Obserwacja AfD ma zostać zawieszona do czasu rozpatrzenia zażalenia, złożonego do sądu przez tę partię. Sąd administracyjny w Kolonii orzekł dziś, że służby wywiadowcze nie zadbały dostatecznie o poufność operacji, mimo iż informacje o niej powinny pozostać tajne do zakończenia całej procedury.

Tygodnik "Der Spiegel" podał w środę, że Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV) uznał, iż AfD reprezentuje ekstremistyczne poglądy, które zagrażają demokracji. Kontrwywiad zaklasyfikował partię jako "podejrzany przypadek", co zezwala mu na monitorowanie jej komunikacji czy wprowadzenie informatorów w jej szeregi. Gazeta powołała się na wewnętrzny komunikat BfV, skierowany przez szefa tej instytucji Thomasa Haldenwanga do kierownictw jej regionalnych oddziałów.

Informacje o działaniach kontrwywiadu, które wyciekły do prasy, stały się przedmiotem kpin ze strony władz AfD. Współprzewodniczący partii Joerg Meuthen mówił o "służbie wywiadowczej, która niczego nie potrafi utrzymać w tajemnicy" i wezwał Haldenwanga do ustąpienia.

Drugi współprzewodniczący Tino Chrupalla jest zdania, że ten "policzek" wymierzony służbom specjalnym jest "dobrym sygnałem".

Kierownictwo BfV odmówiło komentarza, mówiąc, że nie może wypowiadać się publicznie w tej sprawie z powodu trwającego procesu prawnego.

AfD weszła do Bundestagu cztery lata temu, przyciągając wyborców niezadowolonych z decyzji kanclerz Angeli Merkel z 2015 r. o przyjęciu ponad miliona migrantów. Partia ma deputowanych w parlamentach wszystkich 16 krajów związkowych Niemiec, ale jest bojkotowana przez inne ugrupowania, które twierdzą, że jej retoryka przyczynia się do tworzenia atmosfery nienawiści, zachęcającej do przemocy politycznej.

Współprzewodniczący partii Meuthen deklaruje, że chce ją oczyścić z członków podejrzewanych o sympatyzowanie ze skrajnie prawicowymi grupami bojowymi i uczynić ją bardziej przyjazną dla szerszej części niemieckiej opinii publicznej.

Jak pisze agencja AFP, inwigilacja służb wywiadowczych w świecie niemieckiej polityki jest postrzegana jako "hańba" dla partii, bowiem podejmowana jest głównie wobec ugrupowań skrajnie prawicowych. Tym razem podstawą do obserwacji AfD stał się 1000-stronicowy raport wywiadowczy, w którym skatalogowano "rzekome naruszenia przez partię wolnego i demokratycznego porządku prawnego".

Śledczy do raportu zebrali kilkaset przemówień lub oświadczeń urzędników AfD na wszystkich szczeblach. Kluczowe znaczenie miały informacje z najbardziej radykalnego nurtu AfD, zwanego Skrzydłem (Fluegel) i bliskiego neonazistom. Ruch ten wprawdzie oficjalnie już nie istnieje, ale jego przedstawiciele nadal są członkami ugrupowania.