Pierwszym ministrem samotności został Tetsushi Sakamoto, który już raz podjął się wypełnienia podobnie trudnej misji dla rządu. Poprzednio za cel miał walkę ze spadającą ilością urodzeń. Zadanie to wykonuje zresztą od września 2020 roku do tej pory, jako minister rewitalizacji ekonomicznej (kolejna ciekawa nazwa resortu).

Zamknięci dla świata

Sakomoto zaznacza, że od dawna samotność jest problemem Japończyków. Przypomina o zjawisku hikikomori, które można przetłumaczyć jako "wejście do środka i niewychodzenie na zewnątrz". Jak opisano w badaniach socjologicznych, jest to "stan wycofania społecznego, polegający na niewychodzeniu do pracy lub szkoły, przez więcej niż sześć miesięcy, z wyjątkiem okazjonalnych wyjść, i niekomunikowaniu się z ludźmi z wyjątkiem członków rodziny". Zjawisko to pojawiło się w Kraju Kwitnącej Wiśni w latach 90. XX wieku. 

Rządowe badania z 2019 roku wykazały, że wśród osób od 40 do 64 roku życia aż 613 tysięcy Japończyków (głównie mężczyzn) wycofało się z życia społecznego. 

Więcej samobójstw niż zgonów na COVID-19

Samotność w Japonii jest tak duża, że sprzedają się nawet roboty do trzymania za rękę. Jakiś czas temu media informowały też o młodym Japończyku, który za pieniądze przyjeżdża do klienta i... nic nie robi, tylko dotrzymuje mu towarzystwa.

Problemem jest też epidemia koronawirusa, podczas której po raz pierwszy od 11 lat w Japonii wzrosła liczba samobójstw. W samym październiku więcej mieszkańców tego kraju popełniło samobójstwo (2153 osoby), niż zmarło tam w wyniku koronawirusa od początku epidemii do końca października (1765 ofiar). Wydaje się więc, że pomimo iż nazwa ministerstwa może wywoływać uśmiech, sprawa jest poważna i potrzebuje rządowej interwencji.