Od kilku dni trwa polemika między władzami regionu, będącego epicentrum pandemii we Włoszech, a Ministerstwem Zdrowia i krajowym Instytutem Służby Zdrowia, które nawzajem zarzucają sobie popełnienie błędu w analizie danych pandemicznych, w wyniku czego od 17 do 23 stycznia wprowadzono tam częściowy lockdown. W tle tego sporu jest zapowiedź pozwu zbiorowego handlowców i usługodawców przeciwko regionowi w związku ze stratami, jakie ponieśli w rezultacie zamknięcia sklepów i lokali.

Bilans awantury podczas obrad w Mediolanie to sześciu wyrzuconych z obrad radnych i opuszczenie ich przez samorządowców opozycji na znak protestu przeciwko temu, że władze regionu nie opublikowały danych, jakie wysłały do Rzymu.

Kulminacja nastąpiła w momencie, gdy radny centrolewicowej opozycji Michele Usuelli ukląkł na środku sali obrad przed gubernatorem Lombardii Attilio Fontaną z Ligi, prosząc go o ujawnienie danych. Lokalny polityk został wyprowadzony przez policję. Wśród gwizdów, krzyków i kłótni posiedzenie zostało zawieszone.

Zaczęło się zaś ono od ironicznego gestu radnego centrolewicy, który wręczył Fontanie liczydło, co było aluzją do polemiki na temat błędów w obliczeniu wskaźnika zakażeń.

W sporze tym głos zabrało też kierownictwo Instytutu Służby Zdrowia, które w odpowiedzi na zarzuty popełnienia błędu przez tę instytucję poinformowało, że wysłało do władz Lombardii łącznie 54 komunikaty o pomyłkach zawartych w ich raportach; ostatni 7 stycznia. Jak dodano, do 20 stycznia Lombardia informowała o bardzo wysokiej liczbie zakażeń i to z tego powodu objęto ją czerwoną strefą surowych restrykcji.

Gubernator Fontana zażądał od władz kraju odszkodowań za straty poniesione przez biznes w regionie, który jest lokomotywą gospodarczą kraju.