O co naprawdę chodzi feministkom? Politolog nie ma złudzeń: "Strajk kobiet" chce realnej władzy

W rozmowie z Niezależna.pl politolog doktor Krzysztof Kawęcki wskazuje, że „Ogólnopolski Strajk Kobiet” chce wytworzyć pewne wrzenie i społeczną rebelię. To z kolei – dodaje ekspert - ma spowodować konsekwencje polityczne, czyli zdobycie realnej władzy: ustawodawczej w parlamencie, wykonawczej poprzez rząd. Potem zostaną wprowadzone aborcja nienarodzonych i eutanazja seniorów. Taki bowiem jest cel „Międzynarodowego Strajku Kobiet”, w który wpisuje się i ten pod przywództwem Marty Lempart.

fot. Aleksander Mimier/ niezalezna.pl

W ostatnią środę znów zaczęły się demonstracje „Ogólnopolskiego Strajku Kobiet”. Powodem była publikacja w Dzienniku Ustaw wyroku Trybunału Konstytucyjnego, zakazującego aborcji eugenicznej. Wyrok zatem już wszedł w życie. Po co więc są te akcje „Strajku Kobiet”? Zabijanie chorych nienarodzonych jest już zakazane i to się nie zmieni!

Jakiekolwiek racjonalne argumenty nie trafiają do tych, którzy inspirują i przygotowują wspomniane protesty. Dlatego merytoryczna rozmowa z nimi jest niemożliwa.

„Ogólnopolski Strajk Kobiet” wpisuje się w działania globalistycznego ruchu feministycznego. Tak zwanego „Międzynarodowego Strajku Kobiet”, który kilka lat temu przeszedł ulicami głównie krajów Ameryki Łacińskiej. Jest to ruch polityczny, na pewno inspirowany i finansowany przez międzynarodowe kręgi lewicowe. Tak, że można powiedzieć: celem jest przede wszystkim destrukcja całego ładu społecznego. W tym oczywiście, zakwestionowanie prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Pamiętajmy zatem, że nie chodzi tylko o zanegowanie życia dzieci nienarodzonych, ale również godnego życia seniorów. Wprowadzenie więc eutanazji. To jest celem tego międzynarodowego ruchu.

A czym – według Pana – ostatecznie ów ruch się kieruje?

Na pewno jest to nienawiść wobec ukształtowanego przez wieki ładu społecznego, opartego o cywilizację łacińską. A zatem, również o etykę chrześcijańską.

I można powiedzieć, że rewolucja dzieje się od dawna. Pierwszym rewolucjonistą był Lucyfer, który powiedział „Non serviam”, czyli „Nie będę służył”! I właśnie takim buntem przeciwko ładowi opartemu o prawo naturalne i prawo Boże, były wszystkie późniejsze rewolucje: francuska, bolszewicka i narodowo – socjalistyczna.

„Ogólnopolski Strajk Kobiet” na pewno jest wyrazem frustracji, niemożności. Ale również takiego – powiedziałbym – buntu, pochodzącego z niesamowitej pychy człowieka, zupełnie odrzucającego naturalne formy życia społecznego. I jeszcze raz podkreślę, że „Ogólnopolski Strajk Kobiet” inspiruje się w dużym stopniu działaniem globalistycznego ruchu feministycznego. Przede wszystkim akcjami podjętymi w Argentynie. Walka środowisk proaborcyjnych o wprowadzenie w Argentynie tak zwanej „aborcji bez ograniczeń” trwała około piętnastu lat. A od 2017 roku jest nasilenie tych działań. I akcje „Ogólnopolskiego Strajku Kobiet” absolutnie nawiązują do tych działań argentyńskich. Niestety, w Argentynie Senat, czyli druga Izba Parlamentu, przyjął projekt tak zwanej „aborcji bez ograniczeń”, którą można przeprowadzić do dwóch tygodni. Ale również po tym czasie, w zasadzie jest możliwość przeprowadzenia tak zwanej „aborcji”. I ta symbolika, którą stosują protestujący w naszym kraju, nawiązuje do różnych działań, jakie miały miejsce w Argentynie.

