Francja nie jest bankrutem, ale wskaźniki ekonomiczne dotyczące długu publicznego, emerytur, zatrudnienia, handlu zagranicznego i wydatków publicznych są alarmujące - pisze prawicowy francuski dziennik "Le Figaro".

Krzywa zadłużenia Francji jest jednym z takich niepokojących czynników i odzwierciedla pogarszanie się sytuacji państwa w dziedzinie finansów publicznych - pisze "Le Figaro". Od 1974 r. dług zwiększył się z 21,2 proc. do 89,9 proc. PKB (ponad 1800 mld euro), pogłębiony oczywiście przez recesję z lat 2008-2009. Według rządowych prognoz dług ma w tym roku jeszcze wzrosnąć do 91,3 proc. PKB, zanim zacznie spadać w 2014 r.

Francuska gazeta zwraca uwagę, że reforma emerytalna z 2010 r. (zakładająca progresywne podniesienie wieku emerytalnego o dwa lata) miała umożliwić zmniejszenie o połowę deficytu (w systemie emerytalnym) we wszystkich filarach do 2018 r. Jednak kryzys finansowy rozwiał te nadzieje, ponieważ w 2020 r. ma brakować w kasie 25 mld euro.

Jeśli chodzi o kwestie zatrudnienia, to - jak podkreśla "Le Figaro" - liczba bezrobotnych nigdy nie była we Francji tak rekordowa. W ciągu roku wzrosła o 8,1 proc. we wszystkich kategoriach, na całym terytorium Francji. We Francji metropolitalnej szczególnie niepokojąca jest sytuacja osób, które od dawna, tzn. powyżej trzech lat, są bez pracy. Ich liczba przekroczyła pod koniec zeszłego roku pół miliona (skok o 18,6 proc. w ciągu roku). "Przed trzema laty było ich poniżej 300 tys." - podkreśla "Le Figaro". To samo tyczy się bezrobotnych powyżej 50. roku życia. Ich liczba podskoczyła o 15,2 proc. w ciągu roku, osiągając blisko milion.

Daleko bardziej alarmujące od długu publicznego są dane dotyczące handlu zagranicznego i bilansu płatniczego, które mogą pewnego dnia wskazać, że wyłania się bankructwo Francji - podkreśla dziennik.