"Jerzy Nowosielski wprowadził temat sakralności i odniesienia do absolutu z powrotem na salony, z których XX wiek raczej ten temat wyganiał czy ignorował"

- powiedział malarz ikon Mateusz Środoń.

"Nowosielski znalazł bardzo żywy, porywający i w jakiś sposób poruszający język do mówienia o tych sprawach i myślę, że dla mojego pokolenia i w ogóle dla wielu kolejnych pokoleń twórców kultury czy ludzi uczestniczących w kulturze, był postacią bardzo ważną. Był wsparciem dla ich poszukiwań, punktem odniesienia niekiedy"

- wyjaśnił.

Jak dodał, przez swoją twórczość i wypowiedzi Nowosielski rozpropagował duchowość kościoła wschodniego i duchowość ikony. "Przez nowy język, który odnalazł do mówienia o tych sprawach, pokazywał tradycję chrześcijańskiego Wschodu jako coś do odkrycia, coś fascynującego, coś wartego zgłębiania" - podkreślił Środoń.

Sam Nowosielski mówił, że malowanie ikon było dla niego sposobem na znalezienie swojego miejsca w kościele po nawróceniu:

"Był to moment mojego powtórnego wejścia do kościoła i tu nagle przede mną pytanie. I co ja mam właściwie robić, jak być w tym kościele, jako człowiek, jako malarz. Tu właśnie moje doświadczenie z ikoną pomogło. (…) Powinieneś znaleźć w świetle swojej wiary, swojego doświadczenia rzeczywistości duchowych, sposób, formułę malarską, tak, żeby tę sprzeczność, tę walkę sumienia ze złem przezwyciężyć, żeby wyjść z piekła świadomości wzrokowej czystym, zbawionym, żeby oko Twoje było czyste"

- zacytował Nowosielskiego Środoń.

Artysta zaprojektował wnętrze kościoła rzymskokatolickiego pod wezwaniem Opatrzności Bożej w warszawskiej dzielnicy Wesoła. Niestety jego praca nie została przez wszystkich doceniona. Reżyser filmu o Nowosielskim "Przypomnieć sobie raj", Michał Góral wspominał: "niektórzy mówili, że to nie takie katolickie, nie nasze, że to takie jakieś wschodnie czy ruskie. Nowosielski bardzo to przeżywał bo jako artysta chciał mieć dobry odbiór i rzeczywiście zasługiwał na to. I pewna pani, która w świątyni w Wesołej zobaczyła jego Matkę Bożą powiedziała mu, że tak ją to poruszyło, że się nawróciła" - powiedział Góral. "To dla mnie wystarcza za nieakceptowanie, dyskomfort i oceny negatywne, które się zdarzały" - mówi w filmie Nowosielski.

Równolegle do twórczości sakralnej artysta malował akty oraz pejzaże. "Jednego dnia potrafił stworzyć bardzo religijny obraz, a po południu namalować niezwykle zmysłowy i piękny akt kobiecy. (…) ze swoją metafizyczną duszą był wrażliwy na piękno" - opowiada w "Przypomnieć sobie raj" krytyk Tadeusz Nyczek.

Michał Góral spędził dużo czasu z Nowosielskim - podczas realizacji "Przypomnieć sobie raj" podróżowali razem po całej Polsce. "Nowosielski był bardzo skromny, taki niewielki, malutki, to nie był artysta napuszony, który się reklamuje, który opowiada o sobie bardzo szeroko" - podkreślił reżyser.

"Po zrobieniu filmu dostałem od niego kartkę z podziękowaniem. Na tej kartce jest właśnie kopia tej Matki Bożej z Wesołej i z tyłu jego odręcznym pismem jest napisane tak: +Kochany Panie, znajomy uruchomił mi magnetowid i nauczył jak się nim obsługiwać+. Pisze dalej, że chciałby bardzo prosić o kasetę i przesyłkę, i że on mi wszystkie koszty odda. Nie wziął pieniędzy za film, który nagrałem, a chciał mi oddać pieniądze za kasetę"

- wspominał Góral.

Jerzy Nowosielski był członkiem Grupy Krakowskiej II zrzeszającej artystów awangardowych. Fascynacja surrealizmem oraz doświadczenia wojenne znalazły odbicie w jego sztuce, zarówno w mrocznych aktach przedstawiających spętane kobiety, jak i w sztuce sakralnej. Biografka malarza Krystyna Czerni podaje jako przykład ostatnie dzieło Nowosielskiego - krzyż z kościoła dominikanów na warszawskim Służewie. Choroba nie pozwoliła artyście dokończyć tego dzieła - z czterech postaci ludzkich tylko Jezus ma w tej pracy twarz.

