"Realizujemy w PKN Orlen wiele bardzo dużych, ważnych projektów. Akwizycje, które zrobiliśmy i które finalizujemy, naruszają interesy wielu osób i podmiotów w Polsce, ale i za granicą. Gdybym zajmował się w Orlenie wyłącznie administrowaniem i przymykał oko na pewne układy, to pewnie bym miał święty spokój i nikt by mnie nie atakował. Byłoby jak dawniej. Ale nie jest. Przecież wyniki mówią same za siebie. Orlen w ciągu ostatnich pięciu lat wypracował 26,2 mld zł zysku. W czasie ośmiu lat rządów PO-PSL było to łącznie 2,9 mld zł"

- podkreśla Daniel Obajtek.

Posłowie opozycji ogłosili "Koniec projektu Obajtek na premiera". W Sejmie już ponoć nikt nie wierzy w awans prezesa Orlenu. Pan jeszcze wierzy?

Nigdy nie było takiego pomysłu. Niektórzy po prostu lubią odnosić się do projektów i sytuacji, które nigdy nie istniały, bo wtedy fakty nie są istotne i liczą się spekulacje. Można manipulować i zmieniać rzeczywistość. Czy myśli pan, że to przypadek? Nie, tak samo jak nieprzypadkowe są oczerniające mnie artykuły w "Gazecie Wyborczej". Projekty, w tym połącznie z Lotosem i PGNiG, dalsze dywersyfikowanie dostaw ropy i przekształcenie Orlenu w multienergetyczny koncern mam do wykonania tu w Orlenie i zamierzam te projekty zrealizować.

Dziennikarze "Gazety Wyborczej" twierdzą, że pracowali nad tematem tzw. Taśm Obajtka od dwóch lat, ale ludzie zaczęli z nimi rozmawiać dopiero w ostatnich miesiącach, gdy się okazało, że ma pan zostać premierem. Może gdyby do tego nie doszło, to nie byłoby sprawy?

Mówiłem to wielokrotnie, ale powtórzę raz jeszcze: nigdy nawet nie aspirowałem do tej funkcji.

Ale to o panu Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla telewizji wPolsce powiedział: "Jest on nadzieją. Nadzieją nie naszego obozu politycznego, nie jakiejś grupy partykularnej, tylko po prostu Polski. Wszystkich Polaków, którzy chcą po prostu dobra naszego narodu."

Bardzo dziękuję Premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu za te słowa, ale tak jak powiedziałem, mam do wykonania kluczowe dla Orlenu zadania, które będą miały pozytywny wpływ na całą gospodarkę i Polskę. To jak te słowa interpretuje "Gazeta Wyborcza" pozostawiam "Gazecie Wyborczej". W mojej ocenie to manipulowanie opinią publiczną. Podobnie zresztą, jak seria publikacji tego dziennika na mój temat.

Czy jako wójt Pcimia, chciał pan "wykończyć firmę swojego wuja" kierując "z tylnego siedzenia" konkurencyjną spółką? Dowodem na to mają być nagrania rozmów, którymi dysponuje "Gazeta Wyborcza".

Przede wszystkim ani "Gazeta Wyborcza", ani ja, bo mówimy o sytuacjach sprzed kilkunastu lat, nie jesteśmy w stanie potwierdzić wiarygodności tych nagrań. Jak ktokolwiek może się odnieść do prywatnych rozmów, potajemnie nagrywanych, prawdopodobnie kilkanaście lat temu? Tak po ludzku, kto by pamiętał takie rozmowy? To jest ogromna przestrzeń do nadużyć i manipulacji informacjami, która została wykorzystana przez "Gazetę Wyborczą".

Nie mogę przejść obok tego obojętnie. Dlatego jako osoba prywatna zaangażowałem kancelarię prawną, która w moim imieniu zajmuje się tymi oszczerstwami. Zleciłem analizę treści opublikowanych przez gazetę rozmów, choć nie wiem, czy są autentyczne, z jakiego okresu pochodzą. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby te nagrania były zmontowane.

W tych nagraniach sprzed kilkunastu lat używam słownictwa, które odbiega od pewnych standardów i nie powinno paść nawet w największych emocjach i za to przepraszam. Były to jednak prywatne rozmowy sprzed wielu lat. Wszystko inne to manipulacja "Gazety Wyborczej". Na tych taśmach nie ma nic co potwierdzałoby, że w jakikolwiek sposób złamałem prawo. Nigdy nie ukrywałem, że byłem w przeszłości udziałowcem firmy TT Plast i znam właścicieli tej firmy. Nigdy jednak, będąc wójtem, nie pracowałem ani dla tej, ani dla żadnej innej firmy. Nie złamałem prawa.

