Cienki asfalt w kiepskiej Polsce

Stenogramy rozmów ABW z afery autostradowej pokazują kondycję i polskiego państwa, i rodzimego biznesu. A przecież rządy technokratów z PO miały być antidotum na „policyjne” i „prokuratorskie” metody z czasów rządu PiS. Dziś widać, jak system gnije.

Stenogramy rozmów ABW z afery autostradowej pokazują kondycję i polskiego państwa, i rodzimego biznesu. A przecież rządy technokratów z PO miały być antidotum na „policyjne” i „prokuratorskie” metody z czasów rządu PiS. Dziś widać, jak system gnije.

Słowa członka zarządu Teerag-Asdag, zamieszanego w aferę drogową: „To s...syny w dupę jeża”, są – na przekór kontekstowi, w jakim padły – najlepszym i najostrzejszym komentarzem do rodzimych problemów z korupcją, bylejakością modernizacji, postkolonializmem po polsku i rządów Platformy Obywatelskiej. Brutalny komentarz, jaki stawia także życie.

Początek 2013 r. w Polsce. Prognozy gospodarcze nie są najlepsze. Spada produkcja przemysłowa, rośnie fala zwolnień grupowych. Głośna jest sprawa tyskiego Fiata, ale mówi się także o „restrukturyzacjach” choćby w PKP Energetyce i Poczcie Polskiej. Bezrobocie na koniec ub.r. wyniosło 13,4 proc., oficjalnie bez pracy pozostaje ponad dwa miliony Polaków, z tego pół miliona to ludzie, którzy nie skończyli 24. roku życia. Tylko w branży budowlanej pracę może stracić w 2013 r. ponad 200 tys. osób.

Bez pomysłów

Tymczasem rząd zamroził pieniądze, które powinny być przeznaczone na tworzenie nowych miejsc pracy (wydatki na ten cel spadły z 12,3 mld zł w 2010 r. do 8,8 mld w 2012 r.). „To, że w Polsce zamyka się teraz fabryki, to skutek braku polityki przemysłowej rządu. Niektóre kraje Unii Europejskiej, szczególnie Niemcy, pilnują produkcji u siebie w sposób zasadniczy” – stwierdził niedawno na łamach „Tygodnika Solidarność” dr Tomasz Wójcik, reprezentant Solidarności w Międzynarodowej Organizacji Pracy.

Opinie, że zajęty propagandą własnego sukcesu i wciąż podtrzymujący iluzję Polski jako „zielonej wyspy” rząd premiera Tuska nie ma sensownych, strategicznych pomysłów na nadchodzące kłopoty nie są niczym nowym. Ekonomiści pracujący na rzecz gabinetu Platformy Obywatelskiej zajęci są łataniem finansów. I robią to z iście janosikowym wdziękiem – przykład docelowych zysków, jakie mają przynieść budżetowi kierowcy, jest tu znamienny. „Zwykły Polak” będzie miał zatem swój udział w walce z kryzysem i nikt go nie zapyta, w jakiej akurat znajduje się sytuacji materialnej. Ale nawet gdy jest źle, niektórym jest lepiej – autostradowe przekręty są najlepszym tego przykładem.

Przekręty nie do przykrycia

Modernizacja infrastruktury była sztandarowym pomysłem wizerunkowym Platformy Obywatelskiej. Miał on mocno kontrastować z rzekomo nieefektywnym go-spodarczo projektem Prawa i Sprawiedliwości. Co na hasło „nie robimy polityki” odpowie obudzony z głębokiego snu wyborca rządzącej partii? Rzecz jasna: „budu-jemy drogi”. Dziś już wiemy, co i jak budowano. Jak na złość – informacja o tym przyszła właśnie nie ze strony opozycji, ale z unijnych instytucji. Tego nie dało się już przykryć, także w mediach. Oto Komisja Europejska wstrzymała wypłatę 3,5 mld zł z funduszy Unii Europejskiej na projekty drogowe zarządzane przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad. A dopóki nie będą wyjaśnione nieprawidłowości przy realizacji inwestycji, wstrzymane zostaną refundacje dalszych wniosków o płatność. 4 mld euro – taka kwota może zostać zablokowana. Państwo polskie zapłaci po raz kolejny za apetyty skorumpowanych lokalnych modernizatorów, zawyżających kontrakty na budowy autostrad i nagminnie dopuszczających się fuszerek.

System gnije

Stenogramy rozmów podsłuchanych przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, dotyczące patologii przy budowie autostrad, to bardzo smutna lektura pokazująca kondycję zarówno polskiego państwa, jak i rodzimego biznesu. Próby systemowych krytyk tego stanu rzeczy były regularnie wyśmiewane i deprecjonowane w oczach opinii publicznej. Szydzono z walki z korupcją, haseł IV Rzeczypospolitej – antidotum na „policyjne” i „prokuratorskie” metody z czasów rządu PiS miały być rządy sprawnych technokratów z Platformy Obywatelskiej. Dziś widać jak na dłoni, że system gnije: że oszustwa przy przetargach, zaniżanie jakości polskich dróg są faktem. A kto głośno ośmieli się powiedzieć, że tego typu procedery musiały zdecydowanie wpłynąć na bezpieczeństwo na drogach? Nie wydaje się, by ktoś, kto zna prawa fizyki i kojarzy związki przyczynowo-skutkowe, mógł nazwać demagogią stwierdzenie, że oszuści mogą być współwinni śmiertelnym ofiarom wśród kierowców i pasażerów. Ale panów, którzy w łapówkarskich prezentach wręczają sobie obrazy Kossaka i pióra powyżej 10 tys. zł za sztukę, raczej nic to nie obchodzi.

„Na moście w Wyszkowie” wpadł Budimex – droga nie spełnia norm. – „To s...syny w dupę jeża” – mówi jeden podsłuchiwany pan od autostrad do drugiego, komentując zaistniałą sytuację i „pechową” inspekcję. Co zrobić, komentarz trafny. Tyle że nie pod adresem inspekcji, ale polskiego bagienka ostatnich lat. W kraju kryzys, zniżkujące wskaźniki gospodarcze. Na polskich drogach „cienki asfalt”, co się ostał po propagandzie sukcesu. To nie bal na „Titanicu”, to podróż cyrkowym wozem po bardzo złej, śmiertelnie niebezpiecznej nawierzchni.

Krzysztof Wołodźko jest redaktorem „Nowego Obywatela”, członkiem zespołu „Pressji”, publicystą deon.pl

 

Źródło:

Krzysztof Wołodźko
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo