Przeszłość skrajnie niebezpieczna

  

Święty ogień oburzenia mainstreamu na dziennikarzy, którzy sięgają do korzeni rodzinnych swoich kolegów po fachu lub znanych postaci życia publicznego, nie jest niczym zaskakującym. Byłbym zdziwiony, gdyby ze strony prorządowych mediów takich ataków zabrakło. Wyciągnięcie na światło dzienne fragmentu ich ważnej przeszłości, ich rodowodu, pozwala wyjaśnić i zrozumieć ich obecne wybory polityczne i dzisiejsze postawy. Mówiąc już całkiem dosadnie: przeszłość demaskuje ich teraźniejszość.

To stąd bierze się tak zdecydowany i ostry protest przeciwko lustracji rodziców. Jej przeciwnicy chcą, byśmy uwierzyli, że dom rodzinny nie miał żadnego wpływu na ukształtowanie ich światopoglądu, osobowości i systemu wartości, który będzie dla nich drogowskazem w dojrzałym życiu. Domagają się, byśmy uwierzyli w fałszywe argumenty. Cel takich żądań jest oczywisty. Ukryć przed światem swoje naturalne obciążenia. Te, które przy bliższej analizie wskazują na mocne przesłanki prawdziwości powiedzenia „niedaleko spadło jabłko od jabłoni".

Dziedzictwo konformizmu

Jeśli dziś zapytamy, jakie były motywy ludzi żyjących w czasach PRL, którzy szli do pracy w SB, którzy zostawali zawodowymi działaczami partii, to w zdecydowanej większości nie będziemy dalecy od prawdy, jeśli odpowiemy, że decydowały konformizm, dążenie do zrobienia łatwym sposobem kariery, chęć wygodnego życia dzięki najróżniejszym przywilejom, jakie przysługiwały ludziom związanym z aparatem ucisku i funkcjonariuszom partyjnym.

Chciałbym być dobrze rozumiany. Znam dziesiątki osób, które z gorsetu domu rodzinnego, narzucającego określony rodzaj mentalności, kształtującego określony model postępowania w życiu, wreszcie preferującego określony system wartości, zdołały się wyzwolić. I pozostając w silnych związkach uczuciowych z rodzicami, czy szerzej, z domem rodzinnym, poszły w życiu odmienną drogą. Nie powielają negatywnych cech osobowości swoich rodziców. Ale znam też setki wypadków tych, którym w takim stopniu zostały zaszczepione określone wzory postępowania, tak wrosły w ich osobowość, że powtarzają je w innych warunkach i w innych okolicznościach. Ci, którzy nie ciągną za sobą negatywnych cech swoich rodziców, nie powinni reagować alergicznie na przypominanie ich korzeni. O wściekłość może przyprawiać tych, u których wyraźnie widoczna jest wstydliwa bądź kompromitująca linia kontynuacji.

Zamach na III RP

To, co do tej pory powiedziałem, jest tylko przetarciem drogi do istoty rzeczy. Gdyby salonowi o to tylko chodziło, by nie poruszać sprawy przeszłości rodziców i bez względu na to, kim byli i co robili, uznać ich za nietykalnych. W istocie nie chodzi o Czarka Gmyza „jako gorliwego lustratora", który ujawnił, że matka sędziego Igora Tulei była funkcjonariuszką SB, a potem została zarejestrowana jako tajny współpracownik tej zbrodniczej instytucji. Ani o Dorotę Kanię, która pisze o rodowodach kilku znanych postaci świata mediów, służących wiernie obecnej władzy. Niezwykła agresja, jaka spotkała obydwoje dziennikarzy, ma o wiele poważniejsze powody niż troska o poszanowanie gniazda rodzinnego pana sędziego Tulei czy kilkorga dziennikarzy, którzy postanowili grzać się w cieple aktualnej władzy.

