W meczu, który może mieć duży wpływ na końcowy układ tabeli Grupa Azoty przedłużyła zwycięską serię, którą imponuje w PlusLidze i Lidze Mistrzów. Polskie zespoły stworzyły świetne widowisko, w którym nie brakowało dobrej siatkówki i zwrotów akcji.

Przyjechaliśmy do Bełchatowa zmotywowani i nastawieni, żeby wygrać z PGE Skrą na jej terenie. Myślę, że to spotkanie stało na bardzo wysokim poziomie i była to świetna reklama polskiej siatkówki. Drużyna PGE Skry podjęła pełne ryzyko na zagrywce. Wychodzili i uderzali mocno. Fenomenalnie serwował Mateusz Bieniek, którego zagrywkę było mi bardzo trudno przyjmować. Na szczęście mamy wiele silnych stron, którymi potrafimy kompensować słabsze przyjęcie. Potrafiliśmy dziś grać mądrze, nabijać piłkę na blok, grać cierpliwie i ponawiać akcje

- mówił reprezentant Polski Aleksander Śliwka.

To było piękne polskie starcie w Lidze Mistrzów. Skrót meczu w linku poniżej

Dużo emocji przyniósł już otwierający set. Początkowo inicjatywa należała w nim do kędzierzynian. Kolejne ataki Łukasza Kaczmarka i Aleksandra Śliwki pozwalały gościom utrzymywać dwupunktowe prowadzenie. Straty PGE Skry odrobił jednak Serb Dusan Petkovic, a dwa bloki na Kamilu Semeniuku dały miejscowym prowadzenie 21:19. Wydawało się, że to PGE Skra jest bliżej wygrania seta, lecz dwukrotnie pomylił się bardzo dobrze spisujący się do tej pory Taylor Sander, a po asie serwisowym Kaczmarka Grupa Azoty odzyskała prowadzenie (22:21). Goście zachowali też więcej zimnej krwi w końcówce, kiedy do piłki setowej doprowadził Śliwka, a następnie w boisko nie trafił Sander.

Role odwróciły się w drugiej partii, która toczyła się pod dyktando bełchatowian. Gospodarze dobrze zaczęli (6:2 i 12:7), ale podopieczni Grbica systematycznie odrabiali straty i wreszcie do remisu 18:18 atakiem ze środka doprowadził Jakub Kochanowski. W PGE Skrze świetnie spisywał się jednak Petkovic, który najpierw odzyskał prowadzenie (20:19), a później przybliżył swój zespół w zwycięstwa w secie (23:21). Przypieczętowali je Sander i Milad Ebadipour, który popisał się asem serwisowym.

W trzecim secie siatkarze Grupy Azoty świetnie przyjmowali i znów byli bardzo skuteczni w ataku. W efekcie prowadzili od początku do końca partii. Po asie Benjamina Toniuttiego wygrywali 20:16, a po mocnej zagrywce Kochanowskiego było 23:19. Ostatni punkt w pewnie wygranej partii zdobył Bartłomiej Kluth.

Losy kolejnej odsłony polskiego starcia rozstrzygnęły się za sprawą zagrywki Mateusza Bieńka i serii błędów kędzierzynian. Dzięki serwisom reprezentacyjnego środkowego PGE Skra osiągnęła wyraźną przewagę (15:10). Później zaś pogubili się goście, dzięki czemu siatkarze Michała Mieszko Gogola wygrywali 21:15. Taka przewaga pozwoliła im doprowadzić do tie-breaka.

Rozstrzygającą partię lepiej zaczęli siatkarze z Kędzierzyna-Koźla (5:2), którzy zachowali więcej sił. Po bloku na Sanderze zwiększyli prowadzenie do pięciu punktów (9:5). Do piłki meczowej asem serwisowym doprowadził Kaczmarek (15:8), a ostatnią akcję po stronie PGE Skry zepsuł Epadipour.

To było czwarte zwycięstwo Grupy Azoty w tej edycji Ligi Mistrzów. Kędzierzynianie umocnili się na pozycji lidera grupy A. Za nimi jest PGE Skra, ale zdobyty we wtorek punkt może pomóc jej w awansie do play off z drugiego miejsca.

PGE Skra Bełchatów - Grupa Azoty Kędzierzyn-Koźle 2:3 (23:25, 25:21, 20:25, 25:19, 10:15)