Redakcja "GW" uznaje, że Orlen w pana imieniu potwierdził prawdziwość nagrań.

Ani ja, ani nikt inny w moim imieniu, nie potwierdził prawdziwości tych nagrań. To kolejne z całej lawiny kłamstw na mój temat, które się ostatnio pojawiły w tym medium.

Pod pana adresem kierowane są także zarzuty, dotyczące oświadczeń majątkowych.

W 2011 roku CBA przez 9 miesięcy, non stop, szczegółowo weryfikowało cały mój majątek. Miałem sprawdzone wszystkie konta i przepływy finansowe z 15 lat. Sprawdzano wszystkie zakupy, których dokonałem od 18 roku życia. Wszystkie osoby, które w tym czasie ze mną podpisywały jakieś umowy czy akty notarialne, były wzywane i przesłuchiwane.

Tak samo sprawdzana była cała moja rodzina: ojciec, mama i brat. Równolegle mieliśmy kontrole Urzędu Skarbowego, który dokonał wnikliwej weryfikacji całego majątku, którego się dorobiłem w dorosłym życiu. Nie postawiono mi żadnego zarzutu. Za tę wnikliwość mogę dziś podziękować panu ministrowi Pawłowi Wojtunikowi, bo to on był wtedy szefem CBA i panu Andrzejowi Seremetowi, bo był wtedy prokuratorem generalnym. Potem miałem jeszcze kontrolę w 2018 roku, po doniesieniach posła Sowy i też nic z tego nie wynikło. Zresztą do dziś jestem dla posła Sowy celem politycznym.

A co z zawiadomieniem, które w 2016 roku złożył Roman Lis? Decyzję o odmowie wszczęcia śledztwa podjęła wtedy Katarzyna Miszgoraj, która była asesorem. Dwa lata później otrzymała prokuratorską nominację. Zdaniem anonimowych prokuratorów, którzy wypowiadają się na łamach "GW", nie było podstaw do odmowy śledztwa.

Dotknął pan sedna tego, jak skonstruowane są pomówienia wobec mnie. Anonimowe opinie, anonimowych prokuratorów. Nie będę odnosił się do takich niby-faktów przedstawianych przez dziennikarzy, bo to niemożliwe.

Prawda jest taka, że w prokuraturze nie toczą się przeciwko mnie żadne postępowania. Wszystkie sprawy sądowe, dotyczące wydarzeń, którymi manipuluje "Gazeta Wyborcza", zostały prawomocnie rozstrzygnięte na moją korzyść. Stopień wiarygodności, szczególnie pana Romana Lisa, jest w tym wszystkim zerowy.

 Dlatego, że jest pana wujem?

Zacznijmy od tego, że pan Roman Lis to daleki krewny ze strony ojca. Ten człowiek od 15 lat zamienia moje życie w koszmar. Tylko dlatego, że miałem odwagę zeznawać prawdę w procesie o wyłudzenie środków publicznych z Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych oraz innych procesach jakie miał o oszustwa i malwersacje. To między innymi moje zeznania doprowadziły do skazania go prawomocnym wyrokiem.

Co więcej, pan Roman Lis był skazany za nakłanianie do składania fałszywych zeznań, a dziś jest "wiarygodnym" źródłem "Gazety Wyborczej". A jeśli pan Roman Lis uważa, że go skrzywdziłem, to takie sprawy rozstrzyga się w sądzie, a nie w mediach. Jego problem polega na tym, że ja już z nim i jego rodziną wygrałem prawomocnie kilka spraw w latach 2011-2012 związanych z pomówieniami.

A kwestia pałacu, który pan remontuje za publiczne pieniądze?

Doprecyzowując – mówimy o nieruchomości, która w momencie zakupu była doszczętnie zniszczona. Wymagała i nadal wymaga gruntownego remontu. Zresztą od samego początku sam, z własnych pieniędzy, w miarę możliwości finansowałem te prace, żeby zabytek w ogóle mógł przetrwać. Poza kapitałem te prace wymagały jednak czasu i tylko dlatego szukałem Fundacji, która się tym zajmie.

