Wyboista droga do domu

  

Dożyliśmy – na naszych oczach spełnia się sen całych pokoleń Polaków o dobrych drogach, po których można jeździć wygodnie i szybko. Sen, który przecież jeszcze nie tak dawno wydawał się opowiastką z dziedziny science fiction. A tym wszystkim, który jeszcze marudzą, jeżdżąc po dzisiejszych autostradach, ekspresówkach czy drogach lokalnych, polecam tę opowieść. Opowieść o tym, po czym musieli jeździć nasi przodkowie w okresie międzywojennym.

Z powodu ograniczonej objętości artykułu opiszę oczywiście tylko część dróg w województwie poznańskim, czyli rejonie dawnego zaboru niemieckiego – części Polski o najlepiej wówczas rozwiniętej infrastrukturze, także drogowej.

Remonty muszą poczekać

Na początku jednak zajrzyjmy do Warszawy do Ministerstwa Robót Publicznych. Mamy koniec 1930 r., a więc wielki kryzys szaleje na całego. Wcześniej było źle, teraz jest tragicznie. MRP wysyła po całym kraju pisma z informacją, że w 1931 r. musi ograniczyć dotacje na utrzymanie dróg krajowych do minimum, tj. do niezbędnych prac konserwatorskich. Środki przeznaczone na drogi zmniejszono w stosunku do roku poprzedniego o 50 proc. Informowano też starostwa i gminy, by nie planowały remontów lub budów nowych odcinków dróg krajowych na swoim terenie, licząc na dotację MRP. Wcześniej tak bywało, lokalni samorządowcy proponowali, że np. wesprą z własnej kasy remonty takich dróg, jeśli ministerstwo się do tego dołoży. I czasem dokładało, od roku 1931 nie było na to szans.

A teraz budżet powiatowy – konkretnie powiatu leszczyńskiego. 6 marca 1930 r. w tamtejszym starostwie zatwierdzono budżet 1930/1931 na utrzymanie dróg państwowych. Wszystkie pieniądze pochodziły z ministerialnych dotacji przekazanych za pośrednictwem Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu. Starostwo otrzymało na administrację związaną z utrzymaniem dróg 4000 zł, na konserwację 16 300, na nowe powłoki 19 000, razem 39 300. Dodamy, że ówczesne pieniądze miały realną wartość kilkanaście razy wyższą niż dziś. I tak jednak były to sumy śmieszne. Za te 19 000 zł miano wyłożyć nową powłokę na odcinku 1640 m pod Lesznem.

Trzy kilometry asfaltu

Warto przy tym wiedzieć, jak wyglądały ówczesne drogi. Jeśli już jesteśmy przy powiecie leszczyńskim, to do II wojny światowej nie było tam ani jednego kilometra dróg asfaltowych. Mniej więcej połowa pokryta była kostką brukową lub tłuczniem, a połowa to zwykłe żwirówki czy wręcz gruntówki. Co innego w sąsiednim powiecie rawickim – tam w drugiej połowie lat 20. były dwie drogi krajowe, jedna do Leszna, a druga to tzw. trakt kaliski na odcinku Rawicz–Krotoszyn. Ta droga jeszcze na terenie powiatu rawickiego miała odcinek asfaltowy o długości 3654 m. I co dziś brzmi szokująco, w lokalnym raporcie o stanie technicznym drogi w rubryce „przydatność dla ruchu samochodów” napisano: „przez cały rok dla wszystkich samochodów”.

Na drogach krajowych dało się jeździć autem, mimo że wyłożone były kostką brukową. W połowie stycznia 1938 r. kilku mieszkańców Leszna wybrało się na samochodową wycieczkę do Rawicza. Nie była to łatwa jazda. Temperatura podskoczyła wówczas sporo powyżej zera, powodując roztopy, które zamieniły drogę w błotnistą breję. Nasi bohaterowie jednak i tak pokonali odległość nieco ponad 30 km w niecałą godzinę. Dodajmy, że podróżowali autem o naprawdę dużej mocy silnika, bo aż 70 koni mechanicznych, co z dumą podkreślili.

Znacznie trudniej mieliby pewnie na popularnych wówczas żwirówkach. Jak wyglądały takie drogi, możemy wyobrazić sobie dzięki urzędowym notatkom. 13 marca 1931 r. w Urzędzie Wojewódzkim w Poznaniu odbyła się konferencja budowniczych powiatowych. We wnioskach ze spotkania napisano: „Zwrócono uwagę na nieodpowiednie posypywanie szos żwirem – należy bowiem latem oszczędzić żwir i posypywać szosy żwirem jedynie w koniecznych wypadkach, a jesienią i na wiosnę sypać obficiej”.