Prawdopodobnie ani Dorota Kania, ani Czarek Gmyz, wykonując swoje dziennikarskie powinności, nie zdawali sobie sprawy, że dokonują zamachu na III RP. Uderzają w jej fundament. Kruszą mur, który umożliwia jej trwanie. Swoimi „nieodpowiedzialnymi" dociekaniami podkładają drobne drewienka pod palenisko, które ogromne, wpływowe środowiska chciałyby uznać za bezpowrotnie wygasłe. Tym paleniskiem, które u nas było tłumione od narodzin III RP jest przeszłość. Brutalne rugowanie pamięci z naszego narodowego bytu jest jedną z najważniejszych cech pookrągłostołowego systemu. A przecież doświadczenie, zarówno to dotyczące rzeczy wstydliwych, krępujących, okropnych, zbrodniczych, jak i to, które obejmuje wzniosłość, heroizm, szlachetność, poświęcenie się dla ojczyzny, dla kraju karmi się pamięcią. W niej jest przechowywane jak w najcenniejszym sanktuarium, o które należy dbać, odświeżać, z niego czerpać nieustannie. Po to, aby przypominać ciągle, czego musimy się wystrzegać, by nie popełniać tych samych, czasami tragicznych w skutkach błędów. Aby nawiązywać, a czasami nawet naśladować, przy uwzględnieniu wszystkich nowych warunków, czyny i działania chlubne, pomnażające dobro w świecie, wznoszące nasze życie na wyższy poziom. Tak powinniśmy patrzeć na przeszłość zarówno w perspektywie życia indywidualnego, jak i życia w najważniejszej ze wspólnot, jaką jest naród.

Ignorowanie pamięci, traktowanie jej jako zbędnego balastu, przeszkadzającego, a dla części elit „solidarnościowych" wręcz uniemożliwiającego rozwój Polski, stało się głównym hasłem budowniczych III RP. Pierwszym, bolesnym dla wielu z nas ciosem, wymierzonym w naszą pamięć, w nasze doświadczenie, był wybór Wojciecha Jaruzelskiego na pierwszego wolnej Polski prezydenta. Stało się to możliwe dzięki skrytym, ukartowanym manipulacjom części członków Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie, uczestników obrad Okrągłego Stołu.

Pamięć pustoszy

Twórcy tej karykaturalnej demokracji od początku doskonale zdawali sobie sprawę, że sięganie do przeszłości jest materiałem, który nie jest tylko potencjalnym zagrożeniem dla III RP, ale środkiem, który wysadzi w powietrze ten nowy twór państwowy, powstały wyniku tajnych układów w Magdalence. Zabójcze dla III RP byłoby ukazanie prawdziwej przeszłości poszczególnych partii, mających swoje korzenie w PRL, a więc nie tylko partii komunistycznej, czyli PZPR, ale też jej przybudówek, ZSL i Stronnictwa Demokratycznego. Druzgocące dla wielu działaczy tych ugrupowań byłoby pokazanie ich dorobku i ich funkcji, jaką pełnili przed 1989 r.

Spustoszenia dokonałoby sięgnięcie do przeszłości naszego świata prawniczego – sędziów, prokuratorów, adwokatów, radców prawnych. Ogołocenia kadrowego doznałyby środowiska akademickie na wyższych uczelniach oraz pracownicy dziesiątków placówek naukowych.

Przetrzebionych zostałoby wiele kluczowych ministerstw, wśród nich najbardziej MSZ, w którym niczym w ulu przechowało się setki ludzi związanych ze służbami komunistycznego reżimu. Nawiasem mówiąc, tylko dzięki storpedowaniu przez wszystkie znaczące siły w państwie – przy ogromnym wsparciu części mediów – pamięci o przeszłości oraz braku odpowiednich mechanizmów i prawnych regulacji, aby jej dochodzić, stało się możliwe, by organizację przylotu prezydenckiego samolotu do Smoleńska 10 kwietnia 2010 r., z ramienia ambasady w Moskwie, zabezpieczał Tomasz Turowski, wieloletni agent peerelowskich tajnych służb. W każdym demokratycznym państwie za taki skandal w ciągu jednego dnia poleciałaby głowa szefa dyplomacji.

Oczywiście każdy upływający kolejny rok oddala nas od szansy zajrzenia do przeszłości wielu osób, które skrzętnie ją ukrywają. A że naszym obowiązkiem jest do niej zaglądać, świadczy przykład Anny Grodzkiej, kandydatki Ruchu Palikota na wicemarszałka Sejmu. Jak trafnie zauważył na falach Radia Warszawa ks. Henryk Zieliński, redaktor naczelny tygodnika „Idziemy", Anna Grodzka zmieniła swoją powierzchowność fizyczną. Ale mentalność pozostała jednak ta sama – aktywnego działacza organizacji komunistycznych, wiernie służącego PZPR. Nie przekona nas dziś zakazem: „Wara od mojej przeszłości".
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl