Jak donoszą nieoficjalnie dziennikarze prawnicy Trumpa mieli wysłać w piątek tzw. cease-and-desist z żądaniem natychmiastowego zaprzestania wykorzystywania jego wizerunku w akcjach zbierania pieniędzy bez uzyskania jego wyraźnej zgody. Takie listy trafiły do Komitetu Narodowego Republikanów (RNC), czyli formalnych władz partii oraz do jego senackiego (SNRC) i izbowego (NRCC) odpowiednika. Zbierane wśród wyborców i firm przez te trzy organizacje pieniądze są głównym źródłem finansowania partii i kampanii wyborczych jej polityków. 

Pomimo m.in. tragicznych zamieszek 6 stycznia kolejne sondaże pokazują, że popularność Trumpa nie spada i nadal jest on najpopularniejszym Republikaninem. Kiedy pojawiła się plotka, że założy własną partię, to w jednym z sondaży więcej Republikanów zadeklarowało przejście do niej niż pozostanie w GOPie. Nic więc dziwnego, że władze Republikanów wykorzystują jego wizerunek do walki o datki od wyborców. Ostatnia taka akcja miała miejsce w piątek, kiedy RNC rozesłała maila zachęcającego do wpłacania pieniędzy na ich konto jako podziękowanie za jego pierwszą kadencję.

Nie jest dla nikogo tajemnicą, że Trump jeszcze przed wejściem w politykę uczynił ze swojego nazwiska i wizerunku istotny element swojego biznesu i jest bardzo czuły na punkcie tego, jak jest on wykorzystywany. Od jakiegoś czasu mówiło się, że bardzo nie podoba mu się fakt, że Republikanie wykorzystują go bez pytania o zgodę – tym bardziej, że część zbieranych w ten sposób pieniędzy była przeznaczana na finansowanie kampanii tych Republikanów, którzy są mu otwarcie wrodzy. Milczał jednak dla dobra partii i prawicy.

To, że nagle zmienił zdanie nie ma jednak raczej wiele wspólnego z ego czy dbałością o własną markę. Zdaniem wielu komentatorów polecił swoim prawnikom wysłanie takich listów gdyż chce odzyskać nad nim kontrolę. Ta z kolei będzie mu potrzebna do realizacji swojego planu reformy partii przy okazji wyborów w 2022 roku. W tym roku będą miały miejsce wybory do Izby Reprezentantów i jednej trzeciej Senatu, które mogą okazać się bardzo ważne. Biorąc pod uwagę to, jak wygląda prezydentura Joe Bidena – chociażby tysiące zwolnień wywołanych jego polityką ekologiczną – wiele wskazuje, że Republikanom uda się w tych wyborach odzyskać większości w obu izbach Kongresu.

W USA bardzo popularna jest instytucja prawyborów. Przyjętą w obu partiach praktyką jest jednak to, że jeśli jakiś polityk walczy o reelekcję, to inni nie rzucają mu wyzwania, dzięki czemu automatycznie dostaje partyjną nominację. Wcześniej Trump dla zasady pomagał takim politykom, nawet jeśli ich poglądy nie do końca mu odpowiadały. z, że z tym koniec. Teraz będzie popierał tylko tych, którzy będą dalej realizować jego wizję – zwłaszcza, jeśli będą chcieli pozbawić stanowisk jego partyjnych wrogów.

Biorąc pod uwagę jego ogromną popularność faktycznie ma wielkie szanse na realizację tego planu. Wielu republikańskich polityków, którzy poparli impeachment Trumpa w 2021 r. już się o tym przekonała, dostali bowiem za to oficjalne nagany ze strony oddziałów partii w ich stanach. Sam Trump ogłosił już swoje poparcie dla kilku polityków wśród których znalazł się jeden z jego byłych asystentów Max Miller – który chce odebrać stołek walczącemu o reelekcję kongresmanowi Anthoniemu Gonzalezowi. Gonzalez był jednym z prawicowych kongresmanów, którzy poparli impeachment Trumpa.

Trump zapowiedział również, że uda się na Alaskę aby prowadzić kampanię przeciwko starającej się o reelekcję senator Lisie Murkowski. Znana z lewicowych jak na GOP poglądów Murkowski była jednym z najostrzejszych republikańskich krytyków Trumpa. Bardzo często zdarzało się, że od głosu jej i jej koleżanki, senator Susan Collins, zależała realizacja planów byłego prezydenta USA i niejednokrotnie właśnie przez nią upadały w Senacie. „Źle reprezentuje swój stan, a swój kraj jeszcze gorzej” – powiedział ostatnio Trump dodając, że jest „bardzo złym i bardzo nielojalnym senatorem”. Niektórzy komentatorzy uważają jednak, że w tym wypadku Trump może nie dać rady. Murkowski została senatorem w 2002 roku i od tego czasu wygrywa wszystkie wybory w swoim stanie ze znaczną przewagą nad demokratycznymi rywalami.

Plany Trumpa wywołają zapewne konflikt z byłym liderem senackiej większości Republikaninem Mitchem McConnellem, który już zdążył zapowiedzieć, że partia poprze oficjalnie kandydaturę Murkowski. McConnell reprezentuje bez wątpienia partyjny establishment i nie był fanem Trumpa w trakcie wyborów 2016. Kiedy jednak Trump zwyciężył obaj politycy zawiązali taktyczny sojusz, którego ukoronowaniem było powierzenie przez prezydenta żonie McConnella stanowiska Sekretarza Transportu. Zdaniem wielu komentatorów to właśnie ten sojusz pozwolił na realizację przez Trumpa wielu obietnic wyborczych i uchronił go przed poważniejszymi konsekwencjami pierwszego impeachmentu.

Ten sojusz jednak rozpadł się po zamieszkach w Waszyngtonie. Żona McConnella demonstracyjnie odeszła ze stanowiska, które i tak miała stracić za dwa tygodnie, a sam McConnell nie wprowadził dyscypliny partyjnej podczas drugiego impeachmentu, któremu poddano Trumpa, i sam miał rozważać zagłosowanie za jego skazaniem, do czego ostatecznie nie doszło. Plany Trumpa oznaczają, że obaj politycy rozpoczną otwarty konflikt, a jego wynik wcale nie jest przesądzony. McConnell jest wprawdzie mniej charyzmatyczny od Trumpa i dużo mniej popularny, zwłaszcza w ostatnim czasie, ale ma ogromne wpływy w partii, a nawet jego przeciwnicy nie odmawiają mu sprytu i umiejętności prowadzenia polityki zakulisowej.