Wszystko zaczęło się od tego, kiedy miejscowy proboszcz, ojciec Tinel, wizytował jednego z parafian i okazało się, że ten leczy się u znachora. Ksiądz poradził mu, żeby jednak spróbował iść do prawdziwego lekarza. Parę dni później znachora aresztowano za prowadzenie nielegalnej działalności lekarskiej. Szarlatan uznał, że ojciec Tinel doniósł na niego i zaplanował zemstę. Wynajął Feliksa Thorela, i poinstruował go jak ma dotknąć dwóch chłopców służących u księdza, by zaczęli zdradzać oznaki opętania. Zaczęły ich nękać widma i duchy, ktoś zadawał im razy, słyszeli kołatanie do drzwi i stukanie młotkiem. Słyszał to także ksiądz. Ponadto dźwięki poproszone przez chłopców układały się w różne melodie.

Jeden z dzieciaków mówił: „widziadło, na kształt widma ludzkiego odzianego w bluzę, straszyło mnie przez piętnaście dni z rzędu wszędzie, dokądkolwiek się udałem, a nikt poza mną nie był w stanie go dostrzec”. Powiadomiony o zdarzeniach arcybiskup Paryża nakazał, by dzieci opuściły plebanię. Jednak zdarzenia nie plebanii nie ustały. Stała się znana w okolicy jako nawiedzony dom. Przesuwały się meble, fruwały różne narzędzia, młotek przeleciał przez cały pokój i delikatnie wylądował na podłodze, hałasy były czasem ogłuszające. Być może wszystko by się jakoś uspokoiło, gdyby Thorel nie zaczął się przechwalać swoimi możliwościami ponadnaturalnymi. W pewnym momencie proboszcz nazwał go publicznie czarownikiem i obił go laską, więc Thorel pozwał ojca Tinela o oszczerstwo oraz naruszenie nietykalności cielesnej. 28 stycznia 1851 roku sąd, zebrawszy uprzednio dowody w sprawie, rozpoczął postępowanie. Powołano świadków wśród których znaleźli się m.in.: kilku duchownych, mer miasteczka, właściciel zamku, markiz i wielu innych szanowanych obywateli. Wszyscy oni potwierdzili, że dziwne zdarzenia miały miejsce. Jeden z nich, ojciec Leroux, zeznał:

Widziałem rzeczy, których nie potrafię wytłumaczyć samemu sobie… kawałek chleba leżący na stole spadł z niego, a siedząc tak jak siedzieliśmy, żaden z nas nie był w stanie go strącić.

Po wysłuchaniu zeznań sąd oddalił sprawę wskazując, że co prawda ksiądz nazwał Thorel czarownikiem, ale wcześniej sam powód przechwalał się, że może różne rzeczy wyczyniać i sprawić, by duchy się pojawiały.