Koniec wielkiego pontyfikatu

  

Abdykacja Benedykta XVI, choć decyzja ta nadal zaskakuje i wywołuje masę interpretacji i pytań, nie powinna przesłaniać całości jego pontyfikatu. A ten, choć stosunkowo krótki, bo trwający zaledwie dziewięć lat, był pontyfikatem nie tylko wielkim, ale i trudnym. Papież musiał zmagać się z kryzysem, ale także wytyczał nowe drogi Wspólnocie Wiary.

Nie ma wątpliwości, że w najbliższych dniach wielu katolików, chrześcijan, a także ludzi całkowicie niewierzących będzie sobie zadawać pytanie, co takiego stało się w Kościele, że po raz pierwszy od XV w. biskup Rzymu zdecydował się podać do dymisji. Teorie, które – już za chwilę – powstaną na ten temat, będą mniej lub bardziej fantastyczne, mniej lub bardziej zgodne z rzeczywistością. Jedno pozostaje jednak oczywiste. Niezależnie od tego, czego jeszcze dowiemy się o tej decyzji, i tak pozostanie ona jedną z bardziej zaskakujących, choć przewidzianych prawem, sytuacji w Kościele. Sytuacji, która wymaga – jako swoisty kościelny „znak czasu” – głębokiej refleksji teologicznej i duszpasterskiej.

Duchowy mocarz

Refleksję tę trzeba rozpocząć od analizy tego, co sam papież napisał o swojej rezygnacji. I choć słowa te są wyrażone w ostrożnym języku dyplomacji, to jednocześnie są pełne treści. „Zyskałem pewność, że z powodu podeszłego wieku moje siły nie są już wystarczające, aby w sposób należyty sprawować posługę Piotrową” – tłumaczy papież w oświadczeniu na temat abdykacji. I uzupełnia: „Jestem w pełni świadom, że ta posługa, w jej duchowej istocie, powinna być spełniana nie tylko przez czyny i słowa, ale w nie mniejszym stopniu także przez cierpienie i modlitwę. Tym niemniej, aby kierować łodzią św. Piotra i głosić Ewangelię w dzisiejszym świecie, podlegającym szybkim przemianom i wzburzanym przez kwestie o wielkim znaczeniu dla życia wiary, niezbędna jest siła zarówno ciała, jak i ducha, która w ostatnich miesiącach osłabła we mnie na tyle, że muszę uznać moją niezdolność do dobrego wykonywania powierzonej mi posługi”.

W tych słowach chyba najmocniej uderzają te o braku siły ducha niezbędnej do odpowiedzialnego kierowania „łodzią św. Piotra”. I tych słów nie należy interpretować tylko jako kurtuazji, ale trzeba w nich dostrzec wielkie wyznanie „skromnego robotnika w winnicy Pańskiej” (jak sam siebie określał Benedykt XVI). Papież, co mocno podkreślał w rozmowie z portalem Fronda.pl Paweł Milcarek, mówiąc o takim wyczerpaniu, może wskazywać, że „dalsze sprawowanie urzędu byłoby dla papieża jakimś ciężarem, w jego przekonaniu przekraczającym jego aktualną zdolność panowania nad sytuacją”. „Mam wrażenie, że Benedykt XVI jest zdania, że Kościół na długo uzyskał wszystko, co najlepsze w lekcji publicznego umierania papieża i dziś nie potrzeba mu powtarzania tej lekcji, bo ona nie jest bez ceny. Istnieje cena, której my, obserwatorzy na odległość, nie widzimy, a która polega na tym, że jednak w pewnym momencie Kościołem przestaje rządzić człowiek zdolny do wykonywania pewnych decyzji, rządzenie zaczyna się przenosić na instytucje, w których różni ludzie promują różne, ważne dla nich sprawy, wykonują jakieś plany. Wchodzimy wtedy w jakieś złudzenie wykonywania prymatu Piotrowego przez osobę biskupa Rzymu, który w praktyce już tego nie robi. Benedykt XVI długo musiał sobie radzić z różnymi problemami, które narosły także w ostatnich latach pontyfikatu Jana Pawła II. Na dużym poziomie ogólności mówię o wszystkich kłopotach związanych z nadużyciami w Kościele (…). Pewnie Benedykt XVI ma dużą świadomość tego, że te problemy nie ustały, wciąż jest dużo naprawdę trudnych spraw i potrzeba, aby Duch Święty zaczął się posługiwać kimś, kto będzie miał nowe siły, aby sobie z tym radzić” – podkreślał Milcarek.

Potrzeby tej wielkiej siły, koniecznej do walki z nadużyciami seksualnymi, ale także naciskami świata i części ludzi Kościoła, by Kościół zrezygnował z głoszenia Prawdy, której nie jest właścicielem ani dysponentem, był Benedykt XVI świadom już na początku pontyfikatu, gdy z niezwykłą pokorą prosił katolików o modlitwę. „Módlcie się za mnie, żebym nie bał się wilków, które przychodzą do owczarni Chrystusowej” – mówił wtedy, wyraźnie wskazując, że jedyną jego mocą w walce z wilkami w owczej skórze, które gnębią Kościół, jest modlitwa katolików i wsparcie Ducha Świętego. Ale przychodzi też taki moment, gdy do walki potrzebne są także ludzkie siły. Benedykt XVI – jak sam mówi w głębokiej modlitwie – uznał, że już mu ich brakuje.