Na przykład, warto zwrócić uwagę, że gdy argentyński Senat przed kilkoma dniami podejmował decyzję o legalizacji „aborcji bez ograniczeń”, to było to wspierane demonstracją Amnesty International. A właśnie Amnesty International posługuje się (wprowadzonym przez siebie) symbolem parasolek, który później przyjął feministyczny i skrajnie lewicowy ruch w Polsce.

W środę protest „Strajku Kobiet” był w miarę spokojny. Teraz jest znacznie burzliwiej. W czwartek kilka osób wdarło się nawet na teren Trybunału Konstytucyjnego. Jak Pan sądzi: dlaczego tak jest? Skąd ta gwałtowność?

Mamy tu do czynienia z próbą rewolty. Stąd we wspomnianej Argentynie, ruch proaborcyjny wyznaczył sobie dwa cele taktyczne: Po pierwsze - jak mówili zwolennicy tego ruchu - „musimy opanować ulice”. I chwalili się, że to zrobili. A drugie działania, to była legislacja: kilkakrotnie zgłaszano różne projekty proaborcyjne, które stale odrzucano. Ale ostatecznie, nowy. lewicowy prezydent w 2019 roku tą proaborcyjną ustawę po prostu przyjął. I tak samo w Polsce chodzi o taktykę „opanowania ulicy”. „Opanowania ulicy” w tym sensie, aby wyzwolić jak najbardziej prymitywne emocje wśród różnych środowisk. I po prostu wprowadzać w życie rebelię i barbaryzm z niespotykanymi wcześniej w przestrzeni publicznej wulgaryzmami.

Ale proszę zauważyć: są to działania, które zawsze charakteryzowały wszystkie ruchy totalitarne. Nie chciałbym oczywiście porównywać działań „Strajku Kobiet” do działań terrorystycznych. Jest to działanie absolutnie destrukcyjne i anarchistyczne, które ma spowodować konsekwencje polityczne.

Jakie?

Oczywiście, przede wszystkim chodzi o to, aby zdobyć realną władzę, czyli ustawodawczą - w parlamencie, oraz wykonawczą - rząd. To pewnie– mam nadzieję – niewykonalne. Ale ta strategia jest realizowana. A zatem, wybory do Sejmu, które będą miały miejsce w terminie konstytucyjnym w 2023 roku, będą może szczególnie ważne. Tak samo, jak wybory prezydenckie.

Myślę, że organizatorzy strajków liczą na to, że ich akcja wygeneruje jakąś skrajnie lewicową, proaborcyjną siłę polityczną, która będzie w stanie przeprowadzić te polityczne procesy. Na pewno również liczą na to, że ich działania spowodują wywarcie presji na te ugrupowania, które w jakiś sposób – można powiedzieć – życzliwie „patrzą” na to, co się dzieje. A zatem, na Platformę Obywatelska, czy na Lewicę. Ale być może również na kształtujący się ruch Hołowni. Dlatego, że te protesty mają pewien swój zasięg, ale nie są aż tak bardzo liczne.

Nie przekładają się zresztą na sondażowy wzrost: czy to Lewicy, czy to Platformy Obywatelskiej. A tym bardziej nie spowodowały, że ukształtował się jakiś skrajnie lewicowy ruch polityczny. Próby tworzenia takiego proaborcyjnego ruchu politycznego, tak zwanego „antyklerykalnego”, były zresztą już podejmowane. I mimo wielkiego wsparcia (również finansowego i medialnego) przez niektóre ośrodki, ten ruch po prostu nie zaistniał. Myślę tu o takich nieudanych próbach, jak Ruch Palikota, czy później - w wersji zmienionej - ruch Petru. Teraz pojawił się ruch Hołowni. Może bardziej – że tak powiem –skryty w swej taktyce.

A zatem, sytuacja w Polsce jest trochę odmienna, niż w innych krajach, na przykład w Argentynie. Otóż u nas, złudzeniem jest liczenie na to, że protesty i anarchizacja życia publicznego doprowadzą do wygenerowania jakiegoś silnego, skrajnie lewicowego ruchu.

 

Źródło: niezalezna.pl

#strajk kobiet #aborcja #Eutanazja #Krzysztof Kawęcki

albicla.cpm@ Eryk Łażewski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo