Marcin Lewandowski grzmi po werdykcie w Toruniu. Polski lekkoatleta mówi o norweskim szantażu

Marcin Lewandowski jest bardzo rozczarowany decyzją sędziów, którzy cofnęli dyskwalifikację norweskiego biegacza w halowych mistrzostwach Europy. Jakob Ingebrigtsen jako pierwszy minął metę, ale później jego wynik został anulowany, ze względu na przekroczenie toru. Złożono protest, a lekkoatleta zagroził, że opuści Toruń. W ten sposób Ingebrigtsen ponownie został zwycięzcą biegu na 1500 metrów. "Szantaż się chyba udał" - skomentował Lewandowski, który dodał: "Zasady powinny dotyczyć wszystkich, a nie tylko niektórych".

Marcin Lewandowski nie jest zadowolony z decyzji sędziów w Toruniu
Fot. Tomasz Hamrat / Gazeta Polska

Marcin Lewandowski po odebraniu srebrnego medalu odniósł się do sprawy zamieszania z dyskwalifikacją Jakoba Ingebrigtsena.

Zasadniczo jestem i tak bardzo szczęśliwy z tego sukcesu. Jestem zadowolony z rozegrania biegu. Drugie miejsce smakowało jednak lepiej po przekroczeniu mety niż później, gdy zobaczyłem na powtórkach relację w telewizji. Norweg był lepszy, ale złamał przepisy. Zasady powinny dotyczyć wszystkich, a nie tylko niektórych. Tym jestem wkurzony

- wskazał popularny Lewy.

Marcin Lewandowski zdenerwowany po decyzji sędziów

Dodał, że słyszał o szantażu ze strony Norwegów. Gdyby nie przywrócono złota ich reprezentantowi, groził on wyjechaniem z mistrzostw i rezygnacją ze startu na 3000 m.

Jak widać, szantaż się chyba udał. Wiadomo, że to duże nazwisko i gwiazda lekkiej atletyki. Nie tak to chyba jednak powinno wyglądać. Przez cały stres związany z tą sytuacją naciągnąłem coś w okolicach pleców i szyi. To spowodowało, że nie byłem dziś rano w stanie stanąć do walki w eliminacjach biegu na 3000 m

- powiedział Lewandowski.

W wywiadzie dla TVP stwierdził, że po takim potraktowaniu przez działaczy zrezygnuje z zasiadania w Komisji Zawodniczej European Athletics.

Później rozmawiałem jednak o tym z Sebastianem Chmarą. On poprosił mnie, abym tego nie robił. Może rzeczywiście lepiej zostać i walczyć o zmiany w przepisach, a przede wszystkim równe traktowanie wszystkich zawodników. Powiedziałem to dzisiaj w oczy młodemu Norwegowi. Przyznałem mu, że na bieżni był lepszy, ale są zasady, które muszą dotyczyć wszystkich. On je wczoraj naruszył i to nie jest moja opinia, tylko wszystkich sędziów. Działacze z komisji odwoławczej wiedzieli jednak swoje. To nawet nie była kontrowersyjna sytuacja, tylko absolutnie prosta do oceny. Powinna być dyskwalifikacja i tyle. Wybrano inne - złe rozwiązanie

- dodał Lewandowski.

Polak uzyskał czas 3.38,06 i przegrał z Ingebrigtsenem o pół sekundy. Brąz zdobył Hiszpan Jesus Gomez - 3.38,47. Później Norweg został zdyskwalifikowany, ale złożono skuteczne odwołanie. Później odwołała się strona Polska, która wskazała, że Ingebrigtsen chwytał polskiego biegacza za koszulkę.

Złożyliśmy protest nie w sprawie przekroczenia toru przez Norwega, ale ws. łapania przez niego za rękę i koszulkę Michała Rozmysa. Niestety został on przez sędziów odrzucony

- powiedział wiceprezes PZLA Tomasz Majewski.

Dyrektor sportowy PZLA Krzysztof Kęcki podkreślił, że sędziowie ze zrozumieniem odnosili się do argumentów Polaków, przeanalizowali wskazane przez polską ekipę dowody i nagrania wideo:

Niestety nie zmienili decyzji, chociaż mieli wszystkie powody do tego.

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

#Marcin Lewandowski #Jakob Ingebrigtsen #lekkoatletyka #HME w Toruniu #halowe mistrzostwa Europy

albicla.com@januszmilewski
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo