A jednak krew się liczy

  

Cała afera pt. „Grzebanie w życiorysach", medialna histeria i nagonka, wycieranie sobie pysków antysemityzmem itd., zaskoczyła mnie. Zdziwiło mnie, jak pewne środowiska trzęsą się ze strachu i jak agresywnie potrafią się odgryźć. Ale teraz rozumiem już trochę więcej z rzeczywistości, która mnie otacza.

Co właściwie mieliśmy? Zupełnie odrealnione brednie o „hańbie i podłości" niebiorące pod uwagę faktu, że w tej ukochanej i cywilizacyjnie wyższej Unii Europejskiej tego typu wiedza na temat osób publicznych jest podstawą tamtejszych demokracji; że tego typu analizy to potężny dział socjologii; że jest oczywiste, iż wiedza o rodzinach osób publicznych uniemożliwia zbieranie tzw. haków na nie…

Mieliśmy skrajnie cyniczną grę kwestią żydowską, maskowanie swoich interesów kategoriami etnicznymi i wypłukiwanie określenia antysemityzmu z jakiejkolwiek treści.

Mieliśmy też ostentacyjne deklaracje wspólnoty krwi, która każe współplemieńcom trzymać się razem... I przyznaję, że powoli zaczynają mnie oni przekonywać, zaczynam im wierzyć, że mają rację w opisie samych siebie.

To jest powrót plemienia. Nie plemienia Polaków, Żydów, Greków czy Rzymian. Ale tego komunistycznego. Którego identyfikacja pierwotnie nie jest etniczna, nawet nie kulturowa. Raczej towarzysko-instytucjonalna. Ale z czasem, wraz z kolejnymi dekadami trzymania się wspólnie, także biologiczna. Sami zresztą się do tego przyznają. Być może więc właśnie III RP Donalda Tuska stała się przestrzenią, w której plemię komunistyczne stało się też plemieniem biologicznym? Powróciło przesiąknięte aurą zbrodniczego systemu i mordu założycielskiego, na którym ten system się oparł? I zrzuca dziś szatki perspektywy publicznej i obywatelskiej na rzecz biologicznego trybalizmu?

A serio, jeśli są to nadal tacy ludzie (a dlaczego mam im nie wierzyć), to czy może mnie dziwić, że cieszy ich, gdy przetrzymują bezprawnie prawie rok faceta, którego winą było krytykowanie rządu; że Olejnik w żywe oczy kłamie, iż tego typu praktyki panowały za czasów PiS-u?

Czy może mnie dziwić, że Paradowska sprofanowanie ciała prawdziwej bohaterki Anny Walentynowicz komentuje mniej więcej tak (cyt. niedosłowny): trzeba było jakoś ją rozpoznać, rękawiczka w twarzoczaszce się przydała (w jej świecie zapewne jest to normalne). Czy może mnie dziwić ich orgiastyczna podnieta Palikotem, ich pogarda dla „wykopków", radość z bicia starszych ludzi pod krzyżem, dowcipów o „zimnym Lechu", szczania na znicze? Czy może mnie dziwić, że cieszą się, gdy Samuel Rodrigo Pereira wyzywany jest od zwierząt i nieludzi, a matkę Ziemkiewicza nazywa się zdechłą świnią? Czy może mnie dziwić ich zachwyt Urbanem i to, że nie przeszkadzają im jego dowcipy i kpiny z ofiar Holokaustu?

Taki typ plemienia. Pięknie się nam odsłoniło. I jak intensywnie plemię to produkuje podobnych sobie obywateli... Wobec takich ludzi ciężko mieć jakiekolwiek złudzenia.

Jest pewne, że polskość wymaga dziś odkrycia siebie na nowo. Wymaga nauczenia się siatek pojęciowych, które utraciliśmy, a które nas współtworzyły jako naród. Wymaga przepracowania z powrotem wielu tradycji. Czy to pozytywistycznej, czy to romantycznej. Ale to plemię nigdy nie będzie zdolne w tym współuczestniczyć. Bo potrafi już tylko identyfikować się biologicznie.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts