Polityczna epoka żelaza

  

Gdy piszę niniejszy artykuł, wszystkie oczy są zwrócone na Waszyngton. Trudno się temu dziwić, ponieważ entourage, w jakim odbyła się ceremonia zaprzysiężenia Josepha Bidena na urząd prezydencki, dalece odbiegał od tego przyjętego zwyczajowo. Niestety, aby zapewnić demokratyczne standardy przebiegu uroczystości, należało ściągnąć nad Potomac aż 25 tys. żołnierzy. Czuję się z tym nieswojo, gdyż dotarło do mnie, że stolica „wolnego świata” musiała osłonić rządowe budynki zasiekami z drutu kolczastego i zablokować ulice pojazdami opancerzonymi w celu dopełnienia konstytucyjnej procedury.

Coś za oceanem poszło źle, skoro zadania wykonywane przez policję musiała przejąć armia. Nie zgadzam się absolutnie z tezą, że jest to wewnętrzna sprawa Stanów Zjednoczonych, kraj ten bowiem, realizując politykę mocarstwową, bardzo aktywnie wpływa środkami dyplomatycznymi, a także – naturalnie dużo rzadziej – militarnymi, na politykę zagraniczną i wewnętrzną innych państw. W stosunkach międzynarodowych obowiązuje bezwzględnie zasada wzajemności, toteż jestem pewien, że Moskwa, Teheran, Pekin oraz inne stolice głównych graczy uważnie obserwują rozwój wydarzeń na Kapitolu i w Gabinecie Owalnym, by w odpowiednim czasie zacząć szermować motywem jakości amerykańskich swobód. Dodatkowo żywię obawę, że zbliżające się lata będą charakteryzowały chaos, ciągły konflikt i anarchia, co zdynamizuje proces przesunięcia globalnych ośrodków decyzyjnych do Azji. Na terenie pogrążonej w kryzysie gospodarczym i moralnym Europy przyspieszą procesy antywolnościowe, odejście zaś od tradycyjnej demokracji bezprzymiotnikowej zakończy na Starym Kontynencie „polityczną epokę żelaza”.

Co pokazał sylwester w Kolonii

„Polityczną epokę żelaza” charakteryzuje – oczywiście w mojej własnej systematyce – siła głosu społeczeństw regulowana obowiązującymi przepisami prawa, wartościowy pieniądz, bezpieczeństwo socjalne i osobiste obywateli, sprawność militarna państw zapewniająca odstraszanie potencjalnych agresorów, a także wolność wyznania, praktyk religijnych i tworzenia sztuki. Tego wszystkiego mamy obecnie deficyt, jeśli zaś przyjrzeć się sprawie uważniej, wtedy zauważymy, że nie jest to wcale rzecz nowa, ale nurt trwający latami, który się obecnie domyka.

Niewielu z nas – przytłoczonych kakofonią codziennych informacji – pamięta dziś jeszcze o wydarzeniach, które miały miejsce w Kolonii podczas zabawy sylwestrowej w 2015 r. Tamtego dnia kohorty śniadolicych przybyszów z Afryki i Azji dopuściły się setek bezprecedensowych ataków fizycznych na kobiety świętujące pod gołym niebem nadejście nowego roku. Służby porządkowe europejskiego hegemona były kompletnie bezradne i nie potrafiły ani działaniom przemocowym zapobiec, ani ich przerwać. By oddać skalę zjawiska, przypomnę, że oficjalną skargę złożyło 660 pań, czyli nie była to szarpanina grupy wyrostków, rozpędzona po kilku chwilach przez sprawnie dowodzony pododdział policjantów, ale zmasowany, trwający wiele godzin proceder, który wymknął się całkowicie spod kontroli funkcjonariuszy. Jakby tego było mało, niemieckie media początkowo całkowicie przemilczały wydarzenia i poinformowały o nich dopiero po kilku dniach, kiedy stało się jasne, że dłużej ich ukrywać się już nie da. Nadmienię ponadto, że na fotelu kanclerskim zasiadała wówczas – podobnie jak i dziś – Angela Merkel, uważana przez liberalną stronę sporu politycznego za strażniczkę demokracji od Lizbony po Białą Podlaską. Musimy chyba wszyscy się zgodzić, że ta rola zdecydowanie przerosła Frau Bundeskanzlerin.