Syn Łemka i spolonizowanej Austriaczki, przez całe życie pielęgnował w sobie przynależność do wielu kultur. Najbardziej czuł się związany z kulturą polską, ale, jak mawiał Tadeusz Różewicz: "Nowosielski miał jedno oko polskie, drugie - ukraińskie, w którym niekiedy widać było zły błysk".

Urodził się 7 stycznia 1923 roku, zamiłowanie do malowania wykazywał od dzieciństwa, a pierwszym miejscem jego edukacji artystycznej była okupacyjna szkoła zawodowa, działająca w budynku przedwojennej krakowskiej ASP. Tam poznał przyjaciół na całe życie: Tadeusza Kantora, Mieczysława Porębskiego i przyszłą żonę - Zofię Gutowską. Po likwidacji szkoły przez rok chronił się przed wywiezieniem na roboty w lwowskim klasztorze studytów, gdzie musiał przestrzegać bardzo surowej reguły, ale mógł też uczyć się ikonopisania, o czym marzył od dzieciństwa.

Po wojnie studiował na krakowskiej ASP, gdzie poznał Tadeusza Różewicza. To okres, w którym Nowosielski przeżywał kryzys wiary, czuł się ateistą, działał nawet w ZSMP, choć szybko okazało się, że nie umie znaleźć sobie miejsca w ramach socrealizmu. W 1950 roku władze ASP zwolniły z pracy Tadeusza Kantora, Nowosielski, który był jego asystentem - zwolnił się sam. Wraz z żoną - malarką Zofią Gutowską - przenieśli się do Łodzi. To małżeństwo, które przetrwało ponad pół wieku, oparte było - jak pisze Czerni - na poświęceniu przez Zofię swojej twórczości. Zdolna artystka przestała malować własne dzieła, aby stworzyć dom i zaopiekować się mężem. Nowosielski malował w tym okresie miejskie pejzaże i cykle obrazów z kobietami uprawiającymi sport. Na krakowską ASP powrócił dopiero w 1960 roku.

W okresie łódzkim Nowosielski zaczął pracować jako malarz kościelnych polichromii. Jedną z pierwszych realizacji był kościół w Kętrzynie, z czasem dzieła Nowosielskiego znajdą się w dziesiątkach świątyń w całej Polsce - w Białym Borze, Hajnówce, Zawierciu, w Krakowie, Warszawie. Był to jeden z głównych nurtów jego twórczości, choć wcale nie zawsze wzbudzający entuzjazm odbiorców. "Prawosławni mi mówią, że maluję za katolicko – a katolicy, że za prawosławnie" – pisał Nowosielski. Przyzwyczajeni do teatralnej, barokowej estetyki parafianie często nie doceniali jego wizji.

Przykładem może być historia polichromii w Jerzmanowicach, nad którą Nowosielski pracował w latach 1959-60. Proboszcz ks. Jan Rachtan pisał do malarza już w trakcie prac, że parafianie "nie chcą takiego malowania jak zaczęte (…), za tym idzie odmowa ofiar i koniec sprawy". Proboszcz zalecał kompromis: "Niech się Panowie umówią dać kolory pastelowe (niebieski kolor szpeci kościół, bo przypomina +chałupę+); pasy z sufitu wraz z prorokami usunąć (…) dać świętych nowych, z jasnymi, pięknymi twarzami, żeby je było widać. (…) Prosiłbym bardzo, żeby te usterki poprawić, twarze wyrównać i rozweselić, głowy oszlifować, pasy wzbogacić lub usunąć. Taki kościół lubi bogactwo polichromii, a nie monotonny prymityw". Ostatecznie prace przekazano innej ekipie, po protestach konserwatora Nowosielski zgodził się kościół ukończyć, redukując projekt do minimum.

"Nowosielskiego są w stanie przyjąć ludzie, którzy zabrnęli w straszne kłopoty, są w sytuacji grzesznej, są gdzieś tam na dnie, albo ludzie przeczołgani przez cierpienie i ten Chrystus taki ciemny, z takim ciemnym obliczem tam jest"

- mówiła podczas debaty nad twórczością malarza w redakcji "Teologii Politycznej" Krystyna Czerni. "I że nie są w stanie, i to nie jest niczyja wina, przyjąć tego Nowosielskiego ludzie, których wiara jest taka angeliczna, taka jasna, krzepiąca, którzy nie byli w sytuacji rozpaczy, pod ścianą" - podkreśliła.

Jerzy Nowosielski zmarł 10 lat temu, 21 lutego 2011 roku w wieku 88 lat.