MOL-Pick Szeged – Łomża Vive Kielce 26:30 (14:14)

MOL-Pick Szeged: Mirko Alilovic, Ronald Mikler – Matej Gaber 5, Bogdan Radivojevic 4, Mario Sostaric 4, Joan Canellas 3, Dean Bombac 2, Miklos Rosta 2, Dmitrij Żytnikow 2, Richard Bodo 2, Stanislav Kasparek 1, Martin Stranovsky 1, Jonas Kalman, Nik Henigman.

Łomża Vive Kielce: Andreas Wolff – Alex Dujshebaev 8, Arciom Karalek 5, Igor Karacic 4, Szymon Sićko 4, Arkadiusz Moryto 3, Nicolas Tournat 3, Michał Olejniczak 3, Branko Vujovic, Daniel Dujshebaev, Tomasz Gębala.

Karne minuty: Pick Szeged - 4, Łomża Vive - 8.

Sędziowali: Nenad Nikolic, Dusan Stojkovic (Serbia). Bez publiczności.


Polski zespół w pierwszej rundzie pokonał we własnej hali aktualnego wicemistrza Węgier 26:23. Ale rywale wystąpili wówczas bez sześciu zawodników zarażonych koronawirusem, a kolejnych trzech było kontuzjowanych. Zespół trenera Juana Pastora kłopoty zdrowotne związane z COVID-19 ma już za sobą, ale w kadrze na mecz z Vive nie znaleźli się Borut Maczkowszek, Bence Banhidi i Luka Stepancic. Węgrzy wygrali trzy poprzednie spotkania w Lidze Mistrzów i nadal liczą się w walce o czołowe lokaty w grupie A.

Podopieczni Tałanta Dujszebajewa przystąpili do tego meczu z mocnym postanowieniem zmazania plamy po fatalnym występie w Paryżu. Ale czwartkowe spotkanie lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy po bramkach Mateja Gabera i Bogdana Radivojevica prowadzili 2:0. Kielczanie jednak dość szybko wyrównali, po tym jak w piątej minucie Ronalda Miklera pokonał z lewego skrzydła Michał Olejniczak. Po chwili do węgierskiej bramki trafił Arciom Karalek i mistrzowie Polski wyszli już na prowadzenie (3:2). Z pierwszych czterech trafień gości, trzy były dziełem białoruskiego obrotowego.

Kolejny fragment meczu był bardzo wyrównany, a wynik najczęściej oscylował wokół remisu. Dopiero w 19. min po bramce z karnego Arkadiusza Moryty kielczanie odskoczyli na dwa trafienia (9:7). Sześć minut później na ławkę kar powędrował rozgrywający bardzo dobry mecz Karalek, co bezlitośnie wykorzystali gospodarze. Wicemistrz Węgier po bramkach Radivojevica z karnego i Martina Stranowskiego doprowadził do remisu (12:12 w 27. min).

W kolejnych ofensywnych akcjach Vive pomylili się Igor Karacic i Szymon Sićko. Rywale odpowiedzieli trafieniem Stanislava Kasparka i po raz pierwszy od dłuższego czasu wyszli na prowadzenie. Na przerwę oba zespoły schodziły przy rezultacie remisowym 14:14. Polskiej drużynie zdarzały się w pierwszej części spotkania błędy, ale i tak prezentowała się ona zdecydowanie lepiej, niż we wtorek przeciwko PSG w Paryżu. W ekipie rywali pierwszoplanową postacią był Mikler, który bronił z blisko 40 procentową skutecznością. Dla porównania, po 30 minutach bramkarz Vive Andreas Wolff miał 26 proc. skutecznych obron.

Druga połowa spotkania rozpoczęła się podobnie jak pierwsza, od bramki Gabera. Chwilę później prowadzenie gospodarzy podwyższył z karnego Mario Sestaric. Kilkuminutową niemoc Vive w ataku przerwał Szymon Sićko. W 35. min Wolff obronił rzut byłego zawodnika kieleckiej drużyny Deana Bombaca, w odpowiedzi Moryto z linii siedmiu metrów doprowadził do wyrównania (16:16). Dwie minuty później Sićko wyprowadził gości na prowadzenie.

Kolejne minuty pojedynku to gra bramka za bramkę. Kielczanie wychodzili na jednobramkowe prowadzenie, a Węgrzy doprowadzali do remisu. W 48. min na ławkę kar powędrował skrzydłowy zespołu z Szeged Szwed Jonas Kalmann. Po trafieniu Alexa Dujshebaeva, ekipa z Kielc ponownie wyszła na prowadzenie. W kolejnej akcji Hiszpan trafił po raz kolejny i Vive odskoczyło na dwa trafienia (24:22). Na 10 minut przed końcem starszy syn trenera polskiej drużyny zdobył swoją szóstą bramkę i goście po raz pierwszy w tym meczu prowadzili już trzema trafieniami (25:22).

Juan Carol Pastor poprosił o czas, a jego rady bardzo szybko poskutkowały. Po bramkach Richarda Bodo i Dmitrija Żytnikowa w 53. min prowadzenie kielczan zmalało do jednej bramki (25:24). Odpowiedzią była siódma bramka niezawodnego Alexa Dujshebaeva. Na cztery minuty przed końcowym gwizdkiem arbitrów Mirko Alilovica, który zmienił Miklera, pokonał Nicolas Tournat i Vive ponownie odskoczyło na trzy trafienia (27:24). Po chwili Stranovskiego zatrzymał Wolff, a akcję w ataku kielczan skutecznie zakończył Igor Karacic. Mistrzowie Polski wyszli na prowadzenie 28:24 i do końca pojedynku kontrolowali już sytuację na parkiecie.