- Japoński rząd nie otrzymał jak dotąd od strony chińskiej zapewnień o zamiarze zmiany tej procedury, dlatego będzie w dalszym ciągu o to wnioskował

- powiedział Kato na konferencji prasowej.

- Niektórzy Japończycy zgłaszali naszej ambasadzie w Chinach, że zostali poddani testom analnym, co sprawiło im olbrzymie cierpienie psychiczne

- oświadczył główny sekretarz japońskiego rządu. Zaznaczył, że stosowana w Chinach procedura „nie została potwierdzona w żadnym innym miejscu na świecie”.

Chińskie media informowały w ostatnich miesiącach, że wymazy z odbytu pobierane są od niektórych osób w ramach badań na obecność koronawirusa, gdyż chińscy naukowcy uznali takie testy za pewniejsze niż badanie próbek pobranych z gardła czy nosa.

W lutym chińskie MSZ zaprzeczyło doniesieniom amerykańskich mediów, że procedurze tej poddani zostali pracownicy placówek dyplomatycznych USA w Chinach. Portal Vice informował, cytując anonimowego urzędnika Departamentu Stanu, że testy analne u dyplomatów przeprowadzono w wyniku pomyłki.

Rzecznik Departamentu Stanu USA oświadczył wówczas, że Waszyngton jest „oddany zapewnianiu bezpieczeństwa amerykańskim dyplomatom i ich rodzinom, przy jednoczesnej ochronie ich godności” w zgodzie z konwencją wiedeńską i prawem międzynarodowym.