Rząd socjalistycznego premiera Pedra Sancheza przyjął pod koniec grudnia dekret utrudniający eksmisję osób w szczególnie trudnej sytuacji ekonomicznej, które nielegalnie zajmują mieszkania. To prawo ma obowiązywać do końca stanu wyjątkowego wprowadzonego w kraju z powodu epidemii koronawirusa.

Ostatnio przepisy zostały zmienione jeszcze bardziej na korzyść osób pozaumownie zajmujących cudze mieszkania, przez co praktyka ta, jeżeli dotyczy osób z grup zagrożonych ubóstwem lub wykluczeniem społecznym, jest praktycznie legalna - pisze dziennik "ABC".

Casado, lider centroprawicowej PP będącej w opozycji do lewicowego rządu, zapowiedział, że w poniedziałek złoży wniosek w sprawie tej regulacji do hiszpańskiego TK.

Według obecnych przepisów z nielegalnie zajmowanego mieszkania nie można eksmitować m.in. osób wymagających opieki, ofiar przemocy ze względu na płeć czy rodziców z małymi dziećmi na utrzymaniu. Do eksmisji może jednak dojść, gdy mieszkanie użytkowane jest w celach przestępczych lub gdy nie jest głównym miejscem zamieszkania jego właściciela.

"Na ulicach jest zbyt wiele niepewności i za dużo nielegalnie zajmowanych domów"

- skomentował Casado przypominając, że tylko w Katalonii codziennie nielegalnie zajmowanych jest 20 mieszkań.

Dodał, że ma to być może związek z tym, że burmistrz Barcelony Ada Colau nie potępia takich zachowań, rząd wspólnoty autonomicznej Katalonii uchwala przepisy sprzyjające tym praktykom, a rząd centralny w Madrycie utrudnia odzyskiwanie swojej własności przez właścicieli.

Według danych MSW Hiszpanii, od stycznia do czerwca 2020 roku w całym kraju zgłaszano średnio 40 przypadków nielegalnego zajmowania mieszkań dziennie. Partie prawicowe szacują, że ogółem może być 200 tys. nielegalnie zajętych nieruchomości.

Przyczyną zajmowania mieszkań przez nielegalnych lokatorów jest zubożenie społeczeństwa, niedobór mieszkań socjalnych i zarazem duża liczba pustostanów; w całym kraju jest ich ok 3,5 mln, ale większość z nich w mniejszych miejscowościach - przypominają hiszpańskie media.