Pogaduszki z polską opozycją i o czym to świadczy

Frau Bundeskanzlerin najwyższą skuteczność wykazywała w zarządzaniu konfliktem wewnętrznym poza granicami własnego kraju, nie wahając się przy tym przekraczać przyjętych zasad. Przykładem chyba najbardziej sztandarowym podobnego postępowania był jej konwentykiel z przedstawicielami nadwiślańskiej opozycji w warszawskiej ambasadzie Niemiec, do którego doszło w lutym 2017 r. Dziś, kiedy emocje już nieco ostygły, z zażenowaniem można przypomnieć sobie ówczesne tłumaczenia Władysława Kosiniaka-Kamysza, który deklarował poruszenie kwestii budowy Nord Streamu 2 oraz uczynek Grzegorza Schetyny, debatującego z głową obcego państwa o polskim Trybunale Konstytucyjnym. Tutaj nasuwa się pytanie – jeśli takie postępowanie polityków nie jest zrzeczeniem się własnej suwerenności, to co nim jest? Niemiecka buta objawiła się wówczas samym pomysłem organizacji posiedzenia, ale wydarzenie świadczy także o pewnym nierozumieniu sytuacji politycznej pod Tatrami, gdyż można wnioskować, że nad Sprewą wciąż uważano rząd Zjednoczonej Prawicy za tymczasowy i liczono na doprowadzenie do przyspieszonych wyborów, czyli powtórzenie scenariusza z roku 2007.

Przeprawa z Trumpem i pieniądze dla NATO

Nic takiego się nie stało, a kara spadła na kanclerz Merkel już miesiąc później, kiedy spotkała się z Donaldem Trumpem w Białym Domu, gdzie gospodarz odmówił uściśnięcia jej prawicy pomimo gorących zachęt fotoreporterów uwieczniających tę podniosłą chwilę. Był to dopiero początek jej drogi cierniowej we wzajemnych kontaktach z ekscentrycznym miliarderem.

Ekscentryczny miliarder potraktował bezpieczeństwo niczym towar, każąc sprzymierzeńcom słono płacić za stacjonowanie amerykańskich oddziałów na ich terytorium. Dokonał także szczegółowej analizy wydatków militarnych państw tworzących Sojusz Północnoatlantycki i zażądał – głównie od Niemiec – zwiększenia nakładów na obronność do wysokości przewidzianej traktatami, czyli 2 proc. PKB. Niemka, systematycznie nagabywana przez Amerykanina, okazała się bezradna i wreszcie, po kilku spotkaniach na szczycie, złożyła mętną deklarację, że jej kraj osiągnie wymagany pułap finansowania zbrojeń, ale dopiero w roku 2030. Trudno uznać ów manifest za jednoznaczne zwycięstwo Trumpa, ale w szerszej perspektywie stał się on jednak pogromcą berlińskiej „czarnej wdowy”.

Kontynuator, czyli zgodny kurs na lewo

Berlińska „czarna wdowa” przez półtorej dekady wykończyła wszystkich koalicjantów współtworzących rządy z chrześcijańskimi demokratami spod sztandarów CDU i CSU. Pierwszą ofiarą stała się Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (SPD), która weszła do inicjalnego gabinetu Merkel po elekcji 2005 r. Upłynęły cztery lata i przy kolejnych wyborach okazało się, że jedynym ugrupowaniem w Bundestagu, które zmniejszyło liczbę posiadanych mandatów, byli właśnie socjaldemokraci. Wolna Partia Demokratyczna współtworzyła drugi rząd pani kanclerz powstały jesienią 2009 r., ale cena, którą za to zapłaciła, była straszna, ponieważ w 2013 r. liberałowie nie przekroczyli już progu wyborczego, a CDU z CSU zwiększyły liczbę uzyskanych głosów o 10 proc. Dopiero 2017 r. stał się przełomem, kiedy społeczeństwo wystawiło przy urnach rządowi rachunek za straceńczą politykę migracyjną i potrzebne było aż pół roku, aby dokooptować zwycięskim chadekom koalicjanta, którym znów została SPD. Sama pani Angela zapowiedziała, że ta czwarta kadencja jest dla niej ostatnią i rozpoczęto gorączkowe poszukiwania jej następcy.

Poszukiwania jej następcy zakończył styczniowy zjazd CDU, na którym wyłoniono lidera partii i najprawdopodobniej kandydata na nowego kanclerza. Został nim, popierany przez Merkel, Armin Laschet i natychmiast okrzyknięto go w prasie kontynuatorem dotychczasowej polityki oraz gwarantem, że nie zostanie dokonany programowy skręt w prawo. Można więc wnioskować, że USA i Niemcy podążą jednolitym kursem światopoglądowym, kładąc nacisk na zbudowanie nowych społeczeństw z nadmiernie wyeksponowanymi prawami mniejszości. Obawiam się, że w wyniku tego nastąpi całkowity koniec względnego spokoju, jaki gwarantowała „polityczna epoka żelaza”.
Howgh!

Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Samotnik. Nałogowy kawosz i czytacz politycznych newsów. Imię i nazwisko do wiadomości redakcji.


Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts