Jako młody chłopiec wstąpił do klasztoru dominikańskiego w Neapolu, zaczytywał się w Erazmie z Rotterdamu, Tomaszu z Akwinu. Studiował wszystko co mu wpadło w ręce, tworząc przy tym własny system filozoficzny, w którym brakło miejsca dla dogmatów wiary katolickiej, odrzucał Trójce Świętą, boskość Chrystusa. Teoria Kopernika była mu potrzebna do potwierdzenia własnych wyobrażeń na temat wszechświata. Przy czym nie uznawał badań naukowych, a wszelkie wyliczenia go nudziły. Nieustannie popadał w konflikty z przełożonymi, by wreszcie w 1576 roku odejść z zakonu i ruszyć w podróż życia. Wszędzie krytykował i katolików, i luteran, i kalwinów. Nie przeszkodziło mu to w Genewie przejść na kalwinizm. Jednak kiedy to zrobił napisał rozprawkę, w której zaatakował największych genewskich kalwińskich teologów. Zachował się akt oskarżenia Bruno:

Przed Konsystorzem stanął Filippo Bruno, student zamieszkały w tym mieście, który prosi o dopuszczenie go do Wieczerzy, jaka została mu zabroniona, z powodu tego, że obrzucił kalumniami urzędników i regenta kolegium niejakiego Mr. Anthoyne de la Faye.

Władze nakazały mu zwijać manatki i wynosić się z miasta. Giordano pojechał do Francji, w Paryżu udało mu się dostać na dwór królewski, gdzie w zamian za naukę szybkiego zapamiętywania, król mianował go profesorem Sorbony. Szybko zraził do siebie innych naukowców, głównie za krytykę filozofii Arystotelesa, więc znów ruszył przed siebie, a że zawsze mierzył wysoko, znalazł się w Anglii na dworze królowej Elżbiety. Krótki epizod oksfordzki zakończył się podobnie jak ten na Sorbonie – skonfliktował się ze wszystkimi profesorami. Zostawił Anglię i wrócił na kontynent występując z wykładami publicznymi w Pradze, Wittenberdze i Helmstedt. Piętnował w nich papieża, kościół katolicki, kalwinizm, filozofów i matematyków, a siebie nazywał „synem nieba i matki ziemi” twierdząc, że dzięki swej magicznej potędze może podporządkować sobie każdego władcę na ziemi. Pierwsi ekskomunikowali go luteranie z Helmstedt, nakazując też by opuścił ich uniwersytet. W 1592 roku Giordano Bruno wrócił do Italii. W Wenecji spotkał szlachetnie urodzonego Giovanniego Mecenigo, który go zatrudnił jako nauczyciela do szybkiego zapamiętywania rzeczy, poznania tajników ezoteryki i magii. Niezadowolony z efektów nauki Mecenigo związał Giordana i zaprowadził do biur inkwizytora weneckiego, tłumacząc:

Mam go tu na swoim utrzymaniu, obiecał nauczyć mnie wielu różnych rzeczy i dostał w zamian wiele cennych przedmiotów i pieniądze… Nie widzę na razie żadnych wyników; powątpiewam też, czy jest on porządnym człowiekiem.

Rok później Bruno zostaje przewieziony do Rzymu, do więzienia, w którym zapewniono mu niezbędne warunki do pisania, dostarczano papier i pióra. Korzystał ze względnej swobody pisząc kolejne traktaty i memoranda. Proces trwał wiele lat, inkwizytorzy starali się przede wszystkim nakłonić go do odwołania swoich nauk i pokuty. Giordano nie mówił wszystkiego, zataił swoją konwersję na kalwinizm, twierdził ze pisał tylko poetyckie teksty. Śledczy wykonali kawał drobiazgowej roboty i zebrali wszystkie pisma Bruna wydawane w całej Europie i wtedy dopiero odkryli wszystkie te poglądy, które zataił przed nimi oskarżony. Wezwani świadkowie stwierdzali m.in. że Giordano nauczał, iż

jest nieprzyjacielem mszy św., nie podoba mu się żadna religia, a Chrystus był nieszczęśnikiem i czynił nieszczęsne dzieła, oczarowując ludy. (…) Bóg stwarza ciągle nowe światy, a Chrystus czynił pozorne cuda i był magiem, podobnie jak apostołowie; Jezus umierał bardzo niechętnie i gdyby mógł, to uciekłby z miejsca kaźni; nie ma kary za grzechy…

Wszystko wskazywało na to, że Giordano Bruno chciał stworzyć nową religię, w której byłby głównym kapłanem. Inkwizytorzy w końcu ponieśli porażkę, nie udało im się nakłonić go do pokuty, więc musieli oddać go pod sąd świecki, z zaznaczeniem by „trybunał obszedł się z nim w sposób łagodny, bez przelewu krwi”. Jednak jak pisze Tomasz Gałuszka OP w książce „Inkwizytor też człowiek” władze Rzymu nie mogły wydać innego wyroku niż kara śmierci, gdyż taka była kara za obrazę majestatu.

17 lutego 1600 roku Giordano Bruno spłonął na Campo de’ Fiori. Nie zostawił po sobie żadnych uczniów, jego zagmatwane pisma trafiły na Indeks Ksiąg Zakazanych, a chichot historii sprawił, że w XIX wieku powstała legenda o wspaniałym naukowcu, który za swą naukę zginął z rąk strasznej inkwizycji i ta legenda trzyma się, niestety, mocno.