"Śląsk przegrał, bo za bardzo bał się Legii" - Ryszard Tarasiewicz dla Niezalezna.pl

Ryszard Tarasiewicz to wychowanek i ikona Śląska Wrocław. W barwach „wojskowych” do 1989 roku rozegrał 214 meczów, w których zdobył 56 goli, a następnie jako jedyny trener w historii dolnośląskiego klubu, dwukrotnie wyprowadził go do I ligi i do Ekstraklasy. Dlatego nie dziwi, że „Taraś” mocno przeżył porażkę z Legią. - Można mieć mniejsze umiejętności niż rywale, ale piłkarzom nigdy nie powinno brakować odwagi. A w meczu z Legią, Śląsk zwyczajnie przestraszył się przeciwników i dlatego przegrał – twierdzi w rozmowie z portalem Niezależna.pl Tarasiewicz.

Legia Warszawa wygrała we Wrocławiu ze Śląskiem w piłkarskiej PKO BP Ekstraklasie
fot. Mateusz Kostrzewa/Legia.com

                          

Niezależna.pl: - Twierdza Wrocław po raz pierwszy w tym sezonie padła.„Wojskowi” na własnym stadionie ulegli Legii 0:1. Bardziej jest pan rozczarowany stylem gry swojej byłej drużyny, czy też faktem, że od 2012 roku wrocławianie na dziewiętnaście starć z warszawianami, wygrali tylko jedno?

Ryszard Tarasiewicz: - Legia nigdy nie była dla Śląska łatwym przeciwnikiem, dlatego nie ma co grzebać w trupach i cofać się do 2012 roku. Wolę skupić się na niedzielnym meczu. I tu nie ukrywam, że jestem mocno rozczarowany postawą wrocławian. Tym bardziej, że mistrzowie Polski nie byli najlepiej dysponowani i spokojnie można było ich pokonać. Jednak nie da się walczyć o całą pulę, bez odwagi. A tej piłkarzom Śląska zabrakło i o to mam do nich pretensje. Gdyby przycisnęli gości, sądzę, że coś by na pewno strzelili.

Czy mimo porażki, jest ktoś w ekipie z Wrocławia, kogo można pochwalić?

Choć brakuje mu regularności, to w przekroju całego sezonu nieźle spisuje się Erik Exposito. Ma spore możliwości, co pokazał choćby w poprzedniej kolejce w meczu z Pogonią, kiedy dwoma trafieniami odwrócił losy spotkania i zapewnił Śląskowi zwycięstwo. To plus. Martwi mnie natomiast, że najczęściej wyróżnianym i chwalonym zawodnikiem jest bramkarz Matus Putnocky. To nie najlepiej świadczy o pomyśle na grę drużyny.

Po przegranej z Legią na gorącym krześle usiadł trener Vitezlav Lavicka. Czechowi zarzuca się przede wszystkim, że na pięć rozegranych w tym roku spotkań, drużyna wygrała tylko jedno.

Nie ma co ukrywać – ze Śląskiem coś jest nie tak. Jeżeli ktoś pracuje ze zespołem ponad dwa sezony, to musi na drużynie odcisnąć swoje piętno. A tu co roku aspiracje są wysokie, a kończy się na ósmym, siódmym czy szóstym miejscu.

Gdyby szefowie zaproponowali panu pracę, objąłby pan wrocławski klub po raz trzeci?

Oczywiście! Wychowałem się w tym klubie, bardzo wiele mu zawdzięczam i jeśli mógłbym pomóc, to nie wahałbym się nawet przez minutę. Ale to akademicka dyskusja. Ktoś musi wykonać ruch, podjąć decyzję, nawiązać kontakt. Ja na pewno nie zostawiłbym Śląska w potrzebie.

Z GKS Tychy został pan zwolniony w marcu ubiegłego roku. Zatem co pan aktualnie porabia?

Wracając do wydarzeń sprzed dwunastu miesięcy, to chcę przypomnieć, że zostałem odsunięty od prowadzenia GKS-u po dziewięciu meczach z rzędu bez porażki. O dymisji zdecydowała jedna przegrana. Potem nastał czas pandemii, rozgrywki były zawieszone, więc tak naprawdę nie pracuję 6-7 miesięcy.

Brakuje ławki, meczowej adrenaliny?

Tak. Tym bardziej, że od sześciu czy siedmiu lat, nie miałem tak długiej przerwy.

Wracając do starć Śląska z Legią, może pan wymienić jeden mecz pomiędzy tymi drużynami, który szczególnie utkwił panu w pamięci?

To było w 1983 lub w 1984 roku. Graliśmy z nimi na starym stadionie przy Oporowskiej. Pojedynek zakończył się remisem 1:1, a ja pokonałem Jacka Kazimierskiego. Wtedy Legia była bardzo mocna. Ściągali do wojska najlepszych polskich piłkarzy, więc ten podział punktów był naszym sukcesem.

Skoro ściągali najlepszych, to pewnie i pan miał propozycję przejścia do Warszawy?

I Legia i Śląsk należały do pionu wojskowego. Tyle, że pierwszeństwo w wyborze zawodników miał klub ze stolicy. Do Śląska trafiali ci gracze, których nie chciała Legia. Ale była między klubami niepisana umowa, że nie podbierają sobie piłkarzy. Pewnie dlatego Legia nie robiła pode mnie podchodów. W tamtych czasach miałem propozycje z Widzewa, Górnika Zabrze i Lecha, ale byłem zafiksowany na Śląsk. Przyrzekłem sobie, że jeżeli odejdę z Wrocławia, to tylko za granicę.

Kto będzie mistrzem Polski i gra której drużyny robi na panu największe wrażenie w tym sezonie Ekstraklasy?

Legia ma siedem punktów przewagi na Pogonią oraz Rakowem i naprawdę trudno mi sobie wyobrazić, żeby zmarnowała taki kapitał. Co prawda warszawianie nie zachwycają, ale sztuką jest wygrywać nawet wtedy, gdy nie gra się najlepiej. Poza tym, wielkim atutem drużyny z Łazienkowskiej jest szeroka kadra, w której rezerwowi prezentują równie duże umiejętności, co zawodnicy z podstawowego składu. Dlatego myślę, że Legia obroni tytuł. Natomiast najkorzystniejsze wrażenie robi na mnie Piast Gliwice. Po słabym początku sezonu, Ślązacy złapali rytm. Grają ciekawy, efektowny futbol i... nikogo się nie boją. Pokazali to w stolicy, kiedy w ćwierćfinale Pucharu Polski wyeliminowali właśnie Legię.

Rozmawiał Piotr Dobrowolski

 


Źródło: niezalezna.pl

#Legia Warszawa #piłka nożna #Ekstraklasa #Ryszard Tarasiewicz #Śląsk Wrocław

albicla.com@Piotr Dobrowolski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo