Patrzą na nas dumnie z obrazów, szkiców, rysunków wiszących w szkolnych korytarzach, klasach i bibliotekach. Wyniośli, wybitni, utalentowani. Pisarze i poeci. Ikony słowa. Podniebne ptaki, wyzwoliciele, geniusze. Można nieraz zapomnieć, że są ludźmi. I to takimi, którzy, jak każdy, mają swoje dziwactwa, przygody, potrafią kłamać, konfabulować, wdawać się w skandale, romanse, zdradzać, złorzeczyć.

I mają swoje tajemnice. 

W ostatnim czasie na polskim rynku wydawniczym pojawiła się ciekawa pozycja. Nie tylko dla miłośników czytania, ale i dla lubujących się w plotkach, ploteczkach i ciekawostkach. A że te dotyczą życiorysów pisarzy i poetów, których dzieła czytujemy na każdym etapie naszej edukacji, wraz z autorem plotkujemy z przyjemnością.  

Sławomir Koper („Nieznane losy autorów lektur szkolnych. Wstydliwe tajemnice mistrzów pióra”) przenosi nas bowiem w codzienność naszych mistrzów. Dziś, razem z nim, podejrzymy Władysława Reymonta. Nie uwierzycie, skąd miał pieniądze na - jakże twórcze i kreatywne, pełne artyzmu i artystów - życie literata!

Zarabiał "wystarczająco na pogrzeb" - zbyt mało "by żyć"

Parający się w swoim życiu różnymi zajęciami, z biegiem czasu Reymont zaczął zarabiać pisaniem powieści. Szybko okazało się jednak, że stawki nie są wysokie i borykający się z kłopotami finansowymi przyszły noblista popadał w lekką frustrację. 

Zwłaszcza, że jego organizm ochoczo łapał przeziębienia i poważniejsze choroby, m.in. żółtaczkę. Miał też poważne problemy z sercem, a lekarze wysyłali go nawet na zagraniczne kuracje. Te jednak nie mogły dochodzić do skutku z prozaicznego powodu - braku odpowiednich funduszy. I kółko się zamykało. Do czasu.

Otóż pewnego dnia zamiast do zaleconej przez medyków słonecznej Italii, pisarz wybrał się w podróż do pięknego Zakopanego. 13 lipca 1900 roku wsiadł w pociąg relacji Warszawa-Kraków i... Wypadek! Dwa składy zderzyły się czołowo, dwie osoby zginęły, Reymont trafił do szpitala.

Tajemnica pewnej diagnozy

W szpitalu nasz pisarz leczył się półtora miesiąca po czym - wreszcie - znalazł środki na Italię, gdzie jednak nie zaznał ani spokoju, ani odpoczynku. Postanowił za to wytoczyć proces kolei za utracone zdrowie.

Gdy ten ruszył, Reymont poprosił lekarza o... wystawienie fałszywej diagnozy lekarskiej!

Doktor Jan Roch Raum ze Szpitala Praskiego podał w niej, że pisarz złamał 12 żeber (w rzeczywistości dwa) i zasugerował, że zmiany w psychice pacjenta po tak traumatycznym wypadku są nieodwracalne.

Dodatkowo Reymont zatrudnił bardzo sprawnego prawnika i ostatecznie - wygrał 38,5 tys. rubli srebrem w ramach odszkodowania, czyli... 460 tys. euro!

Od tej pory mógł już tylko pisać i bywać. A bywał często i wszędzie. Lubił też płacić rachunki w kawiarniach i barach za swoich kolegów po artystycznym fachu.