Strażnik wiary

I w sumie nie powinno to zaskakiwać nikogo, kto choćby pobieżnie poznał życie Benedykta XVI (kardynała Josepha Ratzingera). Było ono nieustanną rezygnacją z własnych planów i marzeń na rzecz tego, czego chciał od niego Kościół i Bóg. Znakomity teolog zrezygnował z kariery naukowej i zgodził się zostać biskupem. Człowiek, który z pasją prowadził teologiczne badania, przyjął propozycję, by zostać strażnikiem wiary, jednym z najbardziej atakowanych ludzi Kościoła, określanych mianem „pancernych kardynałów”, wielkich inkwizytorów. Kard. Ratzinger kilkakrotnie chciał zrezygnować, ale zawsze ustępował na prośbę Jana Pawła II. A gdy wszystko wskazywało na to, że wreszcie – po śmierci papieża z Polski – będzie mógł udać się na zasłużoną emeryturę, pisać teologiczne książki i grać na pianinie, konklawe wybrało go na następcę św. Piotra i zastępcę Jezusa Chrystusa, wkładając na jego ramiona jeszcze większy ciężar: posługi papieskiej.

Rolę tę, mimo wieku i stanu zdrowia, papież Benedykt pełnił z niebywałą pasją. Reforma reformy liturgii, przywrócenie pełni praw rytowi trydenckiemu, niezwykły nacisk na teologię miłości w kolejnych encyklikach czy przywrócenie Tradycji Kościoła w teologii biblijnej (co dokonane zostało w trylogii o życiu Jezusa Chrystusa) – już tylko to pozwoliłoby na określenie tego pontyfikatu mianem wielkiego. A przecież Ojciec Święty sformułował niezwykle mocną zasadę hermeneutyki Soboru Watykańskiego II (hermeneutykę ciągłości w odróżnieniu od błędnej hermeneutyki zerwania), silnie dyscyplinował Kościoły Zachodnie, a wreszcie dokonał wielkiego przełomu ekumenicznego, jakim było przywrócenie jedności z częścią anglikanów.

Stworzenie ordynariatu dla katolików, którzy powrócili do Rzymu ze wspólnoty anglikańskiej, a także sugestia, że podobną decyzję można podjąć wobec luteranów (którą kilkanaście dni temu wyraził prefekt Kongregacji Nauki Wiary), jest wytyczeniem zupełnie nowych dróg dla katolickiego ekumenizmu, którego celem jest nie tylko sama rozmowa, ale także realne odbudowanie jedności. I to się właśnie udało. Papież doprowadził do tego, że do jedności z Rzymem i papieżem powrócili członkowie wspólnoty, która od wieków była schizmatycka, a nawet heretycka. Powrót ten wzbogacił jednak także liturgiczną tradycję Kościoła rzymskokatolickiego, przywracając mu anglosaską liturgię, sięgającą korzeniami epoki sprzed Trydentu.

Ostatnie miesiące pontyfikatu to zasygnalizowanie kolejnych frontów wojny. Benedykt XVI wskazał, że jednym z największych wyzwań dla współczesnego Kościoła, ale i ludzkości, jest ideologia gender. Rozmycie różnicy między kobiecością a męskością uderza nie tylko w rodzinę, ale szerzej w całe życie społeczne i kościelne. Chrześcijanie zostali więc wezwani przez papieża do walki z genderyzmem i do przeciwstawiania mu prawdziwej teologii kobiecości i męskości, zakorzenionej w Księdze Rodzaju, doskonale zinterpretowanej i opracowanej przez Jana Pawła II jako teologia ciała (opisana w książce Ch. Westa „Teologia ciała dla początkujących”).

Całość tekstu w „Gazecie Polskiej”
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska


Wczytuję komentarze...

Senegal, Argentyna, Meksyk, Norwegia... Polska niepodległość świętowana na całym świecie!

Polskie barwy w Hiszpanii / twitter.com/@PLInst_Madrid

  

Polacy świętowali dziś 101 rocznicę odzyskania niepodległości. Z tej okazji w całej Polsce odbywały się marsze, koncerty i różne patriotyczne wydarzenia. Okazuje się, że świąteczny nastrój wymknął się poza granice naszego kraju i rozlał na cały świat.

Główne obchody Narodowego Święta Niepodległości miały miejsce na placu Józefa Piłsudskiego w Warszawie, gdzie w obecności najwyższych władz państwowych odbyła się uroczysta odprawa wart z okazji Święta Niepodległości. Przed Grobem Nieznanego Żołnierza zebrali się m.in. prezydent Andrzej Duda, premier Mateusz Morawiecki, kombatanci, mieszkańcy Warszawy i ci, którzy przyjechali na obchody z całego kraju.

[polecam:https://niezalezna.pl/296766-wazne-slowa-prezydenta-w-swieto-niepodleglosci-cale-pokolenia-nie-mialy-takiego-szczescia-jak-my]

Polskie barwy nie powiewały jednak tylko w granicach naszego kraju. W sieci pojawiło się mnóstwo zdjęć i nagrań ukazujących świętowanie polskiej niepodległości na całym świecie.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl