Sturgeon zeznawała w środę przed komisją szkockiego parlamentu prowadzącą dochodzenie w sprawie niezgodnych z prawem działań jej rządu podjętych w reakcji na postawione Salmondowi zarzuty molestowania seksualnego.

Przeprosiła dwie kobiety, które złożyły zarzuty w tej sprawie oraz podatników za wydane ponad 500 tys. funtów, które jej rząd musiał zapłacić Salmondowi po orzeczeniu, że prowadzone śledztwo było niezgodne z prawem, ale przekonywała, że w sprawie skarg o molestowanie postąpiła "właściwie i odpowiednio".

Szefowa szkockiego rządu powiedziała, że odczuwa ulgę, mogąc wreszcie złożyć zeznania przed komisją, ale oświadczyła: "Czuję, że muszę obalić absurdalną sugestię, że ktokolwiek działał w złej wierze lub spiskował przeciwko Alexowi Salmondowi. To twierdzenie nie ma żadnego oparcia w faktach".

Salmond, składając w miniony piątek zeznania przed tą samą komisją, twierdził, że kilka osób w Szkockiej Partii Narodowej (SNP) i szkockim rządzie - w tym Peter Murrell, mąż Sturgeon i przewodniczący partii - było zaangażowanych w "celowe, długotrwałe, prowadzone w złym zamiarze i uzgodnione wysiłki", aby zniszczyć jego reputację, a nawet go wsadzić do więzienia.

Sturgeon przekonywała w środę, że dbała o Salmonda "przez długi czas" i że ta sytuacja jest jedną z najtrudniejszych w jej życiu.

"Alex Salmond przez większość mojego życia, od kiedy miałam około 20-21 lat, był nie tylko bardzo bliskim kolegą politycznym, ale także przyjacielem, kimś, kogo w młodości podziwiałam i szanowałam" - mówiła. "Nigdy nie chciałam +dopaść+ Alexa Salmonda - nigdy, przenigdy nie chciałam, aby cokolwiek z tego się wydarzyło. Nie miałam żadnego motywu, zamiaru ani pragnienia, aby +dopaść+ Alexa Salmonda"

- podkreśliła.

Ale jak wyjaśniała, chociaż został oczyszczony w procesie karnym, relacje wskazywały na "głęboko niestosowne" zachowania Salmonda wobec kobiet, a ona "próbowała zrobić to, co należy". "Wiele kobiet złożyło poważne skargi przeciwko niemu" - wskazywała.

Prowadzone parlamentarne dochodzenie ma wyjaśnić okoliczności prowadzonego śledztwa przeciwko Salmondowi, a w szczególności, co na ten temat wiedziała Sturgeon i czy próbowała w jakiś sposób wpływać na jego przebieg.

Sprawa ma swój początek w 2017 r., gdy po raz pierwszy pojawiły się podejrzenia co do niewłaściwych zachowań seksualnych Salmonda. W tym czasie relacje Salmonda i Sturgeon, którzy przez lata tworzyli dobrze uzupełniający się duet polityczny, mocno się rozluźniły. Wkrótce później szkocki rząd, kierowany już wówczas przez Sturgeon, zmienił kodeks postępowania w sprawach dotyczących molestowania i nękania, tak aby dotyczył on także byłych członków rządu. Niedługo potem dwie urzędniczki służby cywilnej wystąpiły z pozwami o molestowanie seksualne przeciw Salmondowi. Salmond się wówczas obronił i uzyskał ponad 500 tys. funtów odszkodowania, gdy rząd przyznał się do niezgodnego z prawem prowadzenia śledztwa. Ale wkrótce, w styczniu 2019 r., Salmond został aresztowany pod zarzutem 13 przestępstw seksualnych, w tym dwóch prób gwałtu, których miał się dopuścić na urzędniczkach służby cywilnej lub działaczkach SNP. W marcu 2020 r. z tych zarzutów również został oczyszczony przez sąd. Salmond twierdzi, że wszystkie te oskarżenia były ukartowanym spiskiem, który miał go zdyskredytować i usunąć z polityki.

Sturgeon oskarżana jest o to, że złamała kodeks ministerialny, nie informując o swoim spotkaniu z Salmondem 2 kwietnia 2018 r., podczas którego powiedział on jej o postawionych mu zarzutach. Utrzymuje ona, że spotkanie w jej domu było w "ściśle prywatnej i partyjnej przestrzeni", a gdyby poinformowała o tym, byłoby to złamaniem tajności prowadzonego śledztwa. Parlamentarna opozycja twierdzi jednak, że Sturgeon wiedziała o zarzutach cztery dni wcześniej. Sturgeon już wcześniej poniekąd się do tego przyznała, potwierdzając spotkanie z byłym szefem sztabu Salmonda, choć wcześniej zeznając przed parlamentem powiedziała, że po raz pierwszy o sprawie dowiedziała się 2 kwietnia.

Zgodnie z przyjętymi obyczajami od polityka, któremu udowodni się złamanie kodeksu ministerialnego, oczekuje się rezygnacji. Nie czekając na wynik parlamentarnego dochodzenia, główna partia opozycyjna, czyli szkoccy konserwatyści, już zapowiedziała złożenie wniosku o wotum nieufności wobec Sturgeon.

Niezależnie od tego, czy zarzut złamania kodeksu zostanie udowodniony - co wydaje się coraz bardziej prawdopodobne - narastający spór pomiędzy dwojgiem byłych bliskich współpracowników podważa wiarygodność SNP jako ugrupowania mogącego poprowadzić Szkocję do niepodległości, a po jej ewentualnym uzyskaniu - rządzić w odpowiedzialny i transparentny sposób. W opublikowanym w minioną niedzielę sondażu po raz pierwszy od prawie roku większość ankietowanych opowiedziała się przeciwko niepodległości Szkocji.