Teraz szuka się sensacji pomijając kluczowe fakty - celem zakupu tej nieruchomości było zapewnienie miejsca dla osób z dysfunkcjami i zaburzeniami rozwojowymi, zaburzeniami mowy i komunikacji, zespołem Tourette'a. Czas użyczenia to aktualnie 30 lat. Z kolei środki pozyskiwane są w ramach dostępnych opcji, wnikliwie weryfikowane i rozliczane. Cały szum medialny wokół tej sprawy to kolejny dowód, że ataki na mnie nie są przypadkowe.

Jeśli pozwie pan "GW", to na prawomocne wyroki trzeba będzie trochę poczekać. Dynamika polityki, informacji, rynku jest zupełnie inna. Nie uważa pan, że sprawę należałoby szybciej wyjaśnić?

W przeciwieństwie do "Gazety Wyborczej", ja nie wydaję wyroków. Od tego są odpowiednie organy. Zarządzam Orlenem i nie mam zamiaru zajmować się oglądaniem za siebie. Z wieloma problemami musiałem sobie radzić sam i z tym sobie też poradzę. Na pewno nikt nie doprowadzi do tego, że będę się codziennie zajmował publikacjami "Gazety Wyborczej". Od tego są prawnicy i sale sądowe. Mam do przeprowadzenia strategiczne projekty dla Orlenu, dla państwa, dla polskiej gospodarki i je przeprowadzę.

Ktoś chce panu w tym przeszkodzić?

Realizujemy w PKN Orlen wiele bardzo dużych, ważnych projektów. Akwizycje, które zrobiliśmy i które finalizujemy, naruszają interesy wielu osób i podmiotów w Polsce, ale i za granicą.

Gdybym zajmował się w Orlenie wyłącznie administrowaniem i przymykał oko na pewne układy, to pewnie bym miał święty spokój i nikt by mnie nie atakował. Byłoby jak dawniej. Ale nie jest. Przecież wyniki mówią same za siebie. Orlen w ciągu ostatnich pięciu lat wypracował 26,2 mld zł zysku. W czasie ośmiu lat rządów PO-PSL było to łącznie 2,9 mld zł. W dotkniętym pandemią 2020 roku Orlen wypracował prawie 3,5 mld zysku. Proszę spojrzeć na wyniki innych koncernów paliwowo-energetycznych, globalnych, które mają miliardowe straty. Do tego dochodzi cała kwestia suwerenności energetycznej Polski i budowy w naszym regionie bezpieczeństwa i niezależności. To oczywiste, że moje działania budzą sprzeciw wielu środowisk i w tym kontekście ten atak nie jest zaskoczeniem.

Podobnie odpowiedział pan w mediach społecznościowych Donaldowi Tuskowi, gdy stwierdził w TVN24, że nie powierzyłby panu nawet zarządzania stacją benzynową…

Stwierdzenie bardziej złośliwe niż merytoryczne. Orlen, kiedy premierem był Donald Tusk miał potężne kłopoty, były nawet problemy z płynnością finansową. Za jego czasów na paliwie w Polsce dobrze zarabiały, tak naprawdę, tylko mafie paliwowe, a on sam nie widział nic złego w tym, żeby Lotos sprzedać Rosjanom.

Według Urzędu Regulacji Energetyki, po wejściu w życie tzw. Pakietu Paliwowego w 2017 roku, średni wzrost sprzedaży paliw ciekłych wyniósł 11 proc. przy zmniejszonej o 18 proc. liczbie przedsiębiorców posiadających koncesje. To prawda, że Orlenowi zbrakło wtedy w magazynach oleju napędowego i benzyny?

Po zlikwidowaniu mafii paliwowych, nagle stanęliśmy przed ogromnym wyzwaniem logistycznym. Istniało realne zagrożenie, że Orlenowi naprawdę skończą się zapasy. Od 2015 do 2019 roku znacząco wzrosła sprzedaż paliw na stacjach Orlen – oleju napędowego o 48 proc. do 17,4 mln ton, natomiast benzyny o 26 proc. do 4,7 mln ton. W tym samym czasie o blisko 26 proc. wzrosły też przychody PKN Orlen ze sprzedaży. A do budżetu państwa z tytułu podatków PKN Orlen wpłacił prawie 13 mld zł więcej. To jest odpowiedź na pytania: jak duży był rynek nielegalnego obrotu paliwem w Polsce i dlaczego Orlen za czasów Donalda Tuska tak słabo zarabiał.

Pańscy adwersarze uważają, że niskie zyski Orlenu w czasach PO były efektem odpisywania rezerw w związku z inwestycją w Możejki z czasów PiS. Chodziło o dokonywanie odpisów z tytułu utraty wartości zgodnie z Międzynarodowym Standardem Rachunkowości (MSR 36).