Gdy z pracy nie szło wyżyć

Tak przy okazji: czy ktoś jeszcze pamięta taki zawód jak drożnik? Nie dróżnik, lecz drożnik. Byli to mężczyźni, bo tylko oni mogli takiej pracy podołać, zatrudniani przez gminy na odcinki dróg wyłożonych kostką brukową lub żwirem. Oto opis obowiązków jednego z takich pracowników, zatrudnionych w gminie Miejska Górka w maju 1924 r.: „Utrzymanie jezdni brukowanej przez należyte pokrywanie żwirem i utrzymanie latówki, która powinna być utrzymana w stanie sklepionym i sucha bez kolein i zagłębień. Utrzymanie bankietów i rowów przydrożnych, mostów oraz pielęgnowanie plantacji przydrożnych i ochranianie takowych”. Drożnik przez cały rok w każdy wtorek, czwartek i sobotę miał być na tej drodze. Od 1 kwietnia do 30 września w godzinach 6–11, a od 1 października do 31 marca w godzinach 8–12. Do tego powinien przy nich pracować zawsze, gdy zaszła taka konieczność, co miało miejsce zwłaszcza po ulewach i zamieciach śnieżnych.

Drożnicy byli zatrudniani na stałe i to jako urzędnicy gminni. Natomiast do bieżących remontów czy budowy dróg zatrudniano robotników na zasadzie prac interwencyjnych, na utrzymanie stałych ekip drogowych nie było nikogo stać. Tu ciekawostka z 4 czerwca 1929 r. Jednym z mężczyzn zatrudnianych często przy takich pracach przez Starostwo Powiatowe w Lesznie był robotnik Stanisław Schnitzer z Nowej Wsi w gminie Rydzyna. Ponieważ pracy przy drogach było zbyt mało, by utrzymać za to rodzinę, napisał do starostwa wniosek o zapomogę… na zakup krowy. I właśnie 4 czerwca 1929 r. panowie z wydziału powiatowego (czyli zarządu powiatu) podjęli decyzję, że przyznają mu 100 zł dotacji na zakup wymarzonej krasuli.

Odcięci od kraju

Znajdowały się w Polsce regiony, w których drogi były tak złej jakości lub ich w ogóle brakowało, że wręcz odcinało je od reszty kraju. Tak jak gmina Wijewo w powiecie leszczyńskim. 2 marca 1926 r. miejscowy radny z Wijewa wysłał pismo do wydziału budowlanego Starostwa Powiatowego w Lesznie, w którym informował, że jedyny wyjazd z tego terenu to leśna droga prowadząca w stronę gminy Włoszakowice. Leśny trakt po ulewach zamieniał się w błotnistą breję, a dodatkowo po drodze była jeszcze spora górka. Jeden koń ciągnący wóz nie był w stanie pod nią podjechać, potrzeba było co najmniej dwóch koni, tymczasem większość mieszkańców miała tylko jednego. Słowem nie mieli szans, by coś przewieźć do sąsiedniej gminy, a dostać się tam mogli praktycznie wyłącznie na piechotę. Radny prosił starostwo o środki jedynie na zniwelowanie górki. Jak się okazało, nie było to jednak „tylko”, ale „aż”. W połowie marca otrzymał ze starostwa krótką informację, że na zniwelowanie wzgórza nie ma pieniędzy, a więc żadne prace nie będą tam przeprowadzone.

Podobnie wyglądało to we wsi Niemarzyn we wspomnianej już gminie Miejska Górka. Do tamtejszego komisariatu obwodowego (czyli urzędu gminy) 1 marca 1925 r. nadeszło pismo od mieszkańców wsi. Skarżyli się na fatalny stan drogi wiodącej do Miejskiej Górki. Choć „fatalny stan” to zdecydowanie zbyt delikatne określenie. To było prawdziwe bezdroże. Przyczyniło się do tego wycięcie drzew przy drodze – jak napisano w piśmie, w wyniku tej wycinki „podczas śniegu i deszczu jadą podróżni blisko rowów. Rujnując takowe”. Dalej czytamy, że „do wozów niezbyt ciężko obładowanych trzeba dołożyć cztery konie, a przebycie drogi pieszo jest tak utrudnione, że ludzie, idąc pieszo do kościoła lub do miasta Miejskiej Górki, używają ścieżki nad torem kolejowym, przez co narażają się na ukaranie”. Słowem klasyka gatunku.

Duża, naprawdę duża część polskich ówczesnych gruntówek tak wyglądała. Nawet gdy były suche, dziura goniła dziurę, a w wielu miejscach wyrastały pnie drzew. Słowem droga przez mękę, z praktycznie zerową szybkością. Pamiętajmy o tym, jadąc dzisiejszymi autostradami.


Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts