Lewica chciała zdyskredytować autora "Grincha". Nie wyszło. Jego książki zdominowały listy bestsellerów!

Ostatnio głośno zrobiło się o wojnie, jaką z powodu rzekomego rasizmu lewica wytoczyła Dr. Seussowi. W wypadku Dr. Seussa nie podobały jej się nie tyle same książki, co towarzyszące im ilustracje jego autorstwa. Na przykład Chińczyk w charakterystycznym szpiczastym kapeluszu i z pałeczkami w rękach, czy murzyni z dzidami w spódniczkach z trawy. Okazuje się, że jej efekt był przeciwny od zamierzonego – jego książki zdominowały listy bestsellerów.

pixabay

Dr. Seuss naprawdę nazywał się Theodor Seuss Geisel i przed wojną pracował jako rysownik dla agencji reklamowych oraz twórca karykatur politycznych dla prasy. Swoją pierwszą książkę dla dzieci, „And to Think I Saw It on Mulberry Street”, wydał w 1937 roku. Początkowo żaden wydawca nie był nią zainteresowany, udało mu się ją wydać po znajomości. Jego pisane wierszem, z użyciem prostych słów opowieści szybko zaczęły jednak zyskiwać na popularności. Dziś jego twórczość zna każde amerykańskie dziecko, wielokrotnie też sięgało po nie Hollywood. Tylko w 2020 roku jego książki zarobiły ponad 30 milionów dolarów, a on sam znajduje się na drugim miejscu prowadzonej przez Forbes listy najlepiej zarabiających martwych celebrytów.



Od jakiegoś czasu Dr. Seuss znajduje się jednak na celowniku lewicy, która usilnie próbuje go „unieważnić”, jak w USA nazywa się sprawienie, że postać publiczna – pisarz, aktor, dziennikarz etc. - zostaje pozbawiony platformy do głoszenia swoich opinii, zostaje wyrzucony z pracy itp. W wypadku Dr. Seussa nie podobały im się nie tyle same książki, co towarzyszące im ilustracje jego autorstwa. Ich zdaniem niektóre z nich – na przykład Chińczyk w charakterystycznym szpiczastym kapeluszu i z pałeczkami w rękach, czy murzyni z dzidami w spódniczkach z trawy – były rasistowskie. Nie podobało im się również to, że w czasie wojny Seuss, jak znakomita większość amerykańskich rysowników, pracował dla amerykańskiej propagandy i przedstawiał Japończyków w zbyt obraźliwy sposób.

Początkowo nikt nie zwracał większej uwagi na ich rojenia, co najwyżej pojawiały się w przestrzeni publicznej jako dowód na to, że Kultura Wykluczenia (ang. Cancel Culture) poszła za daleko i jej ofiarą zaczynają padać nawet tak lubiane postaci, jak Dr. Seuss. Sytuacja stała się poważniejsza przed 2 marca. Tego dnia w USA obchodzony jest Dzień Czytelnictwa w Ameryce (ang. Read Across America Day, RAAD) mający promować czytanie książek wśród najmłodszych. Kilka dni przed nim pojawiła się w mediach informacja, że największy okrąg szkolny w Wirginii zrezygnuje tego dnia – który nieprzypadkowo przypada w rocznicę urodzin Seussa – z czytania dzieciom jego książek.

Kwestia rzekomego rasizmu Dr. Seussa stała się tematem numer jeden w USA, kiedy Joe Biden w wydanej z okazji RAAD proklamacji nie wspomniał słowem o nim i jego książkach, chociaż robili to wszyscy jego poprzednicy, łącznie z Barakiem Obamą. W odpowiedzi na ten skandal rzecznik prasowa Białego Domu Jen Psaki stwierdziła, że Biden po prostu przeczytał tekst, który dostarczyło mu Narodowe Stowarzyszenie Edukacji. Jego przedstawiciele tłumaczyli się, że nie chodziło wcale o żaden rasizm a o to, że nie chcą, aby to święto było kojarzone z tylko jednym autorem.

Niemal równocześnie wydająca jego książki i dbająca o dziedzictwo organizacja Dr. Seuss Enterprises ogłosiła, że sześć z nich nie będzie już drukowana z powodu „rasistowskiej i nieczułej ikonografii”. Stwierdzili, że decyzję o tym podjęli już w zeszłym roku po rozmowach z czytelnikami i specjalistami od literatury, a w wyborze książek, które zostaną ocenzurowane, miał pomagać im panel ekspertów.

Tym razem jednak lewicy nie wyszło albo Amerykanie mają już dosyć ich terroru. Zamiast bowiem wstydzić się czytania jego książek dzieciom, rzucili się na nie w księgarniach. Dziennikarze Fox News zauważyli, że w dwóch największych księgarniach internetowych działających na amerykańskim rynku – Amazon i Barnes&Noble – książki jego autorstwa zajęły dziewięć z dziesięciu miejsc na listach bestsellerów. Już w czwartek wieczór w magazynach Amazona skończyły się zapasy trzech najpopularniejszych.

Wyjątkowym powodzeniem cieszą się również książki, które nie będą już drukowane. Na Amazonie pojawiło się wiele używanych kopii, niektóre z nich zostały sprzedane za absurdalne, niekiedy czterocyfrowe kwoty. Popularny portal aukcyjny Ebay ogłosił, że będzie usuwał aukcje z nimi, ale w momencie pisania tych słów nadal są ich setki. Najdroższą, jaką udało nam się odnaleźć, jest pierwsze wydanie Mulberry Street z 1937 roku. Sprzedawca chce za nią aż 9 tysięcy dolarów.

 

Źródło: Niezalezna.pl, CNN, Wall Street Journal, Fox News

#Dr Seuss #USA #lewica #cenzura

albicla.com@ Wiktor Młynarz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo