Piotr Dobrowolski: Dobrze zna pan trenera Liverpoolu Jurgena Kloppa?

Leszek Ojrzyński: Miałem okazje odbyć z nim dwie dłuższe rozmowy. Do pierwszej doszło, kiedy Kuba przechodził testy w ekipie z miasta Beatlesów. Druga miała miejsce już jakiś czas po podpisaniu przez syna kontraktu z The Reds. Klopp to niezwykle energetyczny, sympatyczny i wesoły człowiek. Zaraża swoim szerokim uśmiechem. Lubi Polaków. Bardzo dobrze wspominał współpracę z Robertem Lewandowskim, Kubą Błaszczykowskim i Łukaszem Piszczkiem w Borussii Dortmund. Powiedział, że zwracał się do nich po polsku słowami „rusz dupę”. Ponoć w Liverpoolu też zdarza mu się użyć tego określenia.

Chwali Kubę?

Pogadaliśmy jak trener z trenerem, ale nie mogę zdradzić szczegółów tej rozmowy. Powiem tylko tyle, że była konstruktywna i rzeczowa.

Jakub coraz częściej siada na ławce rezerwowych Liverpoolu. Kolejnym krokiem wydaje się być debiut w ekipie mistrzów Anglii. Wie pan, chociaż w przybliżeniu, kiedy on nastąpi?

Spokojnie... Na razie Kuba bardzo dużo zyskuje mogąc trenować i podpatrywać tej klasy fachowców co Alisson Becker czy Adrian. To bramkarze klasy światowej, mający za sobą dziesiątki meczów w Lidze Mistrzów. Lepszej szkoły syn nigdzie by nie przeszedł. A równie ważny jest fakt, że starsi koledzy traktują go życzliwie, chętnie udzielają wskazówek. Poza tym, dla mnie bardzo istotne jest, że Kuba regularnie występuje w drużynie do lat 23. Tam jest naprawdę wysoki poziom. Oprócz młodych zawodników wartych dziesiątki milionów funtów, w rozgrywkach tej kategorii wiekowej uczestniczą również zawodnicy nie mieszczący się w kadrach drużyn seniorskich oraz rekonwalescenci, którzy wracają do formy po kontuzjach. W rywalizacji U-23 brał udział na przykład Kamil Grosicki z WBA, czy ostatnio Michał Karbownik z Brighton. Natomiast co do debiutu, to po sezonie siądziemy do stołu z trenerami Liverpoolu i zastanowimy się, jaka droga będzie dla Jakuba najlepsza. Czy pozostanie w The Reds i oczekiwanie na szanse, czy też a przykład ogrywanie się na wypożyczeniu.

Kuba kilka dni temu skończył zaledwie 18 lat, a już od dobrych kilku miesięcy jest w Anglii sam. Jak sobie radzi?

Syn wie po co tam jest. Jest ukierunkowany na piłkę. To jego pasja. Dziś, w czasach pandemii nie spotyka się ze znajomymi. Zresztą, Anglicy mają specyficzne usposobienie. Raczej stronią od kontaktów towarzyskich. Kuba oprócz zajęć w klubie, trenuje indywidualnie. Poza tym w trybie online przygotowuje się do matury we wrocławskiej Szkole Mistrzostwa Sportowego. Na nic więcej w zasadzie nie ma już czasu, bo sam musi robić zakupy, gotować, prać i sprzątać. To dorosły mężczyzna. Daje sobie radę.

O ile Kuba przysparza panu powodów do dumy, to piłkarze prowadzonej przez pana Stali już niekoniecznie. Co prawda ze stanu 0:2 z Wisłą Płock doprowadziliście do remisu 2:2, ale ten podział punktów niewiele wam dał.

To prawda. O tym, że nie wygraliśmy zdecydował błąd w obronie przy pierwszym straconym golu i nieskuteczność. Po przerwie wypracowaliśmy sobie tyle okazji, że spokojnie powinniśmy zainkasować trzy punkty. Oddaliśmy osiem celnych strzałów na bramkę rywali, w poprzednim starciu z Lechią Gdańsk dziesięć. Strzelamy najczęściej w Ekstraklasie. Ale co z tego, skoro w tych dwóch meczach zdobyliśmy tylko jeden punkt.

Mimo, że w tym sezonie z ligi spadnie tylko jedna drużyna, to na razie najbardziej zagrożona jest właśnie Stal, która zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. „Strażak” Leszek Ojrzyński uratuje Ekstraklasę dla Mielca?

Po to tu jestem. Na razie tabela pokazuje, kto jest najsłabszy, ale do połowy maja jest jeszcze trochę czasu i wierzę, że się wygrzebiemy. Wszyscy nas klepią po plecach, że gramy ciekawy, efektowny futbol. Ale szczerze mówiąc, wolałbym żeby moja drużyna prezentowała się brzydko, oddawała po jednym strzale na mecz, ale wygrywała. Piłka to nie łyżwiarstwo figurowe. Tu za wrażenia artystyczne punktów się nie przyznaje. Wierzę jednak, że już niebawem ciekawa gra zacznie przynosić korzyść punktową.

W niedzielne południe zmierzycie się z Piastem w Gliwicach. To spotkanie jest określane jako pojedynek pogromców Legii. Stal wygrała z warszawianami w lidze, a Ślązacy wyeliminowali ich z Pucharu Polski.

Dla nas to przede wszystkim okazja do rewanżu za Puchar Polski, w którym po karnych okazaliśmy się gorsi od Piasta. Największym naszym problemem jest brak czasu na regenerację. W czwartek wieczorem rywalizowaliśmy z Płockiem, a niespełna 72 godziny później zagramy w Gliwicach. Ale nie ma co narzekać. Jesteśmy w takiej sytuacji, że nieważne z kim i gdzie gramy. Zawsze wychodzimy na boisko po komplet punktów. Na Śląsk też jedziemy po całą pulę.