Niezależnie od tego, czy porównamy wyniki przed odpisami czy po, zysk netto za ostatnie pięć lat, będzie większy niż suma z jeszcze wcześniejszych pięciu, ośmiu, czy nawet kilkunastu lat. Jako spółka publiczna publikujemy nasze wyniki regularnie i każdy może sobie dane pobrać i porównać. Odpisy aktualizujące wartość Możejek, ale także wielu innych aktywów, służą urealnieniu wartości majątku w danym czasie. Likwidacja szarej strefy miała istotny wpływ na poprawę rentowności rafinerii w Możejkach, dzięki której mogliśmy w większym stopniu zaspokoić potrzeby konsumpcyjne w Polsce. Ale jej znaczenia nie należy sprowadzać wyłącznie do pozycji w bilansie. Odpowiednie decyzje inwestycyjne mogły poprawić sytuację Możejek, ale nie zostały wtedy podjęte. Pierwsza instalacja petrochemiczna w Możejkach powstawała dopiero w 2019 roku. Poprawiliśmy też relacje z naszymi sąsiadami, a kolejne inwestycje są rozważane.

Odnośnie wzrostu długu – odsyłam do podstaw zarządzania. Brak długu w spółce świadczy przede wszystkim o braku pomysłów na dalszy rozwój spółki i powoduje powolną utratę udziałów rynkowych. Poza tym, finansowanie długiem jest tańsze niż kapitałem własnym. Trzeba też umiejętnie nim zarządzać. To konieczne nie tylko do dynamicznego rozwoju, ale w przypadku transformacji energetycznej, która dokonuje się w całej branży, może okazać się kluczem do przetrwania, a nawet zmiany układu sił.

Przez ostatnie pięć lat Orlen dokonał wielu odważnych inwestycji, w tym akwizycyjnych. Bez nich, dzisiaj, w okresie najgorszego historycznie utrzymującego się otoczenia makro, mówilibyśmy prawdopodobnie o istotnych stratach koncernu, a nie regularnie osiąganych zyskach. Przed nami czas wielkich zmian, do których jesteśmy dobrze przygotowani. Zamiast patrzeć wstecz i rozliczać przeszłość, wolimy skupić się na przyszłych możliwościach i wyzwaniach, co pokazaliśmy w naszej strategii 2030.

W tym roku wyniki mogą się pogorszyć nie tylko ze względu na pandemię. Opozycja nawołuje do bojkotu Orlenu. Zauważyliście odpływ klientów?

To są skandaliczne słowa i zachowania polskich parlamentarzystów. Jeżeli polski polityk nawołuje do bojkotu Orlenu, to występuje przeciwko inwestycjom w polski sport, kulturę, szeroko pojęte zadania społeczne i przede wszystkim, przeciwko rozwojowi firmy, która gwarantuje bezpieczeństwo energetyczno-paliwowe naszego państwa oraz zapewnia miejsca pracy. Patriotyzm gospodarczy to wszechobecny trend – według badań instytutu Kantar większość, bo prawie 90 proc. Polaków, do zakupu danego produktu zachęca informacja o jego krajowym pochodzeniu. Czy wyobraża pan sobie, aby parlamentarzysta niemiecki czy francuski nawoływał do bojkotu narodowych koncernów?

Lewica wzywa pana do złożenia dymisji. Podda się pan?

Przecież nie tylko politykom Lewicy zależy na mojej dymisji. Tak jak powiedziałem, Orlen realizuje projekty inwestycyjne i akwizycyjne strategiczne zarówno dla przyszłości koncernu, ale i polskiej gospodarki. Nie wszystkim jest to na rękę. Przejęliśmy spółkę Energa i spółkę Ruch. Odkupiliśmy od niemieckiego właściciela spółkę Polska Press, finalizujemy fuzję z Lotosem. Nota bene o konieczności połączenia Orlenu z Lotosem mówiono od 20 lat, ale nic z tego nie wyszło. Do moich zapowiedzi też podchodzono sceptycznie, ale teraz kiedy ten projekt jest bliski finału "Gazeta Wyborcza" wrzuca nagrania sprzed kilkunastu lat, co do których nie ma pewności czy nie zostały zmanipulowane.

Ale tę sprawę, jak już wspomniałem, będzie prowadził zaangażowany przeze mnie prawnik. Ja muszę się skoncentrować na tym, co zacząłem w Orlenie. Nikt mnie nie zastraszy, nie zrobię ani kroku w tył.