Hołownia w butach Palikota

Obserwatorzy i komentatorzy życia politycznego zastanawiają się, czy Szymon Hołownia zawsze miał takie poglądy jak obecnie, czy też zmienił się pod wpływem swoich doradców. Jedno jest pewne: jego ugrupowanie, o ile przetrwa trzy lata, na pewno nie pozyska konserwatywnych wyborców, lecz będzie łowiło w elektoracie Platformy Obywatelskiej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Analizując działania Hołowni, trudno oprzeć się wrażeniu, że jego droga polityczna jest bardzo podobna do tej, którą przebył Janusz Palikot. Warto przeanalizować od samego początku karierę Palikota i Hołowni.

Początkowy kurs na katolicyzm…

Niezorientowanym trudno dziś uwierzyć w to, że na początku działalności publicznej Janusza Palikota były media. A ściślej – chrześcijański tygodnik „Ozon”, który pojawił się na rynku w 2005 r., pięć miesięcy przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi. Pierwszym redaktorem naczelnym był Dariusz Rosiak, a jego zastępcami – Anna Moczulska oraz... Szymon Hołownia. 53 proc. udziałów w spółce Ozon Media wydającej tygodnik miał Janusz Palikot, wówczas jeden z najbogatszych ludzi w Polsce.

Dwa miesiące po ukazaniu się tygodnika na rynku, w czerwcu 2005 r., Palikot ogłosił wstąpienie do regionalnych struktur Platformy Obywatelskiej w Lublinie. Wystartował w wyborach parlamentarnych i dostał się do Sejmu. Dopiero po latach wyszło na jaw, że na temat założenia „Ozonu” Palikot rozmawiał z Adamem Michnikiem.

Szymon Hołownia, który dwukrotnie wstępował do dominikańskiego nowicjatu i dwukrotnie z niego wystąpił, przez lata był określany jako „publicysta katolicki”. Swoje teksty publikował w „Przewodniku Katolickim”, „Tygodniku Powszechnym” i „Więzi”. Przez pięć lat był nawet dyrektorem programowym kanału Religia.tv, należącego do koncernu ITI – antena została zlikwidowana w październiku 2015 r. To nie oznaczało jednak końca kariery Hołowni – szybko odnalazł się jako komediant, a można się o tym przekonać, oglądając archiwalne programy TVN „Mam talent”.

I tutaj też jest podobieństwo do Palikota, ten bowiem też się objawił jako komediant. W 2007 r., będąc już dwa lata posłem PO, przyniósł ze sobą na konferencję prasową dotyczącą sprawy oskarżenia lubelskich policjantów o gwałt i molestowanie seksualne silikonowego penisa i pistolet. Rok później, w 2008 r., przyszedł do studia telewizji TVN z „prezentem dla PZPN” – świńskim łbem. Niebawem został pierwszym skandalistą III RP i założył Ruch Palikota, którego akcje stały się pierwowzorem dla działalności Marty Lempart. W końcu ogłosił apostazję.

…i od niego odwrót

Na razie Szymon Hołownia nie przynosi osobliwych rekwizytów na swoje spotkania, ale powoli dystansuje się do Kościoła. „Jestem w Kościele, bo jest w nim wszystko, czego potrzebuję do własnego duchowego rozwoju i do tego, żeby stawać się lepszym, pełniejszym człowiekiem. Jest w nim Ewangelia, żywy Chrystus w sakramentach, wspólnota: bracia i siostry – bardzo różni, ale bez nich nie da się pomyśleć wiary. (...) Myślę, że trzeba czym prędzej zrealizować – i powinni to zainicjować katolicy – przyjazny rozdział Kościoła od państwa. To byłby początek procesu ozdrowieńczego” – mówił Szymon Hołownia w grudniu 2019 r. w wywiadzie dla „Znaku”.

Rok później prezentował już zupełnie inne stanowisko. Na konferencji prasowej mówił o rozdziale Kościoła od państwa polegającym m.in. na likwidacji Funduszu Kościelnego. Jego zdaniem należy zabrać politykom i oddać obywatelom prawo do wspierania organizacji religijnych środkami z budżetu państwa. Nie zabrakło także ataków na o. Tadeusza Rydzyka – Hołownia domaga się kontroli NIK i „dogłębnego audytu” wszystkich inicjatyw redemptorysty. Hołownia postuluje także likwidację funkcji etatowych kapelanów w formacjach i instytucjach innych niż Wojsko Polskie, policja i Straż Graniczna.
Co ciekawe, podobne postulaty stawiał przed laty Janusz Palikot. Wystarczy przejrzeć archiwalne nagrania lub poczytać relacje z jego wystąpień.

