Zmiana administracji w Stanach Zjednoczonych prawdopodobnie nie wpłynie na postrzeganie przez Waszyngton gazociągu Nord Stream 2. Joe Biden, podobnie jak jego poprzednik, wydaje się krytycznie odnosić do niemiecko-rosyjskiej inwestycji. 

Anthony Blinken, kandydat na sekretarza Senatu USA podczas przesłuchania przed senacką komisją spraw zagranicznych zapewnił, że administracja Bidena "użyje "wszelkich dostępnych narzędzi przekonywania", by nakłonić inne kraje, w tym Niemcy, do sprzeciwu wobec Nord Stream 2.

W ostatnich dniach Stany Zjednoczone nałożyły kolejne sankcje w związku z budową inwestycji. Objęta nimi została barka Fortuna układająca rurociąg oraz jej armator. Niemieckie ministerstwo gospodarki informację o sankcjach przyjęło "z żalem". 

Rzecznik ambasady USA w Berlinie powiedział kilka dni temu Handelsblatt, że Waszyngton będzie nadal podejmował „wszystkie niezbędne i odpowiednie kroki”, aby zapobiec dokończeniu Nord Stream 2.

- Chociaż nie komentujemy przyszłych sankcji, będziemy nadal wymieniać poglądy z sojusznikami i partnerami na temat potencjalnych kwestii sankcji - powiedział rzecznik. Dodał, że rząd USA liczy, iż Niemcy ponownie rozważą swoje stanowisko w sprawie Nord Stream 2.

Rzecznik rządu niemieckiego powiedział w poniedziałek dziennikarzom, że opinia Berlina na temat rurociągu pozostała niezmieniona, a mianowicie, że Nord Stream 2 to projekt sektora prywatnego. Rosyjski państwowy gigant gazowy Gazprom realizuje projekt wspólnie z zachodnimi partnerami Uniper, Wintershall, Engie, OMV i Shell.

"Putin zaciera ręce"

Stanowisko rządu w Berlinie krytycznie ocenił na łamach "Frankfurter Allgemeine Zeitung" komentator Berthold Kohler. 

"Dokończenie gazociągu, który ma sprowadzić jeszcze więcej rosyjskiego gazu do Europy i jeszcze więcej pieniędzy do kas reżimu Putina, nie tylko może wywołać dalsze spory w UE, ale też obciążyć nowy początek w relacjach transatlantyckich" - napisał Kohler, którego tekst cytowany jest na portalu dw.com. Komentator dodał, że "rozdział pod tytułem Nord Stream nie przyniesie już chwały niemieckiej polityce zagranicznej i energetycznej".

Za to Putin może zacierać ręce. Projekt ten spowodował maksymalne niesnaski w UE i w relacjach transatlantyckich. Ani amerykańskie sankcje ani rosyjska trucizna nie zdołały jak dotąd przekonać Berlina do jego porzucenia. Dla niektórych może to być oznaką suwerenności narodowej. Ale można się obawiać, że Kreml uważa taką postawę raczej za rezultat pozbawionej alternatywy zależności"

- pisze Berthold Kohler na łamach "FAZ".

Merkel: Projekt powinien zostać dokończony

W czwartek w przyjętej rezolucji Parlament Europejski wezwał UE do wstrzymania budowy gazociągu Nord Stream 2 i nałożenia nowych sankcji na Rosję. Dokument został przygotowany w odpowiedzi na aresztowanie rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego.

Kanclerz Niemiec, Angela Merkel, stwierdziła, że "jej pogląd na projekt [Nord Stream 2] nie zmienił się pomimo sprawy Nawalnego" i jest zdania, że gazociąg powinien zostać dokończony. 

Projekt Nord Stream 2 został ukończony w 94 procentach. Jego sfinalizowanie wymaga jeszcze ułożenia na dnie morskim 150 km dwóch nitek rurociągu. Pod koniec grudnia 2019 r. prezydent USA Donald Trump podpisał ustawę o budżecie Pentagonu na rok 2020. Zapisano w niej m.in. sankcje wobec firm budujących Nord Stream 2. Spowodowało to wycofanie się z budowy szwajcarskiej firmy Allseas, która specjalizuje się w układaniu rur po dnie morskim.