PSG wygrało pierwsze spotkanie na Camp Nou 4:1 i losy awansu do ćwierćfinału Champions League wydawały się przed rewanżem rozstrzygnięte. Pomimo tego Barcelona próbowała od pierwszych minut nawiązać do pamiętnej "remontady" sprzed czerech lat, gdy temu samemu rywalowi potrafiła strzelić aż sześć goli.

"Duma Katalonii" odważnie zaatakowała gospodarzy na Parc des Princes zaraz po otwierającym spotkanie gwizdku sędziego. Paryżanie ograniczyli się do defensywy i niezbyt częstych kontrataków. Nieskutecznością raził jednak Ousmane Dembele, a pewnie i szczęśliwie bronił bramkarz Paris Saint Germain - Keylor Navas. Kiedy wydawało się, że pierwsza bramka dla Barcelony, to tylko kwestia czasu, to PSG wyszło nieoczekiwanie na prowadzenie. Clement Lenglet nadepnął na stopę Mauro Icardiego tak mocno, że Argentyńczyk prawie zgubił but.

Bombowy strzał Messiego w samo okienko

Arbiter w pierwszej chwili nie zauważył przewinienia, ale po weryfikacji podyktował rzut karny, który pewnie wykorzystał Kylian Mbappe. Fenomenalnym strzałem z ponad dwudziestu metrów popisał się w odpowiedzi Lionel Messi i po 37. minutach w Paryżu ponownie był remis. Tuż przed przerwą Barca mogła prowadzić, ale Navas nogą odbił uderzenie z "jedenastki" sześciokrotnego zdobywcy "Złotej Piłki".

Messi przegrał pojedynek z Navasem

W drugiej połowie Barcelona nadal dyktowała warunki gry. Niewiele jednak z tego wynikało, a czas dla hiszpańskiej drużyny mijał nieubłaganie. Jeszcze w 74. minucie trochę nadziei w serca kibiców "Blaugrany" wlać mógł Dembele, lecz Francuz wyraźnie nie miał swojego dnia i nie zdołał sięgnąć dobrego dośrodkowania. Mbappe natomiast mógł pogrążyć gości tuż przed zakończeniem spotkania. Autor hat-tricka w pierwszym meczu wpadł w pole karne, ale tym razem posłał futbolówkę wysoko nad poprzeczką.

W drugim środowym spotkaniu awans do ćwierćfinału zapewnił sobie Liverepool. "The Reds" pokonali 2:0 niemiecki RB Lipsk. Dla angielskiej drużyny gole zdobyli Mohamed Salah i Sadio Mane. Dzień wcześniej z awansu cieszyli się piłkarze FC Porto oraz Borussii Dortmund. Barcelona podzieliła los Juventusu, co oznacza, że w ćwierćfinałach zabraknie Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo. Ostatnia taka sytuacja w Lidze Mistrzów miała miejsce szesnaście lat temu.