Na kogo postawią służby

Dziś śmiało można powiedzieć, że przed laty ludzie z poprzedniego systemu i ci, którzy zachowali wpływy w służbach specjalnych, postawili na Palikota. Ważnym symbolem dla jego partii był Jerzy Urban, który pojawił się na wieczorze wyborczym Ruchu Palikota i do którego wcześniej w swoich paskudnych happeningach Palikot nawiązywał. Lubelski polityk odwoływał się nie tylko do czytelników „Nie”; jego zwolennikami byli w dużej mierze także ludzie skupieni wokół skrajnie antychrześcijańskiego tygodnika „Fakty i Mity”. Z tygodnikiem tym współpracował Grzegorz Piotrowski, jeden z zabójców ks. Jerzego Popiełuszki.

Na listach Ruchu Palikota znalazł się wówczas były ksiądz – Roman Kotliński, założyciel „Faktów i Mitów”, w których zatrudniał Piotrowskiego (w tygodniku ukazał się cykl wywiadów z byłym esbekiem pt. „Nie zabiłem ks. Popiełuszki”). Z list Palikota kandydował także zastępca redaktora naczelnego „Nie” Andrzej Rozenek. Byli funkcjonariusze służb specjalnych PRL i aparatu partyjnego otaczali Palikota od początku jego kariery biznesowej, byli także przy nim w trakcie jego działalności politycznej.

Chciałoby się dziś powiedzieć, że stara bezpieka wymiera, że nie ma już właściwie ludzi komunistycznych służb specjalnych. Nic bardziej mylnego! Po pierwsze, znaczenie zachowali ci, którzy swoje kariery zaczynali w latach 80. Po drugie – o czym mówi socjologia – te środowiska się replikują w postaci szeroko pojętych resortowych dzieci: chodzi nie tylko o więzy krwi i kontynuowanie rodzinnych „tradycji”, ale przede wszystkim o kontynuowanie wzorów zaczerpniętych od swoich mentorów, wychowawców i nauczycieli.

Znamienne jest to, że przy Hołowni w dniu, kiedy zainaugurował on swoje wejście do polityki, na sali – jako jego sympatycy – pojawili się ludzie związani ze służbami specjalnymi. Nie brakowało ich także w czasie kampanii prezydenckiej – warto przypomnieć, że twarzą ugrupowania Hołowni jest gen. Mirosław Różański, który został powołany do wojska w 1982 r., następnie rozpoczął naukę w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu i wstąpił do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (był w niej do 1990 r.).
Różański trafił także do tzw. złotego funduszu Jaruzelskiego, czyli Funduszu Przyspieszonego Rozwoju.

Znaleźli się w nim młodzi ludzie, wyselekcjonowani na początku lat 80. spośród kadry oficerskiej jako ci, którzy będą w przyszłości dowodzili polską armią. Wojsko miało czuwać nad ich rozwojem i przygotowaniem do roli dowódców. Ta grupa miała przywileje finansowe, zapewnioną możliwość szkoleń i drogę awansu. W wojskowych służbach specjalnych PRL nazywano ich „kadrą perspektywiczną”.

Co dalej?

Ci, którzy stoją za Szymonem Hołownią, byli przekonani, że wybory prezydenckie odbędą się w maju. Ogłoszenie jego startu w wyborach zaledwie kilka miesięcy wcześniej było starannie zaplanowane. Szanse Hołowni wzmacniała fatalna kampania Małgorzaty Kidawy-Błońskiej – były prezenter TVN miał ją pokonać, przejmując lwią część elektoratu Platformy, a następnie jej parlamentarzystów.

Jak już wiemy, wszystko skończyło się w sferze planów. Teraz ci, którzy stworzyli Hołownię i wyłożyli pieniądze na jego promocję, chcą stworzyć nowe ugrupowanie polityczne. Na razie średnio się im to udaje – na lewo od Zjednoczonej Prawicy jest zbyt dużo chętnych do dzielenia partyjnych tortów, by mógł się do nich dopchać jeszcze jeden smakosz politycznej kuchni.

 


Źródło:

#Gazeta Polska Codziennie

Dorota Kania
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo