Stworzona we współpracy z naukowcami z Uniwersytetu w Oksfordzie szczepionka brytyjsko-szwedzkiego koncernu AstraZeneca miała być pierwszą na rynku, ale opóźnienia podczas badań klinicznych sprawiły, że pojawiła się w Europie jako trzecia. W przeciwieństwie do szczepionek Pfizera i Moderny wykorzystujących technologię mRNA brytyjska szczepionka jest bardziej „klasyczna”: wykorzystuje adenowirusa, który zwykle powoduje przeziębienie. Został jednak przez naukowców na tyle „upodobniony” do chińskiego koronawirusa SARS-COV-2, że pozwala układowi odpornościowemu pacjenta „nauczyć się”, jak z nim walczyć. 

Jedną z największych wad tej szczepionki jest jej relatywnie niska skuteczność. Ta waha się w zależności od badania pomiędzy 62 i 76 proc. - dla porównania skuteczność szczepionki Pfizera szacowana jest na 95 proc. Naukowcy podkreślają, że zwykłe porównywanie procentów może być w tym wypadku mylące z powodu różnić w metodologii badań, a żadna z osób, którym podano tę szczepionkę w trakcie testów klinicznych i później, nie złapała jeszcze ciężkiej postaci COVID-19. Mimo tego wiele osób – w tym podejmujących decyzje o kampanii szczepień – preferuje szczepionki Pfizera i Moderny.

Może się jednak okazać, że problem niższej skuteczności brytyjskiej szczepionki może być rozwiązany przez zmianę procedury jej podania. Według badania opublikowanego w prestiżowym medycznym periodyku "Lancet" szczepionka ta zdecydowanie zyskuje na skuteczności, jeśli wydłuży się okres między obiema dawkami. 

W Wielkiej Brytanii procedura podawania szczepionki wygląda tak, że druga dawka podawana jest 22 dni po pierwszej. Naukowcy obliczyli, że podanie pierwszej dawki tej szczepionki zapewnia 76 proc. ochrony na trzy miesiące, ale po podaniu drugiej po 22 dniach poziom ochrony spada do 55 proc. Jeśli jednak drugą dawkę poda się po 90 dniach, kiedy odporność wywołana pierwszą dawką zaczyna się kończyć, to jej skuteczność wzrasta do 81 proc. Naukowcy podkreślają, że nie jest to sytuacja bez precedensu – podobne zjawisko zaobserwowano przy okazji szczepionek na ebolę, malarię czy nawet zwykłą grypę. 

Odkrycie naukowców może mieć duże znaczenie. Relatywnie niska skuteczność tej szczepionki jest jej największą wadą, ale ma ona też niekwestionowalne zalety. Największą jest to, że można ją przechowywać w zwykłej lodówce, co znacznie upraszcza logistykę szczepień w porównaniu z wymagającymi dużo niższych temperatur szczepionkami Pfizera czy Moderny. 

Oczywiście nie oznacza to, że procedura zostanie zmieniona. W idealnej sytuacji szczepionki podaje się tak, żeby działały jak najskuteczniej. Sytuacja jest jednak daleka od idealnej. Już teraz poważnie rozmawia się na przykład o tym, żeby zrezygnować z podawania drugiej dawki, zamieniając większą skuteczność na dwa razy większą liczbę zaszczepionych. Może się więc okazać, że rządy, które dopuściły szczepionkę AstryZeneki, nadal będą podawać jej drugą dawkę po staremu aby np. szybciej skończyć kampanię szczepień.