Magiera: Prowadząc kadrę do lat 19, nie negocjowałem z żadnym klubem. Byłem lojalny wobec PZPN!

Po ponad dwóch latach pracy Jacek Magiera rozstał się z Polskim Związkiem Piłki Nożnej, gdzie ostatnio prowadził reprezentację Polski do lat 19. Trener, który dwukrotnie zdobył z Legią mistrzostwo Polski, zajął trzecie miejsce w fazie grupowej Ligi Mistrzów i wprowadził warszawian do 1/16 finału Ligi Europy jest gotowy na nowe wyzwania, o czym zapewnił czytelników portalu Niezależna.pl.

Jacek Magiera
fot. pzpn.pl

„Niezależna.pl”: - Wielu pana kolegów po fachu dziwi się, że zrezygnował pan z prowadzenia reprezentacji Polski do lat 19 i odszedł z PZPN. Dlaczego zdecydował się pan na ten ruch?

Jacek Magiera: - Ten krok został spowodowany informacjami z kongresu wykonawczego UEFA. Władze europejskiego futbolu zdecydowały, że z powodu pandemii odwołane zostaną eliminacje i turniej finałowy mistrzostw Europy. W tym momencie prowadzona przeze mnie drużyna właściwie przestała istnieć. Bardzo żałuję, bo rocznik 2002 – 2003, z którym pracowałem, był niezwykle utalentowany. Podczas Euro zamierzaliśmy grać o najwyższe cele. A tak, cóż? Trzeba było poszukać nowych wyzwań. Z prezesem Bońkiem rozmawialiśmy przez kilkanaście minut. Jak ludzie piłki. Szczerze, bez niedomówień. Prezes zrozumiał moje motywy i życzył powodzenia. Te ponad dwa lata spędzone w PZPN, to był bardzo owocny okres. Pracowałem w bardzo dobrych warunkach, ze świetnymi fachowcami od piłki młodzieżowej i zawodnikami, którzy albo już ocierają się o pierwszą reprezentację, albo w niedalekiej przyszłości odważnie do niej zapukają.

Zazwyczaj, kiedy człowiek zmienia pracę, ma już na oku nową posadę. Zatem, gdzie zostanie pan zatrudniony?

Pracując w PZPN z nikim nie prowadziłem żadnych rozmów. Po mistrzostwach świata do lat 20, były telefony z klubów, ale nie podejmowałem tematu, bo nie pozwalała mi na to lojalność wobec pracodawcy i etyka pracy. Prezes Zbigniew Boniek był pierwszą osobą, poza rodziną, którą poinformowałem, że chce rozwiązać umowę ze Związkiem za porozumieniem stron. Dopiero teraz, kiedy jestem bez pracy, mogę rozpocząć rozmowy z drużynami, które będą zainteresowane moją osobą.

Małżonka nie próbowała pana przekonać, by jednak został pan w PZPN? Wszak czasy są niepewne, a pan miał stabilną posadę...

Żona zna mnie na tyle dobrze, że wiedziała, iż to przemyślana decyzja. Dlatego nie ingerowała. Miałem u najbliższych pełne zrozumienie. Rodzina ma świadomość, że jestem trenerem, który musi mieć cel do zrealizowania, że wciąż chcę się rozwijać.

Mówi się, że jest pan najbardziej łakomym kąskiem na rynku trenerów do wzięcia, że zabiegają o pana Śląsk, Lech, Jagiellonia i Cracovia. Do którego z tych klubów panu najbliżej?

Nie będę się wypowiadał na temat plotek. Od dwóch dni jestem wolnym trenerem i nie zamierzam się odnosić do medialnych spekulacji.

Pana największy sukces jako selekcjonera kadry U-20 i U-19?

Zbudowanie relacji z zawodnikami. Po odejściu z PZPN otrzymałem mnóstwo telefonów i wiadomości od moich piłkarzy i ich rodziców. Bardzo się cieszę, że niedawni podopieczni i ich opiekunowie docenili fakt, że cały sztab trenerski zwracał ogromną uwagę nie tylko na aspekt techniczny, taktyczny i motoryczny, ale i społeczny. Udało nam się zebrać grupę zawodników, którzy świetnie się czuli w swoim gronie, a to przełożyło się na wyniki drużyny. Na mistrzostwach świata do lat 20 wyszliśmy z grupy, trzy razy graliśmy z Niemcami, dwukrotnie z Włochami i Portugalią, wygraliśmy z mistrzami świata – Ukrainą.

A niepowodzenie?

Nie było czegoś takiego. Każda trudna sytuacja, to i dla mnie i dla piłkarzy, była lekcja. Trudne momenty kształtowały charakter. Na przykład, kiedy ktoś nie zostawał powołania do kadry, to wysyłałem takiemu chłopakowi sygnał, że musi bardziej się starać, więcej pracować, że wciąż na niego liczę, ale musi udowodnić, że chce, że mu zależy. W zdecydowanej większości samoświadomość tych młodych ludzi była na tyle duża, że jeszcze bardziej przykładali się do treningów. Po prostu chcieli wrócić do reprezentacji.

Przez obie prowadzone przez pana reprezentacje przewinęło się wielu piłkarzy uznawanych za nadzieje polskiego futbolu. Którym z byłych podopiecznych wróży pan zrobienie poważnej kariery?

O każdym z tych chłopaków mógłbym napisać elaborat. Pracowaliśmy z zawodnikami kompleksowo. Dzięki zgromadzonym na temat piłkarzy danych, mam o nich sporą wiedzę. Procentują rozmowy, jakie odbyliśmy, obserwacje ich zachowania na boisku i poza nim. Miałem szczęście obcować z wieloma wybitnie utalentowanymi zawodnikami, ale to przede wszystkim od nich samych zależy, gdzie za jakiś czas będą. Zdecyduje o tym ich świadomość, głowa, ale również otoczenie. Każdemu ze swoich podopiecznych podarowałem książkę z dedykacją i ze zdjęciem Stadionu Narodowego. Chciałem, żeby była dla nich drogowskazem, że powinni dążyć do tego, by mam nadzieję, w niedalekiej przyszłości mogli na tym obiekcie zagrać w reprezentacji Polski. Ale by tak się stało, muszą mieć świadomość, że nie ma drogi na skróty, że być może nie każdy spełni swoje marzenia, ale wszyscy muszą pracować tak, by kiedyś mogli z czystym sumieniem móc powiedzieć sobie, że zrobili wszystko, żeby tam się znaleźć. Ja w każdym razie kibicuje każdemu z tych chłopaków. Mają mój numer telefonu i wiedzą, że zawsze mogą do mnie zadzwonić po radę, albo żeby tak zwyczajnie, po ludzku pogadać.

Kiedy zobaczymy pana na ławce trenerskiej?

Nie wiem. Nie napisałem na ścianie terminu powrotu do zawodu. Spokojnie rozważę oferty, jeśli takie się pojawią i wybiorę klub, w którym będę mógł się rozwijać i współtworzyć ciekawy projekt.

Czego panu życzyć na nowej drodze życia?

Zdrowia, bo ono jest najważniejsze i pasji oraz aby zawsze żyć zgodnie ze swoimi zasadami.

Rozmawiał Piotr Dobrowolski

 


Źródło: niezalezna.pl

#Jacek Magiera #piłka nożna

albicla.com@ Piotr Dobrowolski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo