- Być może powtórzy się historia, która miała miejsce ponad 100 lat temu. Chodzi o wirus grypy hiszpanki, który przez dwa lata dziesiątkował ludzkość, by stać się później wirusem sezonowym endemicznym. Nie zniknął po zakończeniu pandemii, ale został do końca lat 50., gdy pojawiła się kolejna epidemia grypy tzw. azjatyckiej i został przez nią wyparty

- powiedział prof. Pyrć.

Ekspert ocenił, że wydaje się, że szczepionki dopuszczono do użytku, w prawie 100 proc. chronią przed ciężkim przebiegiem COVID-19, hospitalizacją i śmiercią. - W mniejszym stopniu jednak zapewniają ochronę przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa w populacji - ocenił.

- W przypadku zakażeń wirusowych potrzebujemy tandemu, na który złożą się szczepionki oraz leki. Te pierwsze nigdy nie są w 100 proc. skuteczne, dlatego potrzebujemy leków, by skutecznie zapanować nad wirusem. Im szybciej zahamujemy rozprzestrzenianie się pandemii, tym mniejsza szansa, że powstanie taki jego wariant, który będzie całkowicie odporny na naszą obronę 

- zaznaczył.