W drugiej połowie stycznia br. Izba Dyscyplinarna odroczyła posiedzenie w sprawie wniosku prokuratorów IPN o uchylenie immunitetu prezesowi Iwulskiemu. "W związku ze złożonymi wnioskami sprawa została odroczona na razie bezterminowo" - mówił wtedy Falkowski. Dodawał, że wynikało to m.in. z faktu złożenia wniosku o wyłączenie jednego z trzech sędziów wyznaczonych do tej sprawy - sędziego Adama Tomczyńskiego.

"Obrońcy sygnalizowali istnienie wypowiedzi publicznych sędziego Tomczyńskiego dotyczących sędziego Iwulskiego" - informował wówczas Falkowski.

W końcu stycznia br. Izba Dyscyplinarna wyłączyła sędziego Tomczyńskiego. Obecnie w składzie rozpatrującym tę sprawę - oprócz przewodniczącej składu sędzi Małgorzaty Bednarek i sędziego Jarosława Dusia jest też sędzia Adam Roch.

Jednocześnie - jak powiedział Falkowski - do Izby Dyscyplinarnej wpłynęły oryginalne, archiwalne akta - o co też wnioskowała obrona. Nowy termin niejawnego posiedzenie w tej sprawie został wyznaczony na 22 kwietnia br. na godz. 10.

O zgodę na pociągnięcie sędziego Iwulskiego do odpowiedzialności karnej, wystąpiła w grudniu ub.r. do SN Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie. Z ustaleń śledczych IPN wynikało, że w 1982 r. Iwulski zasiadał w składzie sądu, który skazał robotnika z Oświęcimia Leszka W. na trzy lata więzienia za roznoszenie "antypaństwowych" ulotek przedstawiających kontury Polski okolone kolczastym drutem.

"Uznał, że Leszek W. jest winny publicznego wyszydzania PRL, a kolportując ulotki, nawołuje do zamieszek i strajków. Sąd wydał skazujący wyrok, mimo że nawet w myśl obowiązujących wówczas przepisów kodeksu karnego i dekretu o stanie wojennym działania oskarżonego nie stanowiły przestępstwa" - podkreślała Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, dodając, że tę konstatację potwierdził też Sąd Najwyższy. W maju 1992 r. Sąd Najwyższy po rozpatrzeniu rewizji nadzwyczajnej uniewinnił opozycjonistę.

Zdaniem prokuratorów IPN, zebrane dowody wskazują, że "bezprawne skazanie Leszka W. na surową karę miało wyłącznie cel odstraszający i wpisywało się w represyjną politykę władz PRL wobec działaczy demokratycznej opozycji". "Wyrok był zatem aktem państwowego bezprawia, a sędziowie, którzy go wydali, nie mogą korzystać z ochrony, jaką daje działanie sędziego w ramach ustawowych uprawnień i obowiązków" - argumentowała Główna Komisja. Pełnomocnicy sędziego Iwulskiego nie wypowiadali się dla mediów przed rozpoczęciem styczniowego posiedzenia w SN w tej sprawie.