Fot.Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Niezalezna.pl: W starciu z Polską zabraknie największej gwiazdy Madziarów Dominika Szobaszlaiego z RB Lipsk. Ci Węgrzy, którzy liczyli, że szanse się wyrównają, bo Bayern ostatecznie nie puści na kadrę Roberta Lewandowskiego, muszą się czuć rozczarowani...

Michał Listkiewicz: Nawet kiedy wybuchło zamieszanie z niemieckimi służbami sanitarnymi i groźbą kwarantanny, jakiej mieliby zostać poddani polscy piłkarze po powrocie z meczów reprezentacji, Węgrzy nie łudzili się, że nasz kapitan przeciwko nim nie zagra. Robert to ich największy ból. Uważają, że sam może z nimi wygrać. Ich niepokój jest tym większy, że z powodu kontuzji w czwartek nie wystąpi największa gwiazda Madziarów – Dominik Szoboszlai. Oczywiście, napastnik Lipska, to jeszcze nie ta klasa co Lewandowski, ale nad Dunajem uważa się, że w przyszłości może stać się gwiazdą światowego formatu. Dziś natomiast to jedyny kreatywny piłkarz w kadrze Marco Rossiego. Przez lata to Węgrzy byli dla nas nauczycielami futbolu. Pod koniec lat pięćdziesiątych z obawy przed potężnym laniem polska drużyna zrezygnowała nawet z wyjazdu na mecz do Budapesztu. Ale to już przeszłość. W czwartek zdecydowanym faworytem będą Biało – Czerwoni.

Kto pod nieobecność Szoboszlaiego może napsuć krwi Polakom?

Groźny powinien być napastnik niemieckiego Mainz – Adam Szalai. Jeżeli już znajdzie się w dogodnej sytuacji, to zazwyczaj potrafi zamienić ją na gola. Z kolei bramkarz Peter Gulasci z Lipska może sam wygrać mecz, by następne spotkanie totalnie zawalić. Ale na pewno nie można go lekceważyć. Tym bardziej, że jak ma swój dzień to jest naprawdę trudny do pokonania.

A były idol kibiców Legii Nemanja Nikolić i ex-obrońca Lecha Gergo Lovrencsics?

Gergo ma raczej pewne miejsce w składzie. Jest ceniony za to, że jako boczny obrońca gra bardzo ofensywnie. Ale to ciągle tylko poprawny piłkarz. Natomiast Nikolić to joker. Zazwyczaj wchodzi na boisko z ławki na ostatnie 20-25 minut. Nie jest specjalnie szybki. Jego aktywność ogranicza się do pola karnego. Jest królem „szesnastki”. Ma za zadanie dobicie rywala. Z racji tego, że występowali w Ekstraklasie, są na Węgrzech uważani za specjalistów od polskiej piłki. Moim zdaniem na wyrost. Bo od ich wyjazdu z Lecha i Legii minęło już kilka lat i w naszej kadrze grają zupełnie inni zawodnicy, niż ci, których zapamiętali z ligowych boisk.

Na Węgrzech mówi się tylko o Lewandowskim?

Bardzo rozpoznawalny jest Grzegorz Krychowiak. Dobrą opinią cieszą się również Wojciech Szczęsny i Kamil Glik. Generalnie Węgrzy są pod wrażeniem liczby polskich piłkarzy wytransferowanych w ostatnim czasie do lig zachodnich. Dawniej były zachowane jakieś proporcję. Powiedzmy – wyjeżdżało dwudziestu Polaków i dwudziestu Madziarów. Dziś do innych krajów przenosi się trzydziestu polskich zawodników i ośmiu Węgrów. To działa na ich wyobraźnię.

Premier Węgier i wielki sympatyk piłki nożnej Viktor Orban będzie w czwartek dopingował swoją reprezentację z trybun?

Sądzę, że nie, bo będzie chciał pokazać, że tak samo cierpi jak każdy kibic w jego kraju, że z powodu pandemii musi obejrzeć tak ważny mecz w telewizji.

Selekcjoner Madziarów Włoch Marco Rossi to ta sama trenerska półka, co szkoleniowiec Biało – Czerwonych Paulo Sousa?

No, nie... Sousa miał zdecydowanie większe osiągnięcia jako piłkarz, a będąc trenerem wygrywał mistrzostwo Izraela i Szwajcarii. Natomiast Rossi futbolistą był przeciętnym, a jako trener może się pochwalić jedynie mistrzostwem Węgier z Honvedem Budapeszt i to w sezonie 2016/2017, kiedy liga była znacznie słabsza niż dziś. Włoch to dobry taktyk i strateg, ale zarzuca mu się brak charyzmy. Jest zwolennikiem „catenaccio”, czyli systemu gry zdominowanego przez defensywę, w którym rolę pierwszych obrońców pełnią już napastnicy.

Jaki będzie wynik czwartkowego starcia?

Myślę, że taki sam, jak za czasów kadry Pawła Janasa. Wtedy, po dwóch golach Andrzeja Niedzielana wygraliśmy na wyjeździe 2:1. Moi znajomi Węgrzy twierdzą, że gdyby to był mecz piłki wodnej, to byliby spokojni o wynik. W pojedynku futbolowym jednak to nasz zespół uważają za zdecydowanego faworyta. Ja tylko żałuję, że tego spotkania nie obejrzą z trybun zaprzyjaźnieni kibice z obu krajów. Dawniej bywało, że Polacy zostawali u węgierskich znajomych kilka dni po meczu. Mam nadzieję, że podobnie będzie po jesiennym rewanżu w Polsce, gdzie to nasi fani ugoszczą węgierskich bratanków.

 



Źródło: niezalezna.pl

 

#piłka nożna #Michał Listkiewicz #Polska-Węgry

Piotr Dobrowolski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo